Forum Shire
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sesja - Cień Angmaru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 17, 2012 6:27 am

Było po wszystkim. Kiedy się zebrali, elf pogłaskał się po obitych żebrach. Wywnioskował jednak, że żadne z nich nie uległo złamaniu. Cieszył się, że wszyscy są cali i nikt poważniejszych obrażeń nie odniósł. Po tym jak karczmarki poszły we wskazane miejsce, począł pomagać, w przyciąganiu ciał. Każdy ork był ubity inaczej, ale żadnego nie było szkoda elfowi. Rozmyślał teraz co mogłoby być, gdyby atakująca ich grupa była większa. Jednak nie dzielił się tą myślą z towarzyszami. W końcu kiedy wszystkie ciała były na jednym miejscu rzekł do Feandila i Athelosa. -Idę sprawdzę, co z moim koniem. Tak też zrobił. Okazało się, że jego koń akurat w tym momencie się popasał. Najwidoczniej zbudzony tylko i wyłącznie odgłosami walki. Złapał za wodze i wrócił do elfów, czekając aż ruszą na skraj lasu, czyli w miejsce do którego wysłali obie współtowarzyszki. -Jesteście cali? Spytał jeszcze dla pewności patrząc na kompanów. Żadnych zewnętrznych obrażeń nie było widać, ale przecież nie było też widać jego własnych obitych żeber.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 17, 2012 2:15 pm

Koniec.Opadła na kolana i wzięła głęboki wdech.Odgarnęła włosy do tyłu.Spojrzała po wszystkich i lekko się podniosła.Słysząc słowa Feandila,skinęła głową i zapaliła pochodnię,wytwarzając mały płomyczek na dłoni.Skierowała się w stronę koni.Pogłaskała Kastiela po pysku i rzekła cicho-Ateere sanme,Bellas(Dziękuję,Przyjacielu-Bądź co bądź,koń uratował jej życie.Założyła mu wcześniej zdjętą uzdę i chwyciła wodze w dłoń.Drugą ręką wzięła wodze pięknego wierzchowca,należącego do Athelosa.Uśmiechnęła się łagodnie do elfa i cmoknęła na konia Besidrola.Pochodnia jednak sprawiała niemały problem.Dziewczyna wodzę kastiela przerzuciła przez prawe ramię,w dłoń zaś pojęła płonący kawał drewna.Upewniwszy się,iż Avie jest gotowa do drogi,pocałowała w policzek Athelosa i ruszyła ku skrajowi lasu.Ramię piekło ją z lekka,postanowiła jednak,że opatrzy je dopiero na miejscu.Konie posłusznie szły obok niej,wierzchowiec Besidrola zaś,za nią.Kastiel rozglądał się wokół,zaciekawiony,jednak dziewczyna uspokajała go ciepłym szeptem.Na głowę narzuciła kaptur,z jej ramienia zwisał łuk i kołczan.-Powiedz,co robisz w Śródziemiu?-Spytała towarzyszącej jej kobiety.Domyślała się,że nie jest z tąd,jednak dopiero rapier ją w tym upewnił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 17, 2012 9:47 pm

Spojrzał po towarzyszach, wyglądało na to że skończyła się potyczka z uruk-hai. Cieszyło go to, jednak nie tak bardzo jak innych. Podczas walki raniona została przecież jego ukochana, martwił się o nią i jej ranione ramie. Wyjął swój miecz z uruka, miarowo i powoli tak by nie trysnęła czarna krew. Ostrze obtarł szmatką i broń umieścił w pochwie, która potem spoczęła na plecach. Bardzo dbał o Calada, co zresztą było widać; Potem z troską spojrzał na Likatreę. Ogromny miał do siebie żal za to iż nie udało mu się jej ochronić, pragnął teraz chociaż opatrzyć jej ranę. Znał się trochę na tym i bardzo chciał pomóc. - Kochana, pozwól że potem pomogę Ci opatrzyć tę ranę. Mam w torbie opatrunki i zioła. Następnie usłyszał słowa Feandila, do których to postanowił się zastosować. Podszedł do pierwszego ciała, i przerzucił go na stos. Zrobił tak też z kolejnym, w tym czasie odpowiadając na pytanie Besidrola. - Mi nic nie jest. Oczywiście ma dusza cierpi katusze bo nie udało mi się ochronić bliskiej osoby. Odprowadził spojrzeniem ukochaną, wdzięczny był za to iż zajęła się jego koniem oraz za tego całusa. Troszkę go uspokoił, bo może zbytnio się martwił. Jednak taka była natura tej miłości. Okropnie ją kochał, a co za tym szło bardzo też się o nią troszczył...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 18, 2012 10:13 pm

Wrzawa ucichła, żarzące się drewno przygaszonego ogniska dawało zaledwie trochę mdłego światła, półelfka widząc wysokie sylwetki sojuszników, udała się w ich stronę. Nagły komfort psychiczny, głęboko usytuowany w świadomości zakończenia walki, był podobny do gwałtownego zrywu lub obrazując bardziej dosłownie - przerwania tamy przez burzliwą rzekę. Dłonie z ciepłych stawały się zimne, rękojeść wyślizgiwała się pod wpływem potu i choć Avie nie wypuszczała jej z ręki, odczuła tak dotkliwe zmęczenie, że zapach snu stał się złudnie prawdziwy. Siła woli, osadzona gdzieś w jej umyśle, musiała stanowić fundament albo spoiwo, które łączyło ze sobą najbardziej istotne elementy jego struktury, bowiem półelfka nigdy nie okazywała pośród innych słabości. Objęła spojrzeniem obecnych i przypiąwszy do paska rapier, poprawiła obluzowaną klamrę od płaszcza, traktując z pozoru wszystko tak, jakby nic się nie stało.
-Groty elfów z Lórien są jak krucze dzioby, gdy ich lotki jak ćma płyną cicho… Zadumała się nad kunsztem z jakim elfowie posługiwali się tak misternie wykonaną bronią i zwróciła się do Feandila. –Panie, wielkość mej wdzięczności nie pozna miary, wszak zarówno dzięki Tobie jak i Pannie Liktraerze, mogę tutaj stać i cieszyć się nie tylko swoim, ale również Waszym zdrowiem.
Niezrozumiały odruch nakazał jej pokornie skłonić się w ich stronę na znak wdzięczności, więc kładąc dłoń na sercu uczyniła to, by wysłuchawszy dalszych wskazówek, udać się po swój ekwipunek. Skórzany worek, lekko wilgotny od ciemnej posoki orków, zarzuciła na ramię i zaraz potem ujęła za uzdę Súlego oraz bardziej szlachetnego Laurefina, prowadząc ich wprost do lasu. Nielicznie rosnące skupiska, delikatne ulistnionych łodyżek mszaków, sprawiały wrażenie magicznych głazów, po których można byłoby przejść niemalże bezszelestnie. Ciemność, oświetlana zaledwie jednym źródłem światła, jak impuls otwierała różne szufladki w wyobraźni Avie, których zawartości nie zawsze chciała oglądać, a pytanie idącej przed nią kobiety, jedynie spotęgowało to nieprzyjemne wrażenie.
-Tutaj nic szczególnego, jeśli nieszczególnym mogę nazwać zajmowanie się kupiectwem.
Starała się odpowiedzieć jak najprościej i jak najdalej wspominania przeszłości, być może wkrótce nieuniknionego.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 24, 2012 5:33 pm

Skinął porozumiewawczo głową ku Avie. Był świadom, że każdy z tu obecnych, postąpiłby podobnie, gdyby sytuacja tego wymagała. Rękawem tuniki otarł ociekające potem czoło, po czym pojął łapy uruka, zarzucając go na kopiec wraz z Besidrolem.
- Nic mi nie jest, acz zaniepokoiło mnie bliższe spotkanie z orkami tak daleko od Angmaru. Dziw mnie bierze, że ośmielili zejść z gór na otwarty teren. Tak śmiałe posunięcie świadczy o ich zuchwałości, niewątpliwie. Mam nadzieję jednak, że ich pobratymcy będą mieli nie mały ból głowy, bowiem zwiad nie wrócił, a zgodnie z ich obecnym przeświadczeniem, ludy południa żyją w błogiej nieświadomości. Po części jest to prawdą.
Ustosunkował się wobec pytania Besidrola nadto ochoczo. Wspomniał rozłam, który w połowie trzeciej ery panował w Śródziemiu. Krasnale zamknęły się w swych kopalniach; blask słońca oglądając jedynie przez szparę mithrilowych wrót, które izolowały ich od Ardy. Elfowie znając zagrożenie nie mogli poczynić heroicznych czynów, bowiem wielu Eldarów odpłynęło, zaś pozostali nieliczni. Hobbici to istoty zbyt kruche, zbyt mizerne, by mogły jak równy z równym toczyć bitwy z zielonoskórymi. A jednak – wyzwolenie przyniosły te niewielkie stopy i dłonie. Nieulękłe i odważne serca przyćmiły potęgę Mordoru, żelaznych mięśni nieprzyjaciół. Ludzie broniąc swych ziem i majątków zapomnieli, że Gondor to państwo kolos, odsłaniając jego gliniane nogi. W porę zbudził się przyjaciel – Rohan, wysyłając mitycznych jeźdźców by bronić Białego Miasta, marmurowego strażnika lądu, ostatniej bramy. Teraz, kiedy wielu Quendich wróciło z Amanu, imperia Zjednoczonego Królestwa przeżywają złote lata, zaś krasnoludzi ofiarowali lica słońcu, zjednoczenie zdaje się być na wyciągnięcie ręki. Okrzyk „Brońmy naszych ziem!” niczym lawina porwie za sobą resztki lodu i śniegu, rwąc dzielnie w jednym kierunku. Co jeśli to wezwanie będzie zbyt niepozorne, a królowie widząc rzekę hełmów, otoczonych lasem mieczy, naprzeciwko dumnie stojących murów swych twierdz, nasycą się ogromem potęgi i władzy? Czy skromny majestat Panów elfich ziem, którzy zaledwie poczęli ocierać łzy swego ludu, jest wystarczającym impulsem, aby opuścić wykwint tronu? Słowotok spiralnie przemierzał zakątki wyobraźni Sindara, wyrywając go z uścisku, dopiero gdy spostrzegł, że dołączyli do kobiet. Obdarzył ciepłym wzrokiem Avie, po czym z troską zerknął na ranę Liktarei.
- Nie próżnowałyście, palenisko widać z odległości naszego pierwszego postoju. Jak się czujesz Li? Oby rana nie zaczęła piec, nawet nie jesteśmy w stanie odgadnąć, czym nasiąknięte są groty strzał uruków. Spocznijmy tutaj, pozostało nam jeszcze bite cztery godziny snu, wypoczynek po tych perturbacjach jest nieodzowny.
Wypowiadając te słowa opadł na koc. Nie minęło dużo czasu, nim powieki potknęły się nawzajem, a elf odpłynął,
Poczęło świtać. Niebo mieniło się odcieniami szafiru. Bezchmurne sklepienie nie omieszkało przeszkodzić słońcu, które prażyło wściekle od samego rana, co dawało się we znaki drużynie. Liktarea nie spała dobrze. Noc przyniosła dreszcze i gorączkę, zaś po zbudzeniu poczuła ogarniające ją osłabienie. Opuszczając las trzy godziny maszerowali wzdłuż sosnowych ścian. Pierwszą parę tworzył Besidrol z Avie, zaś za nimi podążała Liktarea, wraz z Athelosem, na prawo od nich kluczył Feandil. Nie spostrzegli nawet, kiedy trafili na otwarty teren. Rozpościerające się stepy, niczym gładka tafla jeziora nie zdradzały niczego, co kryje się poza zasięgiem wzroku. Grunt był twardy, ubity, zaś trawy -plamiście rozłożone, sięgały co najwyżej kolan. Dobyli koni, bowiem te nie zdążyły się strudzić podczas wyprawy. Umiarkowanym galopem pochłaniali kolejne kilometry dzielące ich od Gór Zimnych. Promienie niczym osy, kąsały ich twarze, dlatego też Feandil na głowę nasunął kaptur. Temperatura sięgała dwudziestu stopni, zaś wiatr na płaskiej przestrzeni znacznie się wzmógł. Podniesionym głosem, co by każdy go słyszał rzucił:

- Potrzebny wam postój? Nie jestem pewien, czy podróż na tak dobrze widocznym terenie to dobry pomysł!

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 24, 2012 9:02 pm

Po dotarciu do obozowiska, które założyła Liktarea wraz z Avie, i po tym jak wszyscy ułożyli się spać postanowił zostać na obiecanej warcie. Nie pytał nikogo i nie oznajmiał nikomu, postanowił sam czuwać i patrolował okoliczny teren do poranka. Po skromnym śniadaniu ruszyli. Tak więc jechał z Avie na czele drużyny, wiedział że mogło wdać się jakieś zakażenie dla Liktarei po przez jej ranę. Jednak sam nie znał się na medycynie, a lekki ból pozostały na posiniaczonych żebrach ukrywał przed resztą. Od czasu do czasu gładził tylko te miejsca, które były opuchnięte i zsiniaczałe. Otwarty teren nie wróżył nic dobrego, jednak wypoczęte konie dawały w tym przypadku dobrą wróżbę. Podczas drogi rozmawiał z Avie o różnych rzeczach mniej ważnych, natomiast ważnym pytaniem na które chciał znać odpowiedź było to: -Co Ciebie skłoniło do tej wyprawy? W dalszej drodze nie odpowiedział na pytanie Feandila, gdyż sam nie potrzebował odpoczynku, lecz nie chciał wywierać przez swą odpowiedź presji na pozostałych członkach kompanii. Tak więc zdecydował zrobić to, na co zdecyduje reszta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 24, 2012 9:11 pm

*Gdy doszły do obozowiska,rozłożyła koce.Szybko zorganizowała ognisko,z pomocą kobiety.Położyła się wygodnie,zaraz jednak usiadła i sprawdziła co z raną.Piekła,choć krew już nie ciekła.Przetarła ją zwilżoną szmatką i położyła się z powrotem.Widząc elfów zmierzających w ich stronę,pomachała im.*Piecze,choć już nie krwawi...*Mruknęła w odpowiedzi na pytanie Feandila i zamknęła oczy.Spala niespokojnie,czuła,że ma gorączkę.Przykryła się kocem i zacisnęła pięści.Rankiem przygotowała skromne śniadanie z pomidorów i lembasów.Jechała ramię w ramię z Athelosem,niepewnie poruszając rannym ramieniem.Czułaa mdłości,jednak wymamrotała*Nie,możemy jechać dalej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 25, 2012 4:45 pm

Słowa Feandila jak zawsze były bardzo mądre i trafne. Przerzucając martwe zwłoki postanowił sam wtrącić swoje zdanie odnośnie niedawnej potyczki. - Mimo wszystko niedobrze się stało. Wróg może już widzieć o naszej obecności i misji. Tak dobrze zorganizowane zwiady nie znika z byle powodu... Spacer przez ciemny las bardzo pomógł Athelosowi. Nawet jeśli nie trwał on zbyt długo to i tak wystarczyło czasu by mógł zebrać myśli. Przeanalizował sytuacje, w której są i w której mogą się znaleźć. Ten atak najbardziej go zmartwił, tym bardziej iż owi uruk-hai całkiem dobrze współpracowali. Zapuszczenie się oddziału zwiadowców w tak dalekie regiony nie wróżyło nic dobrego i każdy miał tego świadomość. Gdy dotarł do obozu i ujrzał swoją ukochaną w nie najlepszym stanie zmartwił się ogromnie. Potrafił poznać po niej że nie wszystko jest w porządku, że mimo wszystko ból w jej ramieniu jest ogromny. Najbardziej martwił się o to że ta strzała mogła być zatruta.. Lecz postanowił nie kłopotać jej nazbyt, ważniejszy był dla niej teraz sen. To on najbardziej mógł jej pomóc, a rana jak widział była już przemyta. Spoczął obok ukochanej, obserwując ją jak śpi, czuwając przy niej. Widział wyraźnie iż jest rozpalona ale miał nadzieję że może po tej nocy się jej polepszy. Mógł tylko nakrywać ją porządnie kocem, kiedy to się odkrywała oraz szeptać czułe słowa w ramach kołysanki. Sam nie spał zbyt dużo, a zmęczony nie był. Wzrost adrenaliny oraz cała ta sytuacja nie pozwalała mu zasnąć, na pewno nie dzisiejszej nocy. Obserwował gwiazdy, ukochaną oraz Besidrola trzymającego wartę o której nikt nie miał pojęcia. Podziwiał przyjaciela za ten bezinteresowny czyn, nawet takimi drobiazgami pokazywał swe szlachetne i czyste serce. Cieszył się że w takich trudnych chwilach, w niepewne jutro będzie miał obok tak zacnego towarzysza i druha...

Blask promieni słonecznych przyniósł nowe nadzieje i ogromne szczęście elfowi. Dzień zapowiadał się pięknie i miał nadzieję że taki też będzie. Pomógł Liktarei dosiąść swego konia, podczas jazdy też trzymał się blisko niej. Nie spuszczał jej z oczu nawet na chwilę, wciąż bał się o stan jej zdrowia. Mimo iż wyglądała względnie dobrze to mogła tak się w rzeczywistości nie czuć. Mimo wszystko, podjął decyzję. Mogła mieć mu to za złe, choć nie powinna bo było to spowodowane tylko i wyłącznie troską, a mianowicie postanowił opatrzyć tę ranę. Dobrze znał swoją ukochaną i czuł że coś jest nie tak. Zdawała się wcale nie ruszać tą ręką. Jakby ją niezwykle bolała lub była sparaliżowana, a to by świadczyło o truciźnie w tej ranie. - Ja potrzebuję postoju, ale zaledwie na parę chwil. Niemało tajemnicza była ta wypowiedz, tym bardziej że spoglądał ciągle na Liktareę. Zatrzymał i zsiadł ze swojego konia. Podszedł do konia elfki i mimo jakichkolwiek protestów zdjął ją z niego. Potem równie stanowczo posadził na ziemi. Musiała ścierpieć tą niewygodę, bo nie chciał rozkładać na zaledwie chwilkę koca. Podszedł do juk swego konia i z nich wyciągnął małą torebkę. Wraz z nią kucnął naprzeciw elfki i odsłonił jej ranę. - Królewskie ziele czy też jak inni to nazywają Athelas. Powinien załagodzić pieczenie oraz rana powinna się szybciej zagoić. Rana może i nie wyglądała bardzo groźnie lecz nie goiła się dobrze. Nawilżył lekko ziele i przyłożył do rany elfki. Mogło piec, a po jej reakcji tak też właśnie było. Następnie wyjął bandaż, którym to dokładnie obwiązał ramie elfki. Tworząc swoisty opatrunek. Wyglądało to dobrze i tak samo dobrze powinno się trzymać. Miał nadzieję i był wręcz pewny, że przede wszystkim ból momentalnie i w znacznej części ustąpi. Teraz kiedy to skończył był gotów na dalszą podróż. Nawet mimo tego że i jemu nie podobała się jazda po tym otwartym terenie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Maj 11, 2012 9:11 pm

Dostrzegłszy Athelosa doglądającego Liktareę, ściągnął wodze konia, zwalniając go. Laurëfin fuknął zwracając ku zatrzymującym się kompanom. Lica podróżnych zwilżone były potem, który skrupulatnie wyciskała gorejąca tarcza słońca, de facto chyląca swe oblicze do snu. Zwiewną chustą, szczelnie okryła powiewające źdźbła stepowych traw, zalewając pejzaż złocistą aurą. Feandil sięgnął do paska spoczywającego pod siodłem, wypinając z niego manierkę. Zanurzył się w chłodnej wodzie, która przyniosła mu niezwykłą ulgę; ostatni raz napełniali bukłaki w strumieniu meandru Bruinenu, na który ongiś baczą Eldarowie z Imladris.
- Avie, pozwól ze mną.
Rzucił w stronę panny Tildomerel, nie spuszczając wzroku z południa. W tym kierunku też się udali, zostawiając pozostałych w miejscu postoju. Dochowali jednak odległości, w której wzrok pozwalał bezproblemowo dostrzec się nawzajem. Z ust Feandila i Avie energicznie wypływały słowa, które przerywane były skinieniem głowy jednego z nich. Minął kwadrans - Avie podniosła przednie kopyta wierzchowca, czyniąc gest ręką w stronę pozostałych, po czym galopując, jej postać rozmył dygoczący horyzont. Aldamir w bezruchu wpatrywał się w linię widnokręgu, jakby oczekując znaku, niespodziewanego sygnału. Kiedy Helios w połowie skryty za koronami Gór Mglistych oczekiwał na uwodzicielski lot księżyca, elf zwrócił konia kłusując ku towarzyszom. Południe okryte cynamonowymi barwami kontrastowało z północą, gdzie ołowiane obłoki zdawały się połykać połacie jaskrawego terenu.
- Apetyt wilczej paszczy rośnie, kiedy zdobycz podda głowę śmierci.
Pomyślał, widząc, że cień sięga coraz głębiej lądu; co gorsza nie znajdowali się nawet w pobliżu Gór Zimnych, które niczym zbroja strzegły serca nienawiści płynącej z północy. Kiedy zbliżył się do kompanii, objął wzrokiem okolicę: w promieniu dwóch staj otoczeni byli otartym terenem; na zachodzie dostrzec można było majaczące sklepienia rzednącej puszczy Rhovanionu; na wschodzie swe strome zbocza, niczym korzenie drzew, zapuszczały Góry Mgliste.
- Nie uważacie, że rozsądnie byłoby udać się w stronę wzniesień? Zyskamy opokę, o którą oprzeć będzie można niepokój towarzyszący bezkresnym obszarom.
Uniósł głowę, wskazując wzrokiem cień północy. Mimika zdradziła jego niepokój, ulatniający się oczyma pełnymi trwogi. Poprzedniej nocy nie zaznał błogiego snu, który mąciły przecinające wstęgi wizji Śródziemia, skłaniającego się ku otchłani, pod ciężarem oków, których łańcuch szarpały szpony nieprzeniknionego mroku.
- Nie dalej niż trzy staje na zachód, winniśmy dotrzeć do Hithaegliru. Tam winniśmy sporządzić obóz. Athelosie, udaj się na zwiad zataczając łuk na północ od docelowego koczowiska, towarzyszyć będzie Ci Liktarea, nie pozwolę, aby samotnie przebyła taką odległość – nie wiemy czy athelas zareaguje na truciznę. Besidrolu, uczyń podobnie obserwując południowy szaniec. Nie możemy pozwolić, aby zaskoczono nas po raz kolejny. Zmierzając ku Żelaznej Siedzibie (Angmar) nie zaznamy spokojnych nocy, ta może być ostatnia. Dołączę do was w ciągu dwóch godzin, nie osłaniajcie paleniska, dzięki niemu trafię do was.

Jaskrawy promyk zdawał się przypominać kwiat mlecza, pośród zbutwiałych traw. Podążał ku niemu, zaś głuchą ciszę przecinały odgłosy dwóch wierzchowców.
- Rad jestem, że dotarłaś tak szybko. Frapowała mnie wizja spotkania tuż przed obliczem Żelaznej Bramy. Me serce rodzi nadzieję, iż podróż nie strudziła Cię zbytnio, a i zagrożenie skutecznie omijało.
Ciepłe przywitanie zwiastowało obecność osoby, którą Feandil znał, a zapewne darzył zaufaniem. Nie starał się odszukać wzroku kobiety, bowiem kroczyli w ciemności – rozpalenie pochodni zdradziłoby ich niekorzystne położenie.
- Udajmy się do obozu, czekają na nas. Jakież wieści przynosisz droga Calendilo?
Spytał z wyraźnym oczekiwaniem w głosie, chcąc usłyszeć wszystko, nim dotrą do kompanów. Misja, którą miała wypełnić, była ostatnim promykiem nadziei, którym darzył lekkomyślne poczynania ludzi.

Łuna paleniska oświetlała twarze trójki elfów, spoczywających na chłodnych skałach. Okalała ich wapienna skarpa, tworząc swoisty dach nad ich głowami. Wraz z towarzyszką zeskoczył z wierzcha, resztę drogi pokonując miarowym krokiem.
- Poznajcie Calendile, córkę Filandilasa, przedstawicielkę szlachetnego szczepu Noldorów - osobę, którą darzę pełnym zaufaniem.
Wycedził, dając wyraźny znak, że nie winni krępować słów.
- W zakresie moich kompetencji, a zarazem spokoju, leży wyjaśnienie wam powodu powrotu Avie. Rozsyłając listy, których treść jest wam dobrze znana, wysłałem także posłańców, którzy wywołać mieli dodatkowe piętno na ich odbiorcach. Mówię tu o południowcach, których odpowiedź zdawała się graniczyć z cudem. Nie posiadam przyjaciół, którzy gotowi byliby wyruszyć do Edoras. W obliczu powrotu Calendili z Gondoru, Avie podążyła ku Złotemu Dworowi, aby pertraktować z królem Eomerem, którego pomoc byłaby nieoceniona. Prosiła mnie, aby oszczędzono jej pożegnań. W mojej gestii pragnę wam jednak przekazać: nie lękajcie się cienia, bowiem i tam można znaleźć światło.
Wypowiadane prze zeń słowa, przeszył jazgot wilków.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Calen

avatar

Nick : Calendila
ID : 230
Ranga : Obywatelka Lothlorien
Female Liczba postów : 71
Join date : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sob Maj 12, 2012 12:27 am

Kiedy w odwiecznej hegemonii, księżyc zajmuje miejsce na nieboskłonie, butne chmury zagłuszają odbiór jego majestatu, pogrążając ziemię w kopalnianych ciemnościach. Mimo to, w odległości dwóch mil, na widnokręgu jawiło się Minas Tirith, stolica Gondoru, przylegające do skalnej ostrogi. Znad serpentyny siedmiu murów, wznosiła się wertykalna wieża, z białego kamienia, jakoby smukła iglica, godząca w niebiosa, iskrząc się perlistym blaskiem, onieśmielającym gwiazdy. Mierzyła pięćdziesiąt sążni i była ona głównym celem, przyświecającym jej misji. Mimo podpowiedzi rozumu, który nie zwykł zawodzić i dzięki któremu twardo stąpała po ziemi, wierzyła, że w związku z jej poselstwem, dotrze do obecnie panującego, uzyskawszy wsparcie. W sercu nosiła nadzieję, ażeby nieroztropność ludzka, nie wzięła góry, a owa nadzieja nie okazała się płonną. Jej wierzchowiec rączo pokonywał pozostałą odległość, mimo iż dawno nie przystawała na popas.
Niedługo znalazła się przed bramą, wykutą w stali i mithrilu. Przepuścili ją, bez większych ceregieli. Ogromne skrzydła ze zgrzytem, ociężale rozwarły się na tyle, by mogła przejechać między nimi, ciasnym przesmykiem. Mimo późnej pory, uzyskała audiencję u namiestnika. Przyjęto ją - jak przypuszczała- w sali wieżowej, gdzie sprawujący obecnie piecze nad miastem, zagrzewał królewskie siedzisko. Niezwłocznie przekazała wiadomość, ówcześnie, jak nakazuje etykieta, przedstawiając się, wyjaśniając okoliczności przybycia, dołączając szczere pozdrowienia od władcy Lothlorien, coby mile połechtać dumę namiestnika, wszak ludzie uwielbiają być doceniani, tedy łatwiej o jakiekolwiek względy.

- Myślę...- Zaczął, po pobieżnym zapoznaniem się z kolejnym listem.
- ...że nazbyt wyolbrzymiacie sprawę. Nie zamierzam wysyłać ludzi w dalekie podróże, opierając się na waszych przypuszczeniach. Jednak co do gotowości, bądźcie pewni, postawimy w gotowości własne kordony, a gdy będzie trzeba, zmobilizujemy wszystkich, wszelkimi środkami czyniąc twierdzę niedostępną.- Wstając, pewnie był kontent z jej miny jakże rozczarowanej, choć starała się ubrać stosowną maskę.
- Długo zabawicie? Możecie się czuć moim gościem.- Dodał,zaniechawszy oficjalnego tonu, zapewne zbierając się na przerwany przezeń spoczynek. "Czyżby to nietrzeźwość umysłu, omamiająca senność przytępiła rozum namiestnikowi? Jakże można być tak ślepym, głuchym i niewzruszonym na wszelakie rady, kierowane wyłącznie dobrem obopólnym?"- Zagrzmiała w myślach, wiedząc, że i tak człek nigdy ich niedosłyszy.
- Nie. Jeżeli łaska, uzupełnię prowiant, manierkę i jeszcze tej nocy opuszczę mury miasta, nie chcąc być dłużej ciężarem.- Zdobyła się jedynie na okazanie namiastkę swej dumy, czym prędzej chcąc znaleźć się jak najdalej stąd.
Jak rzekła, tak też zrobiła i nim złote oblicze zdołało wychynąć, otrzepawszy się z sennego otępienia i migotliwym blaskiem, spotęgowanym kroplami rosy, oprószywszy budzącą się do życia przyrodę, cwałem, ponaglając karo-tarantowatego zwierza, kierowała się na północ.

Wśród kniei, majaczących pod lekkim podmuchem wiatru, tak zbawiennym, którego za dnia brakowało, by zelżyć skutkom spiekoty pełnego słońca, zarysował się kontur postaci. Pierw nieufnie, jednak z czasem pewności nabrawszy, lekko dźgnęła boki swego ogiera, by zbliżyć się ku niej. Zdołała ich dogonić, a ową istotą, która wyszła jej naprzeciw, był nie nikt inny, jak sam Fëandil, zwany Aldamírem, z rodu Êlentáriel. Władca Lothlórien. Skłoniła mu się nisko, z należytym szacunkiem.

- Bądź pozdrowiony.- Wyszeptała, jakoby chcąc, aby słowa tylko do jego uszu dotarły.
- Nie powinniście, w zaistniałych okolicznościach, kłopotać się losem posłańca. Na waszej głowie już dość zajmujących spraw, tym bardziej, że ze strony ludzi nie otrzymaliśmy żadnego wsparcia.- Dalej pozwoliła się prowadzić do ogniska, tlącego się wśród konarów, relacjonując spotkanie w Minas Tirith. Czuła się niezręcznie, z powodu bezowocności jej wędrówki, spojrzeniem unikała bezpośredniego kontaktu, co obecne warunki ułatwiały.
- ...jednak jest coś, o czym muszę niezwłocznie cię poinformować, nie jesteśmy bezpieczni. Ruszając waszym śladem, zauważyłam ze szczytu równiny, że nie jestem jedyna, która zmierza waszym tropem. Ktoś za wami węszył. Penetrował miejsce waszego wcześniejszego postoju. Ale nie zbliżyłam się ku niemu, uznawszy iż rozważniej będzie was o tym pierw poinformować.- Mimo iż nosiła suknię, zeskoczyć z siodła przyszło jej zgrabnie, miękko opadając na leśne poszycie.
Przedstawiona, zważywszy iż twarze ich widzi po raz pierwszy, omiotła towarzystwo spojrzeniem, nie mogąc nic innego zrobić, jak skinąć głową, witając. Wzdrygnęła się lekko, posłyszawszy wilcze ujadanie i głowę skierowała w stronę, skąd prawdopodobnie nawiedziły ich odgłosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Maj 14, 2012 9:02 am

Podróżując rozmyślał nad tym, co może ich jeszcze spotkać, kiedy to sami się pchają w stronę zagrożenia. Wysłuchał Feandila i zgodnie z jego słowami pojechał w stronę północy, co by przeprowadzić swój zwiad. Jadąc sam pogładził ręką żebra. Na szczęście były tylko obite i nic więcej. Nie bolały cały czas, jedynie wtedy kiedy ich dotykał, lub coś się o nie opierało. Jadąc samemu miał czas na rozmyślenia, jednak uważał że słusznie zrobił pisząc się na tę wędrówkę. Przez głowę mu by nie przeszło, żeby skapitulować, uciec, lub zawrócić. Nie wchodziło to w grę, której zasady jak na razie były dla nich niezbyt surowe. Obserwował pod czas tych myśli dokładnie całą okolicę. Jedyne co zauważył, to były ślady stóp, wielkości podobnej człowiekowi. Nie był to najświeższy trop, jednak wywnioskował, że to była kilkanastu osobowa grupa. Dokończył swój zwiad i skierował się na miejsce, które wyznaczono na nowy postój.
Dotarł na miejsce i okazało się, że nikt jeszcze nie przybył. Tak więc od kulbaczył konia i zebrał trochę drzewa na ognisko. Wyjął też ze swego ekwipunku płaszcz, co by było mu cieplej. Ogniska nie rozpalał, czekał na innych, a sam usiadł. Wziął do rąk miecz i wygrzebał z plecaka kawałek materiału, za pomocą którego zaczął czyścić i polerować broń. Były na niej jeszcze ślady krwi, tak więc po chwili pozbył się wszelkiego brudu. To samo uczynił też z drugim, krótszym mieczem.
W końcu doczekał się Athelosa i Liktarei, którzy przeprowadzali zwiad w przeciwną do jego zwiadu stronę. Uśmiechnął się na znak powitania do nich. -Coś znaleźliście? Spytał ogółem i powiedział o tym, co sam widział. Później powtórzył to Feandilowi, który wrócił w towarzystwie elfki. -Witaj Calendilo, miło cię poznać. Powiedział w geście przywitania. -Musiałyby być nader szalone, by podejść do ognia. Sam położył się na trawie przy skale, uprzednio czyszcząc miejsce z wielu drobnych kamieni. Leżał i rozmyślał, przy czym trochę sposępniał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Maj 15, 2012 6:10 pm

*Poczuła ulgę,czując na ramieniu dotyk królewskiego ziela.Spojrzała z wdzięcznością na Athelosa i rzekła*Skoro mamy jechać na zwiad,nie zwlekajmy.*Wskoczyła na Kastiana i pogłaskała wierzchowca po szyi.Ruszyła kłusem naprzód,wypatrując czegoś podejrzanego.Tropy zwierząt.To jedyne co dotąd dostrzegała.Jednak po dłuższym czasie jej wzrok przykuły ślady kopyt.Była pewna ,iż koń niósł jeźdźca.Słabym głosem przywołała Athelosa i wsskazała na ślady*Spójrz.Nie sądzę,by jakiekolwiek poselstwo musiało jechać w tę stronę*Po chwili jednak popędziła konia do galopu,pędząc do miejsca spotkania.Zeskoczyła z konia i podeszła do Besidrola.W odpowiedzi na jego pytanie,rzekła*Ślady kopyt.Kopyt konia,który niósł jeźdźca.*Opadła na trawę i potarła oczy.Rozłożyła się na zielonej murawie,i nucąc wesołą melodię poczęła wpatrywać się w Athelosa.A konkretniej to w śliczne,błękitne,błyszczące oczy ukochanego elfa*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Maj 15, 2012 9:45 pm

Tak, koniecznie musimy udać się w kierunku gór. Tylko one, jako swoista i naturalna ochrona mogą pomóc nam w tym abyśmy nie zostali wykryci. Na tym, otwartym terenie nie mamy szans. Na początku, kiedy ustalaliśmy drogę którą to będziemy podążać miałem o tym wspomnieć, aczkolwiek uważałem iż nie miało to sensu. Prawie jednogłośnie podjęliście decyzję.. Athelos chyba pierwszy raz, od wyruszenia z Rivendell, postanowił dłużej przemówić. Teraz jednak uważał to za stosowne, wiele mogło zależeć od tej decyzji. Wymawiając te słowa nie spoglądał na towarzyszy, pakował bandaże i ziela. Nie bał się ich spojrzenia, po prostu nie było to teraz konieczne. Gdy skończył swoją pracę przy jukach, pogłaskał jeszcze czule konia i spoglądnął na Liktareę, czy oby wszystko z nią w porządku. Widząc iż tak jest, bo bandaż zdawał się być dobrym ukojeniem dla jej bólu oraz odtrutką na możliwą truciznę, poświęcił większość uwagi na słuchanie słów Feandila. Rozumiał je bardzo dobrze, podobnie także jak zawsze, absolutnie się z nim zgadzał. Za jego poleceniem, nie rozmyślając nawet nad tym, co on sam będzie robił, posłuchał słów elfiego przyjaciela. Wyruszył więc wpierw na zwiad, trzymając się blisko elfki wyglądał na ziemi jakichś śladów czy też znaków zostawionych przez nierozważnych "podróżników". Absolutnie skupienie i profesjonalizm przyniosły upragnione owoce, Athelos wypatrzył pewien trop. Energicznie zeskoczył z konia, przykucnął przy świeżych nawet jeszcze śladach, począł je analizować. Niestety nie na wiele się z nich dowiedział, jedynie iż jest to jakieś dużej wielkości, ciężkie, czworonożne zwierze. Wagę oszacował na 500 kg, miękkie podłoże znacznie się wgniotło pod ciężarem owego monstra. Począł także kawałek dalej podążać tym tropem, niedługo jednak bo po parunastu metrach, nieopodal skały znalazł odchody, najpewniej właśnie owego zwierza. Były najdalej dwudniowe, okropny zapach wciąż im towarzyszył, także jak i kości zapewne strawionego posiłku. Kości na pewno pochodziły od osoby dwunożnej, zapewne człowieka. Athelos uważał iż nie jest to już tak bardzo istotne, czy to elf, czy też człowiek, liczyło się iż byli zagrożeni. Postanowił teraz nie mówić o tym znalezisku Liktarei. Nie lubił się powtarzać, więc chciał powiadomić o tym już wszystkich przy ognisku. Wrócił na konia i po chwili przyjrzał się także znalezisku elfki. Cóż, w tych śladach nie było już nic niezwykłego. Wyczytał z nich tylko to że owy jeździec bardzo się śpieszył oraz to że koń był lekki i zapewne dosiadała go równie lekka kobieta. Te spostrzeżenia przedstawił ukochanej. Potem, już po zwiadzie, przybyli do miejsca spotkania. Dostrzegł uśmiechniętą elfią buzię i przywitał podobnie siedzącego już przy ognisku Besidrola. Pytanie zaś zignorował, miał nadzieję iż Bes to rozumie i przez chwilę nie będzie wypytywał. Nie miał jednak na to zbytnio czasu, bo już zaraz przyjechał Feandil, wraz z nieznajomą towarzyszką. Szczerze to Athelos nie ucieszył się na jej widok, wcale. Nie było to jednak spowodowane tym iż mu czymś zawadzała, wręcz przeciwnie, otwarty był na nowe znajomości. Chodziło mu o Avie i jej znikniecie. Nie wątpił w jej odwagę, był pewien tego że na pewno miała dobry powód aby odjechać... Bał się jednak o to jak to może wpłynąć na resztę grupy.. Witam Cię Calendila, me serce napawa radość na to spotkanie. Mam nadzieję na to iż nie tylko twa uroda, ale i czyny rozświetlą oraz pomogą nam w tych mrocznych dniach. Jam jest Athelos Samathel, syn Amroso, dziecko i zwierzchnik Rivendell. Wnet elf zgiął się w sztywnym ukłonie. Poszanowawszy wszelakie zasady kultury, dołożył także i piękny, aczkolwiek lekki uśmiech. Po tym przywitaniu, przemówił już do ogółu. Coś dużego może nam dziś zagrozić. Odnalazłem ślady, czteronożnej, pięćset kilogramowej, sporej, bestii. Ujrzałem także i odchody. A z nich wyczytałem iż nie gardzi ludzkim i elfim mięsem. Mam pewne przypuszczenia jednak wolę ich nie ujawniać. Zazwyczaj jestem nieomylny, a nie chcę psuć sobie tej reputacji wyciągając pochopne wnioski. Podsumowując jednak.. Przyszłe i niedoszłe słowa, przerwały wilcze skowyty. Athelos widocznie lekko się uśmiechnął słysząc owe dźwięki. To było przecież uzupełnieniem jego słów . Cieszył się że przerwały właśnie teraz, bo mógł zweryfikować swoją wypowiedz. Z żalem muszę stwierdzić iż i ta noc nie będzie spokojna... Opadł na chwilę na trawę, w pobliżu ukochanej Liktarei. Nie spoglądał jednak na nią, trzymał jedynie jej dłoń, a wzrokiem błądził po palącym się ognisku. Czekał na słowa i propozycje innych, czas ten zaś poświęcał na rozmyślania o znalezionych śladach..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Maj 27, 2012 10:04 pm

- A więc Gondor tkwi w letargu. Oby przebudzenie nadeszło prędko.
Wycedził jakby do siebie. Oplótł wzrokiem kompanów, uważnie badając ich rysy. Nie zdradzały ni trwogi, ni zmęczenia – budziło to jego podziw, lecz zarazem zastanowienie. Na tyle dobrze skrywali uczucia, które zazwyczaj kaskadami przywykły wylewać się z oczu i ust człeka – bynajmniej takie miał wrażenie. W tymże momencie pragnął nie mieć racji. Zbliżała się północ, mimo to nie czuł znużenia. Noc była ciepła, odczuwalna temperatura sięgała piętnastu stopni. Pieszczotliwy wiatr łagodnie gładził lica drużyny, niekiedy wzmagając gwałtownie. Gwiazdy, podobnie jak księżyc sporadycznie wyglądały zza hebanowej płachty, która pokrywała sklepienie nieba. Umysł przejmowało wrażenie, iż tak arkadyjska noc, dopłacić mogła jedynie błogą aurą kontemplacji. Wszakże owy nastrój rozmywały wołania wilków, których skowyt dobiegał z coraz bliższej odległości. Feandil przymknął powieki, aby wsłuchać się w bezdźwięczne nuty smagającego wiatru. Wskrzesił w sobie powiedzenie, które ofiarował mu wuj, będący dowódcą wschodnich oddziałów Galadhrimów - Przez noc droga do świtania , przez wątpienie do poznania, przez błądzenie do mądrości , przez śmierć do nieśmiertelności.
Obóz rozbili w nieznacznym obniżeniu, tuż pod siedmiometrową skałą, kształtem przypominającą paterę. Za ich plecami wznosiły się szczyty Gór Mglistych, które opieszałymi szpicami przekłuwały ołowiane obłoki. Naprzeciw, niczym piegi na owalnej buzi hobbita, wysypane były pomniejsze głazy, oraz ostańce, które zdawały się pływać w potoku dygoczącej trawy. Południową stronę odgradzały gęste zarośla, które wysokością dorównywały jabłoni. Towarzysze utworzyli wokół paleniska literę C, aby mieć przed oczyma rozległy teren, który byli w stanie patrolować czujnym zmysłem maksymalnie do pięćdziesięciu metrów. W miejscu, którym spoczęli zdawało się być coś dziwnego. Pod skałą nie było trawy, acz brązowy piach, zaś w rogu kryjówki znajdywał się niewielki dół przykryty deskami. Obok owego spoczywał Besidrol, ominąwszy skrytkę skupiając się na własnym orężu. Skończywszy wykonywaną czynność, winien jednak zauważyć ową. Rana Liktarei zdawała się mieć coraz lepiej, lecz gorączka nie opuściła jej do końca. Ręka, wraz z barkiem była obolała i osłabiona, wszak trucizna miała dość czasu, by wdać się w żyły kobiety.*

- Niepokoją mnie Wasze wieści.
*Wycedził nie zaprzestawszy monitorowania twarzy kompanów. Przyklęknął wewnątrz półkręgu, który stworzyli, by dynamicznym ruchem dłoni wygładzić piach. Pochwycił sztylet, spoczywający dotychczas w cholewie buta, szpic zanurzając w ziemi.*
- Jesteśmy osłonięci od wschodui południa, kolejno górami i zaroślami. Są zbyt strome, nawet dla wilków. Pozostaje kwestia zachodu i północy. Nim udamy się na spoczynek, mamy dwie godziny, aby zabezpieczyć się dodatkowo przed potencjalnym agresorem. Pomysły?

Szkic na ziemi:

By feandil at 2012-05-27

*Wstrzymał potok słów, bowiem opis, który przedstawił mu Athelos wskazywał na coś znacznie większego od leśnego drapieżcy. Nacisk pięciuset kilogramów był w stanie zostawić niedźwiedź, albo warg. Skowyt rozwiał jednak wszystkie wątpliwości.*
- Jak wygląda wasz ekwipunek? Co może się nam przysłużyć?
*Spytał przeszukując swój pakunek*
- Mam linę i prawie pełen flakon nafty. Zostało mi nieco ostrzy – tych, które zostały użyte w lesie.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Maj 28, 2012 8:14 am

Po wyczyszczeniu oręża i przyjrzeniu mu się dokładnie, począł się rozglądać wokoło z braku innego zajęcia. Wstał i podszedł do miejsca, w którym to zaczynał się brązowy piach, a po chwili jego oczom ukazały się zbite deski, które to służyły za jakąś pokrywę, bądź też drzwiczki. Nie był pewny, tak więc postanowił podejść bliżej. Nie ruszał drewnianej konstrukcji, gdyż nie był pewien czemu to ona miała służyć. Za chwilę poinformował resztę drużyny o znalezisku.-Może te deski do czegoś się nadadzą?Zapytał, chociaż wiedział, że to pytanie mogło mieć jedną odpowiedź.
Nie wiedzieć czemu, to miejsce wydawało mu się być jakimś dziwnym. Czuł się nie pewnie i obco, ale dobrze wiedział że był tu obcym, jednak to nie to sprawiało jego lęki. Zawodzenie brzmiące podobnie do wilczego nie interesowało go zbytnio i nie zajmowało. Pogładził żebrach, które to miały się coraz lepiej. Lekka opuchlizna i kilka siniaków, które to nie przeszkadzały mu w żadnej czynności.
Pytanie było ogólne, tak więc zaczął przeglądać swój ekwipunek. Grzebiąc tak zjadł lembasa, który to mu się napatoczył pod rękę. Po dłuższej chwili szukania stwierdził. -Mam kilka gwoździ i dwie butelki brandy. Się zastanawiał chwilę, ale tylko chwilę nad tym, czemu miał w plecaku gwoździe, ale dał sobie spokój z tą myślą. A znalezione dwie butelki brandy położył w pewnej odległości od ogniska, tak by nie grzało zawartości i tak, by oświetlało same butelki. Nie wiedział czy to najlepszy pomysł, ale odrobina takiego napoju może rozluźnić charaktery i pozwolić odpocząć w pewien sposób, a przecież nie będzie trzymał obu butelek dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Cze 03, 2012 11:16 am

*Również i Athelos spodziewał się spotkać dzisiejszej nocy wargi. Nie był jednak pewien co do tych odcisków czy to na pewno do nich należą. Wolał jednak o tym jeszcze nie wspominać, postanowił słuchać i dopiero w odpowiedniej chwili się udzielić. Słuchał towarzyszy z niezwykłą uwagą, starał się przy tym odpowiednio to interpretować. Zastanawiał się także czy cokolwiek z jego ekwipunku może się przydać, niestety doszedł do wniosku iż nic odpowiedniego ze sobą nie wziął.* - Ja niestety nie posiadam chyba nic przydatnego. *Powiedział powoli i z widocznym żalem. Trochę jednak żywiej dodał, w ramach swej wypowiedzi którą zamierzał pociągnąć.* - Moim zdaniem powinniśmy zastawić pułapki, takie które to nie tyle zranią naszego przeciwnika, co go zdradzą. Tak dużej zwierzyny nie pokąsają nasze prowizorycznie przygotowane pułapki, skupił bym się więc na tym ażeby nas nie zaskoczono. Oczywiście trzeba ustalić wartę, a to ja pragnę być pierwszy. Nie mógł bym dziś nawet zmrużyć oka. Można oczywiście robić to w parach, byłoby bezpieczniej. *Zakończył obserwując ciągle swych towarzyszy. O dziwo nie mógł wyczytać z ich oczu niczego, zastanawiał się czy się boją, lecz nie mógł tego stwierdzić.. Sam zaś się lekko uśmiechał, tak aby i swój strach zamaskować. Mimo iż wiele razy polował na zwierzynę, mimo że sam wiele razy był ofiarą, to zawsze jakiś tam strach mu towarzyszył. Nie uważał tego za coś nieodpowiedniego, nie w tym poszukiwał miary męstwa i odwagi. Uważał że każdy się boi, że każdy jakiś strach odczuwa, większy czy mniejszy..; Zaczął się zastanawiać także i nad pułapkami, trochę się na tym znał i wiedział jakie to mogą skonstruować. Oczywiście zamierzał się swymi pomysłami podzielić z innymi oraz ewentualnie pomóc podczas konstrukcji i rozmieszania owych pułapek..*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Calen

avatar

Nick : Calendila
ID : 230
Ranga : Obywatelka Lothlorien
Female Liczba postów : 71
Join date : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Cze 03, 2012 7:42 pm

Pierw jej atencja spoczęła na Besidrolu, który jednak pozostał dlań nieznanym z imienia elfem, widać zdecydowanie było, że kultura osobista była jemu znana, tak samo jak Athelosowi, który wykazał się kurtuazją zarówno w geście, jak i słowach.
- Me także się weseli, widząc jaki to zaszczyt mnie spotkał, dołączając do tak zacnego grona. Zapewniam, iż dołożę wszelkich starań, by nie moja wątpliwa uroda, była mym atutem, zaś ja sama - wsparciem, a nie zbędnym balastem.- Lewą dłonią chwyciła w karby sukno, także się skłoniwszy, zaś jej prawica spoczęła tam, gdzie serce kobiety. Na jej ustach zawitał skromny cień uśmiechu, jednak szybko znikł, jak gdyby rozproszony przez wiatr, pozostawiając twarz o łagodnym wyrazie.

Dosyć tych galanterii, ważniejsze teraz były raporty zwiadów, a te brzmiały niepokojąco. Mamy informację zarówno o bestii, która jednoznacznie, może stanowić zagrożenie, jak i o nieznanym jeźdźcu. Czyżby to ten, którego widziała? Starając się połączyć oba fakty, rozmyślając, odeszła od paleniska, do swego tarantowatego wierzchowca, uwalniając go od ciężaru juków. Miała nadzieję, że dane będzie jej nieco odpocząć, po nocach zajęczego snu, jednak wygląda na to, że ta nie będzie się różniła od poprzednich. Rozwinęła pled, w bliższym sąsiedztwie ogniska, by rozgrzać się w jego aurze, równocześnie wpisując się w krąg obradujących. Ona także nie mogła się niczym przysłużyć, jeżeli chodziło o użyczenie jakichkolwiek przedmiotów do konstruowania pułapek. Myśląc o przeciwniku, trzeba analizować każdy szczegół, skupiwszy się na jego słabościach, by wykorzystać je w walce. Łącząc naftę ze sznurem, logicznym byłoby stworzyć "iście wybuchową mieszankę".

- Ogień...- Wymamrotała, przenosząc wzrok na palenisko, na wijące się języki, łapczywie pochłaniające drewna, zmieniając je w zwęglone zgliszcza.
- Jeżeli mamy do czynienia z wargami, a wszelkie znaki na niebie i ziemi, potwierdzają nasze przypuszczenia, trzeba pamiętać, że one panicznie boją się ognia. Myślę, że winniśmy się na tym skupić podczas defensywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Lip 02, 2012 9:58 pm

*Głowa pulsowała bólem, rozsadzjąc jej czaszkę.Ramię piekło niemiłosiernie, mimo to stała twardo na nogach, od czasu do czasu słaniając się niepewnie. *Ja mam linę elfów... I to chyba tyle. Patelnie się chyba nie przy...*W tym momencie przerwała i zamknęła oczy. Poczuła przypływ mdłości i straszliwy ból wypełnił ją całą. Czuła,jakby w jej ciało wbijały sie szpile, rozrywające ją na kawałki. Krzyknęła z bólu i złapała się za ramię, opadając na kolana. Łzy napłynęły jej do oczu,jednak po chwili nie czuła już nic. Dziękowała Eru za ulgę... Zemdlała, opadając na trawę, jej włosy natomiast stały się na powrót czarne, oczy z barwy orzechowej zmieniły się na krucze,usta znów były krwistoczerwone a jej twarz nie zddobiły już piegi... Magia ulatywała z dziewczyny... Tak jak jej siły i energia...*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Lip 24, 2012 10:58 pm

- Tak. *W jednym prostym słowie zawarł mieszankę fascynacji i zastanowienia.* - Iskra Bogów! Najstraszniejsze wśród ostrzy! Jeżeli przyjdzie nam stanąć przeciw wargom, tak uczynimy. *Rzucił, by zwrócić się w stronę otwartego terenu, po czym zlustrować wzrokiem kłęby liny. * - Dwa pięciometrowe sznury, dwie butelki alkoholu. Jakże posłużyć się nasiąkniętym materiałem tak, aby wykorzystać jego potencjał? *Pytanie bezcelowo uleciało z ust elfa, acz ten spoglądał teraz w głąb mroku, jakoby za chwilę miał rozejść się za jego prośbą.* - Naturalnie Athelosie, jeśliś chętny, obejmiesz wartę, lecz jestem daleki od skłonienia głowy wierze, że któreś z nas tej nocy zazna snu. *Nie minęło dużo czasu nim Besidrol spostrzegł skrytkę. Otulona była płaszczem brązowego piachu, który chwile później, za pomocą dłoni elfa, utworzył obok niewielki kopiec. Pięć zwietrzałych desek, scalonych prostymi, żelaznymi okuciami, stanowiło drzwiczki do umieszczonego w gruncie kufra. Ciche skrzypnięcie oznajmiło rozwarcie wieczka. Elf w skupieniu wyjmował przedmioty znajdujące się w środku; wierzch okrywał wysłużony pergamin, na którym chwiejną dłonią spisane były słowa w języku westronu, zaś w rogu widniała pieczęć w kształcie sześcioramiennej gwiazdy - napis głosił:*

„119 rok, drugi wtorek jesieni .

Kapitanie,
Wszystek czasu patrolowaliśmy północny szaniec, raz tygodniowo doglądając
zejścia z Gór Mglistych. Trakty służą chętnie, a i kupcy z wielką radością zmierzają ku Bree, jak i w stronę powrotną. Pojedyncze zagrożenie stanowili bandyci spełzający z gór, niczym robactwo spod kamienia. Każdy raport ma jednak gorszą stronnicę – ostatnie dwa tygodnie zwiadu obfitowały w kontrolę granicy Gór. Z licznych jaskiń, które obficie drążą zachodnie zbocza, słychać wycie, wrzaski, przeraźliwe jęki. Jesteśmy świadom, że po wielkiej wojnie, wszelakie zło skryło się w pieczarach, acz nie były to wołania trwogi, były to wołania gniewu. Kapitanie, czuwamy.

Oto comiesięczna lista: osiem kołczanów, długi miecz półtora ręczny, pęk
cięciw, mieszki z przyprawami, suchy prowiant, atrament.


Chwała Zjednoczonemu Królestwu, chwała Królowi Elessarowi!”


*Sygnaturę podkreślał podpis: „Heles i Ardwenen, straż Północnego Traktu”.
Członkowie drużyny w milczeniu obserwowali Besidrola; zawartość listu, jak i kufra była znana jedynie jemu. Niespokojną ciszę przerwał stłumiony łoskot – ciężki, płytki oddech ulatywał z ust Liktarei, która bezwładnie opadła na chłodny grunt.*

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Lip 25, 2012 9:45 am

*Kurz, wszystko okryte było kurzem, a zawartość kufra pomimo, że stara to jednak nie wyglądała tak źle. Rzucił na zawartość tylko okiem, gdyż po przeczytaniu listu postanowił się podzielić jego treścią z resztą grupy. Nie wołał ich do siebie, gdyż wiedział, że Liktarea potrzebuje, by ktoś ciągle był obok. Tak więc podszedł do reszty i wręczając wysłużony kawałek papieru dla Feandila rzekł.* -Ciekawa lektura, zapoznajcie się z tym również. Poczekał, aż Fean przeczyta reszcie list, a po tym fakcie dodał. -Ten list był w skrzyni, ale było tam jeszcze kilka rzeczy. Być może coś się przyda. Nie czekając na zainteresowanie innych postanowił wrócić do znaleziska. Nie był pewien, ale możliwe że to były zapasy ukryte, by nie spowalniać czyjejś drogi, bądź ucieczki. Zakurzone piaskiem, który przedostawał się przez deski. Pierwsze co wyjął i na jego twarzy pojawił się uśmiech, to była lampa naftowa. Po krótkich oględzinach stwierdził, że nie jest uszkodzona i nie całe paliwo zdążyło wyparować. Postawił ją obok kufra, nie zwracał też uwagi na to, czy inni podeszli zobaczyć co kryje się w skrzyni, czy też sam ze sobą odkrywa jej zawartość. Następne co wyjął, to była mała kasetka zawierająca złoto, co go za bardzo nie zainteresowało. Dalej z kufra wyciągnął wiązkę drutu, chociaż nie wiedział po co i na co była ona ukryta w kufrze. Na dnie znaleziska leżała kolczuga, a pod nią pięknie wyglądający krótki miecz, prawdopodobnie elfiej roboty patrząc na jego zdobienia, a obok leżał około tuzin wolno leżących strzał. Nie wiedział jeszcze, w jaki sposób się przyda znalezisko, ale widział że nawet takie coś może trochę podbudować morale i dodatkowo wspomóc drużynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Calen

avatar

Nick : Calendila
ID : 230
Ranga : Obywatelka Lothlorien
Female Liczba postów : 71
Join date : 07/05/2012

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Lip 27, 2012 11:19 am

*Objęła się ramionami, chroniąc przed wszechogarniającą ciemnością, która jednak odwagi nie miała przekroczyć granicę, wyznaczoną przez żarliwe płomienie ogniska, stojące na straży ich spokoju. Słuchała zdania przewodzącego tej misji, w pełni podzielając każde jego słowo.
Znalezisko Besidrola zaintrygowało ją więc wstała, by podejść nieco bliżej i przyjrzeć się cennemu "wykopalisku". Jej szczególną uwagę przykuł list, częściowo wyjaśniający i potwierdzający ich podejrzenia. Jednak dłużej nad nim się nie zastanawiała, bowiem oczy jej utkwione były w Liktarei. Nie namyślała się długo, zadziała impulsywnie, znalazłszy się blisko niej, ułożyła jej głowę na padle suknie, w dłoń chwyciwszy jej nadgarstek w nadziei wyczucia weń pulsu. Druga, wolna dłoń odgarnęła pasma włosów z czoła.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Lip 31, 2012 1:36 pm

*To co ujrzał Besidrol, jego znalezisko, wcale nie interesowało Athelosa. Ten przecież właśnie przeżywał koszmar. Ukochana Liktarea upadła, widocznie traciła siły, uchodziło z niej życie. Walka, ogromna wojna, która to pojawiła się w głowie elfa, wcale nie pomagała. Był zły na siebie, bardzo zły bo to przecież samego siebie zaczął obwiniać. W swych czynach zaczął szukać sprawcy tego co się właśnie stało, nie mógł sobie wybaczyć tego co zrobił oraz obwiniał się o to czego nie zrobiono by jej pomóc. Był pewien jednego... Że na pewno mógł zrobić więcej...* - Lik.. *urwany krzyk rozpaczy był donośny, szczerze przerażony. Wszelakie najstraszniejsze lęki właśnie się iściły. Najgorszy, z najgorszych scenariuszy właśnie się spełniał. Bał się tak bardzo o nią... Nie mógł na to patrzeć, lęk i trwoga przyprawiały go o zawroty głowy, serce biło szybko, bardzo szybko... Naprawdę niewiele brakowało by łzy ukochanej doprowadziły do szczytu wytrzymałości, nerwowej i fizycznej..*

*Był przy niej zawsze. Nawet teraz. Już, po zaledwie krótkiej chwili, był przy niej, klęczał obok swojej ukochanej. Trzymał jej dłoń, niebywale zimną. Zdawać by się mogło że ruszył od razu i najszybciej, jednak to Calendila jako pierwsza doń doskoczyła. Jako pierwsza roztoczyła nad nią opiekę. Trzymał ją za rękę, pełen nadziei iż choćby to pomoże. Wiedział, był pewny, że go rozpozna, że zna bardzo dobrze ciepło i łagodność jego dotyku. Dodatkowo szukał swej szansy w swoim głosie, który zresztą Liktarea także znała znakomicie. Szeptał do niej, cicho i lekko. Tembr głosu nie ukrywał także tego jak bardzo mu zależy, jak teraz cierpi, jak ubolewa..* - Obudź się, proszę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Sie 30, 2012 4:24 pm

- Wezmę strzały, jeśli pozwolisz, Besidrolu. Zmarnowałem kilka podczas leśnej potyczki, wszak naszej drogi znaczyć nie będą długie popasy, czy okazje, aby oręż i jadło uzupełnić. Miecz wygląda dostojnie. - dodał, spojrzawszy na dobyte przez elfa ostrze. Rękojeść zdobiona była zaklęciami splecionymi w słowa andunaicu. Podobny rynsztunek nosili ongi Ludzie Północy, dostojni edainowie królestwa Arnoru. - Sferyczne kształty, gładka, prosta klinga, wyroby pradawnych zbrojmistrzów. Wiele takich skarbów można znaleźć na kurhanowych wzgórzach, jednak równie to rzadkie, co mithril w khazadzkich kuźniach. - znalezisko przywłaszczyło świcie nie lada uwagi i czasu, acz równość tajemnicy, którą posiadało, pojęły ich głowy potęgując zafrapowaniem. Podobnych odkryć nie spotyka się często. Zapasów nie tknął ostry pazur czasu, zaś co najwyżej tępy paznokieć, bowiem skrytka była otwierana nie dalej niż kilka lat wprzódy.
Mięła północ, gwiazdy zdawały się blednąć, a chmury rozpostrzeć wydęte, ponure skrzydła. Nikły sierp księżyca zdawał się łypać na niwa zachodnich stoków Gór Mglistych, obdarzając drużynę mizernym, kremowym światłem. Ciemne obłoki rzuciły wyzwanie jaśniejącej lunie, przysłaniając owy własnymi kształtami. Zapadły ciemności. W mrocznej głębi odpowiedziały wycia, które zbliżały się z każdym podmuchem wiatru.

- Musimy działać. - rzucił przytomnie. - Na nic będzie pomoc Liktarei, jeżeli miast gruntu uświadczy wilczej paszczy. - spojrzał na marmurową twarz kobiety, która zdawała się blednąć jednakowo do srebrnego globu. - Calendila, słusznie zresztą, spostrzegła, iż ogień naszym przyjacielem tej nocy. Mamy kilka metrów liny, naftę oraz alkohol Serenna. Przed oczyma otwarty teren, niskie trawy obsypane wapiennymi ostańcami. Pożytek nam, gdyż flanki osłonięte są przez skały i krzewy, możemy skupić się na jedynym korytarzu ataku, który rozpościera się wprost nas, zgodnie z zachodnim wiatrem. - zauważył, podnosząc głos, gdyż troska o zdrowie Liktarei zajęła myśli kompanów. - Co proponujecie?

Siły elfki uchodziły równie szybko, co śniegi w odwilży. Niewiele czasu pozostało, aby udzielić jej pomocy, tym bardziej skutecznej. Początkowy, ciężki oddech zdawał się słabnąć z każdym tchnieniem, zaś powieki poczęły tulić się rzęsami. Pięści nie dawien zaciśnięte, ułożyły bezwładne palce na chłodnym gruncie.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Sie 31, 2012 10:49 pm

Mogli o nim źle pomyśleć jego kompani, jednak mało pomagał przy Liktarei, gdyż wiedział że sam zbyt wiele zdziałać nie może, a i zbyt duża ilość osób wokół niej też nie przyniosłaby zbyt wielkiego skutku. Siedział osamotniony, oglądając klingę znalezionego miecza, cóż innego mógł zrobić w tej chwili? Słyszał i czuł nadchodzące niebezpieczeństwo, zbroję i cały potrzebny ekwipunek miał na sobie, lub też obok, a siedział od grupy i ogniska najwyżej dziesięć metrów. Musiał się uspokoić, a ból w klatce piersiowej nadal dokuczał. Konie były napojone, ale jak na razie bezpieczne, trudno było by myśleć o dalszej wędrówce bez nich. Elf zaczął się skupiać tylko nad nadchodzącym niebezpieczeństwem, a było one raczej nieuniknione. Wstał i oparł się plecami o drzewo, swój długi miecz schował, miał zamiar użyć tego ze znaleziska, w drugą dłoń złapał krótszy miecz, a przebywał z dala od ogniska, by nie męczyć oczu i mieć je przyzwyczajone do ciemności. Dokładnie to nie wiedział co się dzieje w obozie, ale wiedział że stoi ze strony, z której to dochodziły wycia. Był gotów na wszystko, ale nie zaliczał do tego ucieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Wrz 18, 2012 9:15 pm

Do sesji dołącza: Sonaselia Śmigła (182)

Koniec dodatkowego naboru 20.09.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   

Powrót do góry Go down
 
Sesja - Cień Angmaru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Forum Shire :: Fabuła :: Sesje-
Skocz do: