Forum Shire
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sesja - Cień Angmaru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Sesja - Cień Angmaru   Czw Mar 29, 2012 10:51 pm

Krainy Śródziemia poczęła zalewać kaskada białego kwiecia. Wiosna
zapowiadała się niezwykle optymistycznie. Duniny śmiało komponowały
nowe pieśni, współgrając z śpiewami hobbitów, elfów, czy ludzi. Swoiste
przedstawienie odgrywały natomiast łabędzie, które ośmielone ciepłą bryzą,
setkami zaczęły okupować wybrzeże Belfalas. Fauna i flora, jak natchniona,
tworzyła fundamenty pięknego i słonecznego lata. Wszelakie szarlatańskie
prognozy starego Falco Danderfluffa, okazały się jedynie czczym gadaniem.
Od trzech miesięcy, krocząc krętymi ścieżkami Shire , mamrotał, że skoro
zima większych mrozów nie przyniosła, to wiosna zechce poczynić jej na złość.


Caras Galadhon, Lothlórien - ósmy kwietnia, późny wieczór. W najwyższym
talanie, Fëandil Êlentáriel śpiesznie pojmuje z ławy pełen kałamarz, oraz pęk piór.
Udając się do swej komnaty, siada przy wysokim blacie, mówiąc podniesionym głosem:

- Proszę wejść!
Do pomieszczenia, miarowym krokiem, wmaszerował smukły elf, w kompletnym
uzbrojeniu. Zatrzymał się, po czym ukłonił nisko.

- Panie, zwę się Aredhel, przynoszę wieści od Lómendila, dowódcy zwiadu.
Sindar kiwnął ręką, aby przyspieszyć ceregiele i uprzejmości. Już tydzień wcześniej
dotarły do niego niepokojące wieści na temat północnych rubieży Eriadoru. Teraz,
pragnął jedynie usłyszeć kompletny raport, aby wiedzieć, czy ów zapowiedzi ,nie
były słowami rzuconymi na wiatr.

- Lómedil kazał przekazać, że jego obawy się potwierdziły. Resztę może Jaśnie
Pan przeczytać, bowiem zabroniono mi spoglądać w jego zawartość.

Galadhrim wysunął zaciśniętą dłoń, w której znajdował się zrulowany pergamin,
uraczony pieczęcią. Fëandil zerwał zabezpieczenia zagłębiając się w treść
wiadomości. Szare oczy wędrowały pośpiesznie w linii poziomej, uważnie wertując
każde słowo.


„Wasza Królewska Mość, z przykrością informuję, że obawy, które Najjaśniejszego
trapiły, zostają przeze mnie potwierdzone. Miesięczny zwiad, który miał na celu
zebranie jak największej ilości informacji, o aktywności północnego szańca,
uważam za zakończony. Dowiedzieliśmy się wystarczająco dużo, by obrać drogę
powrotną, oraz wysłać Aredhela z poselstwem. Pozwoliłem sobie spisać pokrótce
ważniejsze meldunki:


20 marcaDotarliśmy do Północnych Wzgórz. Podczas wędrówki
zaczerpnęliśmy wiedzy w Bree, oraz trzech hobbickich wioskach, na północ
od Zalesia. Nieoceniona została pomoc strażników, pełniących służbę na
Amon Sul. Nad Zimnymi Górami unosi się cień, którego ni słońce, ni deszcz
się nie ima. W bezchmurne dni, wędrowcy donosili o częstych burzach,
trapiących te terany.


26 marcaUdaliśmy się na zachód, aby uważnie zweryfikować
informacje, które otrzymaliśmy od wcześniej wspomnianych. Szczyty gór
pochłonięte zostały przez ciemne chmury, zaś widok z lądu ogranicza gęsta
mgła. Cień objął znaczne połacie północnych terenów. Armetheros, który z mojego
polecenia udał się pod same podnóża wzniesień nie powrócił. Po pięciu dniach
zaniechaliśmy poszukiwań, bowiem spodziewałem się większych strat. Wierzchowce
nie usługiwały, tak jak zazwyczaj, zaś serca nasze obejmował wszechobecny
niepokój i lęk.


31 marcaNa wschodnich stokach dostrzegliśmy trzy tuziny orków.
Krok ich był spieszny, zaś drogę rozświetlała zaledwie jedna pochodnia, jakby
obawiali się wyłapania ich obecności. Niecałe pięćset stóp wyżej dostrzegliśmy
tlący się ogień – w nasze serca wlała się nadzieja ocalenia Armetherosa.


1 kwietniaNasze obozowisko zostało wykryte. Ratowaliśmy się ucieczką,
kładąc za sobą dwudziestu nieprzyjaciół. Zdążyliśmy zliczyć setkę zielonoskórych.
Od strony gór dobiegają ryki, zaś przez chmury przebijają się, niczym włócznie,
kłęby gęstego dymu.


2 kwietniaKolejna próba podejścia od strony Północnych Wzgórz
zakończona niepowodzeniem. Powracamy do Lórien.”


Twarz Fëandila zdradzała wielki niepokój. Błyskawicznym ruchem dłonią, począł
przelewać atrament na pergamin listu, który tego samego wieczoru wyruszył do
Imladris. Na odwrocie widniał napis: „Athelos Samathel, Pan Rivendell”. Podobne
wiadomości rozesłał do namiestników Gondoru, oraz do stolic krain Śródziemia.
Jeżeli ktokolwiek spodziewał się tak czarnego scenariusza, mógł to być tylko
Falco Danderfluff. Choć pewnie sam nie był świadom, co może go czekać,
jak i całe Ennorath.



________________________________________________

Trasa podróży:

- topografia i charakterystyka terenu:

By feandil at 2012-03-29


By feandil at 2012-04-01

Uczestnicy:


By feandil at 2012-04-01

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."


Ostatnio zmieniony przez Fëandil Êlentáriel dnia Nie Kwi 01, 2012 9:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Zebranie    Nie Kwi 01, 2012 12:12 pm

*Podejmując decyzję o wyprawie do Angmaru, Fëandil nie czuł błogiej świadomości, iż postępuje słusznie. Bez wątpienia ryzyko podróży, było wyższe, aniżeli nadzieja szczęśliwego powrotu do domu. Z drugiej strony nie był pewien, czy ktokolwiek, prócz serdecznego przyjaciela Athelosa, pana Imladris, odpowie na jego wezwanie. Zaledwie co zaczęły goić się rany, okupionej żywotem setek istot, batalii z Sauronem, przed Śródziemiem wyrosło nowe wyzwanie. Wyzwanie stłamszenia starań cienia do rekonstrukcji jego potęgi. Pejoratywne wyniki zwiadu, który zdecydował się wysłać w pobliża północnego szańcu, napawały go niepokojem i lękiem. Dopuszczał myśl, iż Wielkie Królestwo Gondoru, oraz Rohanu uśpione pokojem, jaki panował w ostatnich latach, nie zakwalifikuje jego ostrzeżenia jako realne. W głębi serca, niezmiernie liczył na odzew panów Wielkiej Zielonej Puszczy, ongiś zwanej Mroczną, Ithilien, elfich miast wybrzeża, czy ludu Eriadoru, który to najbardziej narażony był na ewentualną agresję ze strony północy. Przemierzając pędem ogromne połacie Enedwaith, równolegle do zbocz Gór Mglistych, w głowie jego kłębiły się myśli, które miał nadzieje stłamsić w Rivendell. Dzień był mglisty, dość chłodny, dlatego też szczelnie opatulił się płaszczem, lekko garbiąc się w stronę swego wierzchowca, coby mroźny wiatr nie przedostał się pod odzienie. Jeszcze kilka dób wcześniej, słońce grzało niemiłosiernie, acz tereny Dunlandu północnego nie od dziś uważano za niezwykle złudnicze. Docierając do brzegu brodu Bruinen, zgodnie przewidywaniami, ciepłe promienie słońca przebiły rozrzedzające się chmury, rozmywając poranna mgłę. Wstrzymał konia, po czym zeskoczył z jego grzbietu, by przemyć twarz w krystalicznej wodzie potoku. Negatywne myśli momentalnie zniknęły, zaś zasoby energii odnowiły się w zastraszającym tempie. Uśmiechnął się do siebie, wiedząc, iż odżywcze właściwości wody, nie były dziełem nikogo innego, niźli Athelosa.
- Rivendell odżyło.
Powiedział szeptem, napełniając płuca świeżym powietrzem, po czym dosiadł Laurëfina, dając znak do galopu.
Tej nocy nie zaznał snu, chcąc jak najszybciej dotrzeć do włości Ostatniego Przyjaznego Domu. O brzasku słońca, oczom elfa ukazała się dolina, mieniąca się kolorami tęczy. Zdawała się rozwijać, niczym przepiękne kwiecie Telperionu - świętego drzewa Gondoru.
O tak wczesnej godzinie alejki Imladris świeciły pustkami. Docierając przed oblicze domu, postawionego za czasów Elronda, postanowił wejść od strony ganku, coby nikogo nie zbudzić. Skrzypnięcie drzwi poprzedziło jego wejście do majestatycznego pokoju dziennego, gdzie światło nie zdawało się być potrzebne, bowiem nieustannie, nie wiedział czemu, było tu jasno. Feandil spoczął na miękkim fotelu, podparł dłonią podbródek, a trapiące go myśli powróciły - "Kto podejmie miecz i przybędzie?"

______________________________________________________________________

Cytat :
Witajcie, poniżej przekazuję wskazówki, które pomogą wam rozpocząć udział w sesji.
W swoich inauguracyjnych wypowiedziach zawrzyjcie:
  • iż dotarł do was list ode mnie, o zagrożeniu ze strony północy, oraz, że proszę was o pomoc.
  • pojawiacie się w Rivendell na moją prośbę, bowiem tu ustalone było spotkanie.
  • opisać przybycie do Rivendell
Reszta to wasza wizja.
  • Osoby bez rang zostały wysłane przez władców swoich krain.

Na obecną chwilę to tyle, mogę zedytować te informacje, więc proszę od czasu do czasu, lub przed wypowiedzią zaglądnąć.
Życzę mile spędzonego czasu Smile

EDIT1: Teksty nie muszą być na 12425 słów. Mają byś treściwe i na temat. Kosmetyczne dodatki etc. zależą już od was.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."


Ostatnio zmieniony przez Fëandil Êlentáriel dnia Nie Kwi 01, 2012 1:32 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 01, 2012 1:19 pm

*Athelos Samathel, elf ze szczepu Vanyarów i obecnie, od niedawna Władca Rivendell. Podczas swej na razie krótkiej kadencji wiele razy już się zmartwił, czy to obecnym stanem rzeczy w mieście, czy też tym jak ostatnio wzrosłą przestępczość. Nic jedna nie przyniosło takiego niepokoju jak list od przyjaciela z Lothlórien - Fëandila Êlentáriel, władcy z Caras Galadhon. Mimo iż wiele słów z tego tekstu nie zrozumiał, zdania i przyszłość okryte były tajemnicą, to przeczuwał iż coś czai się na północy. Po tym liście, okropne sny jeszcze bardziej nie dawały mu spokoju. Z ogromnym niepokojem w sercu oraz smutkiem na twarzy wyczekiwał przybycia gości, szczególnie autora listu. Który to zdawał się mieć najwięcej do powiedzenia w tej sprawię i przede wszystkim pomysł, jakby tu owy mrok zwalczyć...*
-Przygotujcie salę jadalną. Stoły mają być obwite we wspaniałe jedzenie, wino ma płynąć strumieniami oraz nasze cudowne pieśni ma nie cichnąć. Nasi goście najpewniej przebędą długą drogę. Muszę po niej dobrze zjeść, wypić i wypocząć. Przybędą lub powinni przybyć dnia jutrzejszego. Do tego czasu ma być wszystko gotowe i zapięte na ostatni guzik! *Athelos wydał polecenie swemu słudze, po czym wrócił do swych komnat. By tam czas poświęcić na rozmyślanie. Nawet służba zauważyła iż jest zatroskany. Smutek na twarzy i trwoga w głosie. Martwili się o swojego władcę, a to okazywali w tym iż perfekcyjnie wykonywali wszystkie jego polecenia. Wspaniała sala, gdzie goście mieli zasiąść do posiłku była już gotowa - wykwintne jedzenie zapraszało swymi urokami. Wino w szklanych karafkach zaś samym wyglądem cieszyło oko. A muzyka, piękna dla ucha i serca, wydobywająca się z elfich harf nie cichła, tworząc wspaniały klimat i atmosferę. Jasno oświetlona sala była idealnie przygotowana. Brakowało tylko gości, których to Athelos stojąc wyglądał w drzwiach. Ubrany był tak jak na władce przystało - biała, bogato zdobiona szata do kostek. Na to jedwabny pas z kryształową klamrą. Na to jeszcze płaszcz, bordowy równie wspinały i wytworny co reszta stroju; Nagle do środka pomieszczenia wpada jeden ze służących. Wyraźnie się śpieszył, bo tak też mówi* -Panie, panie. Jakiś elf przybył. Adekwatnie do twych słów i wskazówek zgadujemy iż jest to Fëandil Êlentáriel z Caras Galadhon. *Na twarzy władcy na moment pojawił się uśmiech. Niezwykle cieszył się na jego przybycie.* -Przyprowadźcie go. A traktujcie z ogromnym szacunkiem. To władca pięknego Lórien. *Teraz nie miał wątpliwości że naprawdę był to jego przyjaciel. Mimo jeszcze młodego wieku i niedużych zdolności magicznych, to takie rzeczy potrafił wyczuć..; Służący pośpiesznie udał się do siedzącego na fotelu Sindara. Skłonił się mu nisko i rzekł.* Witamy Cię panie w Rivendell - Ostatnim przyjaznym domu. Mój pan pragnie Cię ugościć i przywitać. Zapraszam za mną! *Oczywiście potem pokierował go do wielkiej sali. Gdzie już czekał Athelos..; Od tej pory słudzy Władcy Rivendell stali przy wejściu do wspaniałego pałacu. Dzięki wskazówkom przynajmniej trochę wiedzieli kogo mogą się spodziewać. Wszystkich gości od razu kierowali do wielkiej sali. Gdzie czekała strawa i przede wszystkim sam Władca Rivendell - Athelos Samathel..*


Ostatnio zmieniony przez Jozin1 dnia Nie Kwi 01, 2012 5:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 01, 2012 1:58 pm

*Na karym rumaku do Rivendell przyjechała rudowłosa elfka.Odziana w płaszcz Galadhrimów,koszulę w kolorze słoneczników i w ciemnożółtych spodniach.Rude włosy spięła na szczycie głowy,mimo to spływały falami na plecy,aż do pasa.Miodowe oczy lśniły z radości.Zeskoczyła z konia i przekazała go jednemu z służących,który to do niej podszedł.Uśmiechnęła się doń promiennie i rzekła*
-Bądź ostrożny.Potrafi być nieprzewiywalny.I nie próbujcie rozczesywać mu grzywy,jeśli nie chcecie połamać palcy.
*Po tych słowach oddaliła się i skierowała w stronę Ostatniego Przyjaznego Domu.Nigdy dotąd nie widziała Rivendell.No,może raz,przelotem,z rodzicami.Teraz jednak zachwycała się budzącym się do życia Imlardis.Zdziwił ją list od Feandila,lecz postanowiła odpowiedzieć na wezwanie przyjaciela.Tego samego dnia spakowała manatki i wyruszyła w drogę.Nie podejrzewała,iż sytuacja na północy jest aż tak groźna.Słońcejednak swieciło mocno,odpędzając smutki.Stanęła w drzwiach Pałacu i zauważyła,iż służba stojąca przy drzwiach patrzy na nią niepewnie.Podeszła do jednego z elfów i rzekła*
-Jestem Liktarea,córka Leirena.Przybyłam na spotkanie z Athelosem,panem Rivendell i Feandilem,władcą Lórien.I mam nadzieję iż z innymi tak niezwykłymi szermierzami...
*Służący uśmiechnął się i rzekł*
-A tak,oczekiwaliśmy Cię,pani.Proszę za mną.
*Podążyła za elfem,rrozglądając się wokół.Piękny był pałac Elronda.Zdobiony freskami i rzeźbami...Weszła do sali,którą wskazał jej służacy i oniemiała.Stoły zapraszały do jedzenia,ozdoby przyciągały wzrok,wszędzie roztaczał się zapach potraw.Ujrzała Athelosa i Feandila.Uśmiechnęła się wesoło i skierowała się w ich stronę*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 01, 2012 3:02 pm

*Wyruszył dosyć wcześnie, gdyż obliczał że podróż zająć może mu kilka dni. Jechał wzdłuż Gwathló. Po drodze rozmyślał o liście dostarczonym przez gońca i nie wiedział co może on też zwiastować. Feandil Elentariel wzywał go na wezwanie, tak więc w drodze rozmyślał. Kto mógł jeszcze takowy list dostać i co może on zwiastować dla Besidrola? W takich momentach przyśpieszał konia wchodząc w galop. Podczas drogi nieraz musiał zatrzymać się, by dać odpocząć sobie i swojemu karemu koniowi. Na szczęście droga, którą wyznaczył sobie biegła przy rzece, więc problemu nie miał by napoić i dać mu odpocząć. Nad rzeką spędził tylko jedną i tak nie całą noc, gdyż nie widział sensu dłuższych postoi, a kilka godzin snu w zupełności mu wystarczyło. W dalszą drogę ruszył tuż przed świtaniem. Jechał tak cały następny dzień, nie mając żadnych przygód podczas drogi. Po południu dotarł w końcu do traktu, który prowadził do Bree i którym miał zamiar kontynuować podróż. Prędkość podróży niebywale się zwiększyła, gdyż zamiast ścieżek jego koń miał pod kopytami ubity trakt. Na wieczór był więc już w Bree. Postanowił tam dać odpocząć kilka godzin sobie i wierzchowcowi, którego dał do stajni, a sam udał się na posiłek do karczmy. Po odpoczynku miał zamiar jechać ubitym traktem wprost do Rivendell, co też uczynił. Skończył odpoczynek tak jak uprzednio i ponownie ruszył w drogę tuż przed świtaniem. Wypoczęty koń miał teraz sporo sił, by móc jechać galopem.*
*Wjeżdżając do Rivendell postanowił oddać konia pod opiekę do stajni. Widząc młodego stajennego rzekł* -Proszę napoić i zatroszczyć się o mego konia. *Przekazując lejce, darował również stajennemu kilka złotych monet. Teraz skierował się już do wskazanego w liście miejsca. Strażnicy wedle rozkazu, który był im dany przez ich władce przepuścili go i wskazali miejsce spotkania. Wchodząc zobaczył kilka znajomych twarzy i rzekł.* -Witajcie. Mam nadzieję, że to spotkanie nie zwiastuje nic złego. *Zasiadł do przepełnionego posiłkami i napojami stołu, lecz nie zamierzał nic tknąć, póki nie pozna celu tego spotkania.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Kwi 02, 2012 1:34 pm

*Nie wiadomo skąd list od Władcy Lothlorien znalazł się w posiadaniu półelfki, która jako jedyna przedstawicielka rasy ludzkiej miała niespodziewanie pojawić się w położonym nieopodal Shire, złotym mieście Rivendell. Przygotowania do wyprawy trwały cały tydzień, podczas którego zdążyła przestudiować mapy północnego Śródziemia wraz terenami odległymi od Fornostu, królestwa ludzi, będącego niegdyś jej domem. Na trzy dni przed zaplanowaną datą spotkania, osiodławszy i obarczywszy ekwipunkiem swojego wierzchowca, pożegnała stary pałac rodu Furunosse, który odtąd miał pozostać pusty. Podczas pierwszych dwóch dni drogi, chcąc uniknąć ciekawskich spojrzeń i niepotrzebnych pytań, odziana była w szaty, które nie pozostawiały wątpliwości co do tego, że jest zwykłym kupcem, dzięki czemu podczas pobytu w Bree zdołała zarobić jeszcze trochę złota, sprzedając gościom tamtejszej gospody kilka sztuk miedzianej biżuterii. Następnie obozowała pod zacienionymi koronami drzew u podnóży granic Rhudauru, które tuż po wschodzie Słońca, zdawało się być zatopione pośród słów porannej modlitwy. Tego dnia dotarła do Rivendell i zostawiwszy konia pod opieką stajennego udała się na spoczynek do Gospody pod Słońcem Imladris, gdzie słyszany z oddali szum Bruineny, był niewątpliwie akompaniamentem dla pieśni, panujących w tutejszym Pałacu, elfów. Przed południem, ubrawszy na siebie niemalże cały ekwipunek, którego główną część stanowiła tunika z wyhaftowanym srebrnymi nićmi emblematem rodu Tildomerel, udała się do siedziby panującego tu miłościwie Athelosa Samathela, radując serce łaskawymi urokami wszechobecnej natury i harmonii, aż dotarłszy przed Pałac wręczyła strzegącym wejścia strażnikom list od Władcy Lórien, którzy zaprowadzili ją do wielkiej sali. Ujrzawszy zgromadzonych tam elfich Władców, złożyła im niski i dostojny ukłon, który świadczył o wielkim szacunku jakim darzyła obecnych.*
-Mae govannen!
*Powiedziała. Chwilę później zasiadła do stołu, którego barwność oraz zapachy w żaden sposób nie mąciły skupienia z jakim oczekiwała wieści, ale nawet ono wydawało się być łudzące, gdy wewnątrz czuła coraz silniejszy niepokój, jaki toczył walkę z dziwną, pełną spokoju i wyciszenia aurą tego miejsca.*

Cytat :
Przepraszam, że wysyłam tę wiadomość tak późno, ale wczorajszy dzień zaskoczył mnie fatalizmem popołudniowego braku Internetu.


Ostatnio zmieniony przez Avie Tildomerel dnia Pon Kwi 02, 2012 7:16 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Alera



Nick : Alera
ID : 977
Ranga : Mieszkanka
Liczba postów : 13
Join date : 30/03/2012

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Kwi 02, 2012 1:48 pm

elfka wypoczywała na łąkach otaczających Caras Galadhon, gdy odnalazł ją posłaniec wiozący list. Już przed otwarciem przesyłki zorientowała się, od kogo ona przychodzi. List pachniał różami, a zaadresowany był pięknym pismem Feandila. Treść listu przeraziła elfkę nie na żarty. Natychmiast pobiegła do swego talanu, spakowała potrzebne rzeczy, przebrała się, odnalazła swego wierzchowca w stajniach i wyjechała w Lórien. W bramie dowiedziała się, że jej umiłowany przyjaciel wyruszył niespełna dzień przed nią. Dziewczyna postanowiła sobie, że dogoni go i będą podróżować razem. Niestety, dotarła do granicy Lórien, a jeszcze go nie spotkała. Wybrała zatem drogę przez czeluście Morii, by zyskać na czasie. Szła powoli ciemnymi korytarzami, praktycznie bez światła. Nie chciała obudzić czegoś, co mogło trwać uśpione w mroku. Miecz trzymała w prawej dłoni, lewą ręką prowadząc konia za uzdę. Krasnoludy powiększyły swe główne korytarze, by jeźdźcy mogli wkraczać do Morii, jednak brak tych szacownych, rubasznych jegomościów niezmiernie zaniepokoił Alerę. Pod swoimi stopami słyszała nieustanne hałasy. Tupot podkutych stalą buciorów, łomot młotów, dziwne ryki jakichś zwierząt, niejasne, metaliczne brzęki. Nie spodobało jej się to. W końcu szczęśliwie dotarła do wyjścia. Postanowiła nie nocować, tylko od razu wsiadła na konia i pospieszyła do Imladris. Przekroczyła Bruinen krótko po świtaniu, jak się okazało, tylko godzinę po przyjeździe Feandila. Zatrzymała się przed bramą bardzo zmęczona, głodna i spragniona. Jej wierzchowiec był spocony, ciężko robił bokami. Elfka oddała go więc pod opiekę stajennych, a sama co prędzej udała się w kierunku sali, gdzie zebrali się jej przyjaciele. Strażnicy wpuścili ją bez szemrania, co nieco zdziwiło Alerę. Weszła do komnaty odziana w swój zwykły podróżny strój. Ciemnozielone dopasowane spodnie, koszula i płaszcz Galadhrimów spięty broszą w kształcie liścia mallornu. Na jej plecach wisiał kołczan i łuk refleksyjny, zaś u pasa wisiał miecz jednoręczny, a w cholewie wysokich butów krył się sztylet.
- Mae govannen.- powiedziała radośnie do zebranych i zajęła miejsce obok Feandila, któremu przesłała ponury uśmiech
- Mam ważne wieści odnośnie Morii. -rzekła z nieskrywanym smutkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Posiedzenie środlądzia   Pon Kwi 02, 2012 8:18 pm

- Cieszę się, żeście na nogach. Nie miałem zamiaru nikogo zbudzić, jako że przybyłem ciut wcześniej.
Odparł, podążając za podopiecznym Samathela. Wchodząc do eleganckiej sali, oczom jego ukazał się syto zastawiony stół, gdzie doliczył się dwudziestu różnych straw. Przez wysoko zabudowane okiennice, niemrawo zaglądały promienie wschodzącego słońca, zaś otwarte drzwi, nie stawały na drodze wiosennego podmuchu wiatru, który toczył się po posiadłości. Przebywając w tychże włościach, posiąść można było nieodparte wrażenie rozluźnienia, oraz błogiego stanu ducha. Pomimo wykwintnych dań, bogato zdobionych mebli, czy pozłacanych fresków, człek czuł, jakoby znajdował się we własnym domostwie. Daleko od wyobcowania, odmiennych klas społecznych, czy poglądów. Najważniejsze jest to, co nosi się w sercu, zaś odzienie i zawartość sakwy, warta jest tyle, co królewskie berło w sercu bezludnej pustyni. Wyłapując obecność przyjaciela, udał się w jego stronę, obdarzając doń uściskiem.
- Dobrze Cię widzieć, druhu.
Rzekł, lustrując jego sylwetkę od stóp do głów.
- Wyglądasz znakomicie! Zdobione szaty, sygnet, aksamitna koszula, pozłacany pas ...
Powściągnął języka, by z uśmiechem dokończyć.
- ... Recz jasna ty! Strój to tylko jedna z naszych wierzchnich warstw. Można ów zakupić, bądź wyrzucić gdy się znudzi. Męstwa i dobroci, zaś z oczu się nie wypleni. Lud potrzebuje silnego zwierzchnika, wszak patrząc na Ciebie nie zazna trwogi.
Athelos zasiadł na krańcu stołu, który gotowy przyjąć był co najmniej tuzin gości. Po jego prawicy zasiadł Feandil, zaś naprzeciw niego Besidrol, którego obaj przywitali jak brata. Kwadrans później pozdrowili trzy kobiety, niemal jednocześnie wprowadzone do pomieszczenia. Alera, której wieści zdecydowano omówić w czasie narady, spoczęła obok Feandila, zaś w jej sąsiedztwie miejsce zajęła Avie. Rudowłosa Liktarea wyrównała siły, decydując się usiąść ramię w ramię, z Panem Lond Daer. W tejże chwili powstał sindar rodu Elentariel, zwany też Aldamirem. Racząc wszystkich ciepłym uśmiechem, rozejrzał się po zebranych, momentalnie przyjmując wyraz twarzy, który nie ukrywał powagi sytuacji.
- Na początku, chciałbym podziękować Wam moi mili, za rychłą odpowiedź i spieszne przybycie do Imladris. Avie Tildomerel, Alero, Liktareo, Besidrolu Serenn, Athelosie Samathel.
Wymienił godności tu obecnych, zaś w jego głosie dało wyczuć się ogromny szacunek, jakim bez wątpienia ich darzył.
- Wezwałem Was tutaj, w obliczu zagrożenia, jakie stanowią północne obszary Śródziemia; tereny, ongiś zwane Angmarem. Po latach pokoju, przyszło nam stawić czoła pogłoskom, które potwierdził mój zwiad. Nie widzę pośród nas wysłanników Gondoru, Rohanu, Haradu, czy władających khuzdulem, co niezmiernie mnie smuci. Podejrzewałem, że mój list zostanie zignorowany przez ludzi, którzy dumnie, władają południem.
W tym momencie spojrzał na Avie. Wzrok jego świadczył o tym, iż nie ma na myśli kobiety, która w oczach jego zyskała więcej, niż najszlachetniejszy z wojowników, stawiając się jako jedyny posłaniec rasy ludzkiej.
- Chciałbym zaczerpnąć waszej wiedzy. Wiedzieć, co serca i umysły wasze, sądzą, o wspomnianym w liście, zagrożeniu. Przedstawię wam wpierw, to co zdążyłem ustalić. Sauron został unicestwiony, wraz z służącym mu pierścieniem. Morgoth nigdy nie zrzuci kajdan, którymi napiętnowali go światli Valarowie. Upiory odeszły wraz z swym Panem, zaś smoków, nie widziano od wieków. Wspomnianych możemy wykluczyć. Oni z pewnością nie stoją za ołowianymi chmurami, które spowiły Zimne Góry. Jak wiecie Czarny Pan wyhodował wiele kreatur, tych głupszych, oraz bystrzejszych. Istniała grupa uruków, którzy inteligencją dorównywali szlachetnie urodzonym białoskórym. Obawiam się, że przyczyna lęgnących się chmar cienia, leży w podwalinach działań Saurona i Morgotha - w ich sługach. Zwiadowcy donieśli mi o orkach plądrujących północne szańce, zaś z jaskiń Dunlandu, oraz czeluści Gór Mglistych dało słyszeć się wycie, oraz szczęk stali. Bez wątpienia zbudzono zło, które drzemie w fasadach Ardy od wieków. Zamierzam prosić was, abyście udali się, wraz ze mną, do bram Angmaru, do wrót Północnej Twierdzy.
Przysiadł, splatając palce obu dłoni, którymi obciążył blat stołu. Zwiesił wzrok, czekając na odpowiedź zebranych.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Kwi 02, 2012 8:58 pm

Po tym jak zasiadł i doczekał się wszystkich, którzy na listy podobne do tego, który on sam dostał odpowiedzieli przybyciem doczekał się rozpoczęcia omawiania sprawy. Oczywiście zaczął Fëandil Êlentáriel, Władca Lothlórien. Na którego też wezwanie tutaj przybyli. Zna historię, pomyślał Besidrol, kiedy to Feandil przemawiał i wymieniał starych wyznawców zła. Widział też słuszność w jego toku myślenia. Nigdy przecież oddziały nie patrolują i nie zbierają się bez powodu, co wynikało z raportu zawartego w liście. Postanowił zabrać głos po nim. Tak więc, kiedy to Feandil usiadł, po chwili milczenia wstał elf i zaczął przemowę.
- Ekhm, pozwólcie że teraz ja zabiorę głos. Miło jest spotkać się w takim gronie, jednak jak już nam to przedstawił pan Fëandil Êlentáriel sytuacja nie jest najlepsza. Czuję się też zaszczycony mając takiego sojusznika, który nie martwi się tylko o swoje ziemie, które leżą że tak powiem daleko od tegoż zagrożenia. Tak więc nie bacząc na trudności, jakie mogą się przydarzyć w podróży. Zamierzam wspomóc swoją osobą tą wyprawę.
Mówił wszystko w wyprostowanej i dostojnej pozie. Przemawiając patrzył każdemu w oczy. Chciał tym pokazać zapał jaki w nim jest, zauważając że jest najstarszym z tego grona, chociaż jeszcze dosyć młodym elfem. Kontakt wzrokowy ze słuchającymi, miał przekazać zapał w serca innych, tak więc kontynuował.
- Nie wiem jak Wy uważacie, ale ja uważam że trzeba z tym coś zrobić. Nie zamierzam siedzieć i czekać z założonymi rękoma na to co się stanie. Zamierzam działać i zaczynam to właśnie od mojej deklaracji, dołączenia do tej wędrówki. Chyba to wszystko co mam do powiedzenia, jak na razie. Tak więc czekam na wasze zdanie, w tej sprawie.
Skończył przemowę i usiadł, by nie robić zamieszania. Nalał sobie kielich wina, gdyż musiał zwilżyć zaschłe po przemowie gardło i myślał, że to może być ostatnia okazja przed podróżą. W końcu nie zapytał o termin wymarszu, ale uważał że najszybciej byłoby najlepiej. Nie chcąc zachować się nietaktownie jadł tylko przekąski, gdyż nie zjadł dziś jeszcze śniadania, a i zmęczenie na jego twarzy ukazywało, że nie spał zbyt długo ostatniej nocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Kwi 02, 2012 10:18 pm

*Dobrze wiedział, przeczuwał że coś siedzi na północy. Nikt oczywiście nie chciał o tym słyszeć, każdy uważał że teraz - gdy Sauron upadł, nastanie wieczny pokój. Stąd też ten niepokój Athelosa. Czuł iż czai się tam naprawdę poważnego, coś co mogło im co najmniej poważnie zagrozić w przyszłości. Smutny był bardzo, ostatnimi dni pozostawał ciągle w zadumie a te dni spożytkował na rozmyślaniu o otrzymanym liście od przyjaciela z Lorien. Ten list przecież potwierdzał iż naprawdę zło powróciło i to tak blisko Rivnedell...; Oczywiście kiedy to przybył pierwszy gość - ujrzał Feandila w drzwiach, momentalnie się uśmiechnął. Nieważne jak by był smutny, możliwość ujrzenia jego twarzy, posłuchania jego słów oraz możliwość wymiany z nim zdań pomagała mu niezwykle. Co więcej nie chciał zarażać innych swym ponurym nastrojem.. Na powitanie serdecznie uściskał elfa. Był mu bardzo bliski, a prócz uśmiechu obdarzył go także miłym słowem. Takimi w ramach rewanżu za jego wcześniejsze słowa.* -Witaj mój przyjacielu. Jakie to mamy szczęście gościć w tych skromnych progach, tak zacną osobę. Wspaniały Władco lasów Lothlórien i ty również bardzo dobrze wyglądasz. Słyszałem też że jeszcze lepiej, nawet niżeli ty, wyglądają sprawy w twej krainie. Przyjmij gratulację, Lórien potrzebowało Cię bardziej niźli myślisz. *jeszcze szerzej się uśmiechnął, po czym ponownie uścisnął jego dłoń. Od razu po tym geście też dodał:* -Proszę zasiądź przy stolę. Zatroszczyłem się by po podróży wam niczego nie zabrakło. Poczekajmy na innych i wtedy to powinieneś przedstawić sprawę dokładnie.*wskazał ręką miejsce, w które to się Feandil udał; Nie trzeba było długo czekać a pojawiła się kolejna osoba. Na widok jednak tego kogóż to zastał w drzwiach wręcz zemdlał. Momentalnie zbladł, słowa zaś początkowo nie potrafił żadnego z siebie wydusić. Swojej ukochanej Liktarei absolutnie się tu nie spodziewał. Pierwszy raz w swym życiu naprawdę nie cieszył się na jej widok, co zresztą było ewidentnie po jego minie widać. Groziło im tak ogromne niebezpieczeństwo, a ona chciał się w to wplątać. Naprawdę jej nie rozumiał, a nawet nie chciał tego zrobić. Wiedział jednak iż na pewno nie pozwoli jej zrobić czegokolwiek co mogło by zagrozić jej życiu.. Musiał jednak ją należycie powitać, nie mógł teraz sobie pozwolić na żadne kłótnie czy też nawet awantury. Oczywiście zaczął od krótkiego pocałunku który to złożył na jej ustach. Następnie smutno rzekł:* -Witaj ukochana Liktareo. Zgaduję że jesteś wyczerpana i głodna po podróży. Proszę zasiądź przy stole.. *wskazał oczywiście dłonią obfity stół za sobą. Nie pozwolił jej jednak od razu usiąść. Zamarkował pocałunek w policzek, a tak naprawdę szybko i cicho szepnął jej do ucha pewne słowa..* - Kochana proszę, nie rób nic głupiego.. *uważał iż tyle wystarczy jej powiedzieć, dokładniej to tylko tyle teraz mógł rzec. Obecnie po spotkaniu z nią, tu w Rivendell, w ten czas, zmartwił się jeszcze bardziej - był wręcz zrozpaczony, czego oczywiście nie pokazywał - przynajmniej się starał by tak było. Po tych słowach już nie patrzył na elfkę, wpatrywał się w drzwi. Uważał że ta wie, jednak i tym chciał jej pokazać, to że teraz nie mogą o tym porozmawiać. Miał jednak nadzieję iż ta krótka przestroga ją zmobilizuje do tego by nie podejmowała pochopnych decyzji.* - Witaj Besidrolu w Rivednell, proszę zajmij miejsce przy stole. *rzucił w stronę obecnie wchodzącego elfa. Oczywiście wpierw go po przyjacielsku uściskał, a następnie wskazał stół ręką. Starał się uśmiechać i nie okazywać swojego zakłopotania..* - Serdecznie pragnę Cię powitać, Avie Tildomerel. Mam nadzieję iż podróż była bezpieczna i przebiegła bez żadnych przeszkód. Zapraszam do stołu. *powiedział kiedy to w drzwiach pojawiła się owa kobieta. Skłonił się jej oczywiście nisko, Potem to już tylko przyjaznym gestem dłoni i uśmiechem zaprosił do stołu. Chwila zaledwie minęła a w drzwiach pojawił się ostatni z gości. Była to piękna elfka Alera, którą to od razu Athelos powitał niskim ukłonem, ciepłym uśmiechem i równie gościnnymi słowami:* - Witam serdecznie w Rivednell. Mam nadzieję że nie napotkałaś dotychczas żadnych problemów, a jeśli się takowe pojawiły to za nie bardzo przepraszam. *Znów skłonił się, choć już tylko lekko i swą dłonią wskazał stół za sobą. Stół przy którym to siedzieli już wszyscy. Z zebranych informacji uważał iż już nikt nie powinien przybyć. Tak też gdy ostatnia osoba zasiadła, sam zajął swe miejsce. Mina jego już bardzo poważna wskazywała iż sytuacja naprawdę wydaję się poważna. Odchrząknął i powiedział:* - Jeszcze raz witam wszystkich serdecznie! Mam nadzieję iż miasto się podoba i pragnę podziękować za to spotkanie. Takich znamienitych gości nie mam okazji widywać codziennie. Pozwólcie jednak iż oddam głos Feandilowi, organizatorowi tego spotkania. *uśmiechnął się do elfa, na znak iż mu oddaje głos. Następnie opadł ciężko na krzesło - bo rzecz jasna podczas tego krótkiego przemówienia stał. Z wielką ciekawością i ogromnym zaangażowaniem słuchał przemówienia przyjaciela. Raz po raz wyraz jego twarzy się zmieniał, adekwatnie do coraz to gorszych wieści. Wcale jednak, ani razu się nie uśmiechnął. Twarz jego pokazywała coraz to gorsze cierpienie i trwogę która to kłębiła się w jego sercu. Już miał zabrać głos, kiedy to wstał Besidrol. Oczywiście nie zamierzał mu przerywać. Z równie dużym zainteresowaniem wysłuchał i jego wypowiedzi. Mówił bardzo dobrze, powiedział wiele rzeczy które to sam Athelos chciał powiedzieć.. Nie mniej jednak teraz to on się podniósł. Wyprostowane ciało, poważna mina i raczej smutny głos, wręcz zachęcały do dokładnego słuchania go.* - Pozwólcie moi drodzy że teraz ja coś powiem. *spojrzał na siedzących przy stole. Nie widząc sprzeciwu zaczął:* - Chciałem zacząć od wyrażenia swojego żalu. Jak już Feandil wspomniał nie ma nikogo z Gondoru, Rohanu, Haradu czy też od Krasnoludów. Nie stawiając się tu pokazują iż wcale nie mają pojęcia o problemie oraz pokazują to jak bardzo są ślepi. Zapewne uważają iż teraz nastał czas pokoju, lecz ja was muszę zmartwić. Zresztą zrobili to już moi dwaj przedmówcy, za co jestem im niezmiernie wdzięczny. *spojrzał na nich wymownie i lekko skłonił głowę.* Cień na północy narasta. Niektórzy mogą tego nie widzieć, jednak sprawa jest poważna. Wręcz czuję zło, czuję iż tamtejsze siły ciemności rozwijają się w okropnie szybkim tempie.. Nie możemy popełnić tego samego błędu co kiedyś Biała Rada. Musimy zwalczyć tamtejsze ciemności dopóki jeszcze są w powijakach. Musimy odciąć korzenie tamtejszego zła nim jeszcze się ogromnie nie rozrosły - póki mamy szansę zrobić to nie dopuszczając do kolejnych wojen. *na chwilę zatrzymał swoje słowa. Rozglądnął się po zebranych i dodał, dużo spokojniej.* - Tak więc proponuję, jak już wcześniej Besidrol powiedział, zorganizować wyprawę. A za jej główny cel postawić zbadanie przyczyny tamtejszych problemów oraz zlikwidowanie ich ogniska, czy też osoby głównie za to odpowiedzialnej *Mimo spokoju głos miał srogi i nie okazywał w nim ni krzty dawnej pogody ducha. Sprawa jest poważna i dał tym to do zrozumienia innym. Po swojej przemowie usiadł znów na swoim miejscu. Idąc w ślady Besidrola, również za taką samą potrzebą, nalał sobie wina w którym zamoczył usta. Teraz czekał na propozycję innych. Wzrok miał zawieszony na jakimś konkretnym punkcie, nie szukał bliższego kontaktu z nikim tu obecnych. Przynajmniej dlatego iż był straszliwie poważny, a takiego go chyba nikt z tu obecnych jeszcze nie widział...*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 10:50 am

Gdy tuż po niej do sali wkroczyła postać kolejnej elfki, Avie przyjrzała się jej i pochyliwszy głowę w geście przywitania, zdążyła ukryć zdziwienie, jakie niespodziewanie pojawiło się na jej twarzy; zapewne oczekiwała zobaczyć kogoś innego, jako ostatniego członka spotkania. Tymczasem elfowie zabrali głos, ich słowa były poważne, lecz pełne nadziei, a kiedy Władca Lórien wspomniał o bezinteresowności ludzi, delikatny zarys niezgody ozdobił jej czoło, mącąc skupienie w jasnych, bardziej zielonych niż piwnych, oczach. Zaledwie chciała zerwać się z miejsca, opierając coraz silniej dłonie na poręczach siedzenia, gdy powstrzymała się pod wpływem spojrzenia Feandila. Nie omieszkała jednak oszczędzić im wyrzutów, które przybrały jeszcze ciemniejszych barw goryczy, kiedy Pan królestwa Rivendell poparł jego słowa. Skoro tylko przestał mówić, podniosła się, by zabrać głos.
-Wy - Ostoje Mądrości, rozważcie swe myśli, nim z ich słów popłyną niesprawiedliwe żale, bowiem oskarżając ludzi, krasnoludów oraz przedstawicieli innych ras o zobojętnienie i dumę, ukazujecie własną próżność. Gdy upojeni ciszą leśnego domu, nie dostrzegliście zagrożenia, które przeszło już kilka lat temu nękało nasze ziemie w pobliżu północnego miasta - Fornostu. Zamilkła, otaczając zgromadzonych stanowczym spojrzeniem. -W ówczesnym czasie jedynie Burmistrz Shire zainteresował się tą sprawą, wysyłając kilka ochotniczych oddziałów pod dowództwem miejscowych strażników, których zwiady nie przyniosły żadnej sensownej poszlaki, prócz usunięcia paru, jak możecie się domyślić bardzo niewielkich, obozów stworzonych przez wroga. Zagrożenie wyraźnie ucichło i taki stan rzeczy przyjął się do czasu, gdy obecny tutaj Władca Lothorien wysłał swój zwiad w pobliże królestwa Angmaru, widocznie opuszczonego przez jego dawnego Władcę - Mistrza Sathera oraz uczniów, którzy mu usługiwali. Jednak nie sądzę, żeby mieli z tym cokolwiek wspólnego… Tak naprawdę zasadniczym problemem nie jest samo zagrożenie, lecz cel do którego nasz wróg nieustannie dąży. Niepewnie otworzyła usta, by dodać. -Podobno kilkanaście dni temu zginął Książę Dol Amroth... Zapuszczając się na północ, miejmy staranie o to, by nasi przyjaciele mieli oczy zwrócone ku południu - być może wróg próbuje zamknąć nas w pierścieniu z którego później, nie będzie już drogi ucieczki. Czując delikatne ciepło na policzkach, które oswobodziło się pod wpływem emocji, zasiadła z powrotem na swoje miejsce.
Powrót do góry Go down
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 11:05 am

*Usiadła na wskazanym miejscu i przeczesała dłonią włosy.Wysłuchała wszystkiego ,co mieli do powiedzenia towarzysze,i sama wstała*
-Cóż...Z listu Feandila wiele moich obaw potwierdziło się.Czułam,że zło powróci,wiedziałam.Jednak nie byłam pewna czy nastąpi to za tydzień,za rok,może za tysiąc lat.Teraz jednak stoję tu,wezwana przez przyjaciela*Tu skłoniła głowę w stronę Feandila*by wyruszyć razem z wami.I Athelosie,proszę,nie próbuj mnie powstrzymywać,bo i tak pojadę.Nie proś mnie,bym została,gdyż nie potrafię bezczynnie czekać.Nie mam nic więcej do powiedzenia.Sama niewiele wiem,jedynie to,czego od Was się dowiedziałam.
*Usiadła z powrotem i spojrzała znacząco na Athelosa.Pojechałaby za wszelką cenę,nawet gdyby jej zabronił.Nie wiedziała czy wrócą,nie mogła jednak zostać i czekać na niego.Znów czekać...Czekała,aż wypowie się reszta,nalewając sobie wody źródlanej do szklanki*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alera



Nick : Alera
ID : 977
Ranga : Mieszkanka
Liczba postów : 13
Join date : 30/03/2012

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 11:26 am

Gdy elfka weszła do komnaty, od razu zdjęła kołczan i łuk, ale nie miecz. Ułożywszy je pod ścianą przeszła do powitania zebranych. Ukłoniła się po kolei każdemu, najgłębszy ukłon oddając w stronę władcy Rivendell.
- Witajcie. Jestem zaszczycona mogąc przebywać z wami wszystkimi w jednym pomieszczeniu. Niemniej jednak trwoga ogarnęła me serce po przeczytaniu twego listu, Feandilu. - powiedziała i zajęła miejsce przy stole obok Feandila. Oparła łokcie na blacie i złączyła palce tworząc serię strzelistych łuków. Słuchała z uwagą każdej osobistości zabierającej głos. Postanowiła, że ona wypowie się na samym końcu i tak też zrobiła. Powstała.
- Feandilu, jeśli ty wyruszasz do Angmaru, to ja z tobą. Chyba, że rozkażesz mi pozostać tutaj, a masz przecież do tego prawo. Avie ma rację. Książę Dol Amroth zaginął, a nad Angmarem wisi czarna chmura. Źle się dzieje w Śródziemiu. Powinniśmy czym prędzej przedsięwziąć jakieś środki. Poza tym mam bardzo ważne wieści dotyczące Morii. Po klęsce Saurona krasnoludy na powrót przejęły te podziemia. Widać było ślady ich działalności, bowiem główne korytarze zostały powiększone na tyle, by swobodnie minęło się w nich czterech konnych. Jednakże od momentu wejścia do Morii, aż do wyjścia nie spotkałam żadnej żywej istoty. Nie widziałam, ale słyszałam. I to wcale nie odgłosy pracy krasnoludzkich kowali czy górników. Przypominały jakby ryki jakichś bestii oraz dziwne metaliczne szczęknięcia. Wydaje mi się, że Moria znów wpadła w łapy złych istot. A to może stanowić bezpośrednie zagrożenie zarówno dla Lórien, jak i Imladris. Nie sądzę jednak, by atak z Morii nastąpił rychło. Proponuję najpierw rozwiązać sprawę Angmaru, a następnie zająć się czeluściami pod Górami Mglistymi. - powiedziała i usiadła na krześle. Ona również nalała sobie słodkiego wina i zwilżyła nim wargi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 2:14 pm

Z wielką uwagą wsłuchiwał się w słowa obecnych, raz po raz kiwając głową, głównie w geście aprobaty. Wzrok jego utkwiony był w okiennicę, za którą podziwiał kwitnące czupryny lip. Żadne z słów mu nie umknęło, starannie je analizował. Kiedy każdy z osobna przemówił, Sindar uraczył ich, o dziwo, ciepłym spojrzeniem. Wnet z twarzy jego, niczym wymywająca siła fal morskich, zatarł się wyraz smutku i trwogi. Tym razem nie powstał, zaś wyprostował się na krześle, z kolei w oczach jego dało dojrzeć się blask, który to Valarowie ofiarowali Pierworodnym. Słowa, które wypłynęły z rumianych ust elfa, potoczyły się echem po sali. Niezwykle dźwięczne, dumnie wypowiedziane, z mocą wysokiego barytonu.
- Zaprawdę rację masz, o Pani.
Rzekł, spoglądając na Avie Tildomerel.
- Nie czas na waśnie, dyskusje, czcze gadanie. Ongiś szczep ludzi i elfów, obarczony był wieloma sprawami, które nie zawsze piętnowane były uściskiem dłoni. Winniśmy być jak bracia, do smutku, jak i broni. Chciałem wyrazić jednak swój niepokój, w związku z brakiem odpowiedzi południa. Poświadczyć jednak musisz, że owe królestwa zdają się żyć na jawie; nie doglądając problemów i zagrożeń, które przynieść może prędko zmieniający się wiatr, grożący brudnym paluchem północy. Lata pokoju i stagnacji mijają, jak mija życie wielu istot zamieszkujących Śródziemie. Wraz z nimi odchodzi pamięć, ale także czujność, która nie jest przekazywana, z ojca na syna, z dziada na wnuka. W obecnych czasach wspomnienia walk, przelanej krwi, czy zła, ulotniły się niczym morska bryza, pchnięta przez zimny front. Brak zagrożenia, które zdawało się schować głęboko pod ziemią, może być gwoździem do naszej trumny, nie do zwycięstwa. Kuźnie Minas Tirith prosperują jedynie na zapotrzebowanie straży miejskiej, atoli w Rohanie, wielu jeźdźców, zmęczonych bitkami, udało się uprawiać pola, ręce przyzwyczajając raczej do kształtu grabi, niźli ostrej włóczni. Ludzie, największa potęga Śródlądzia, liczebnie przewyższająca kilkukrotnie przebudzonych w Cuiven, są potrzebni bardziej, niż się im samym wydaje. Śmiem twierdzić, że czasy wojny niosą najmniejsze zagrożenie, bowiem boleść jest kamieniem szlifierskim dla silnego ducha.
Odpowiedział, spoglądając w oczy Avie, z nadzieją, że intencje pojednania ras, których ongiś drogi się rozeszły, zostaną odczytane. Ponownie dojrzał w nich tajemniczy blask, który ujrzał niegdyś w karczmie. Powieki elfa nieznacznie zbliżyły się ku sobie, jakby przez ujście jej wzroku, pragnął poznać każdą, najmniejszą tajemnicę kłębiącą się w jej głowie. Niezmiernie frapowała go owa istota.
- Do Belfalas udało się dwóch Galadhrimów, aby zanieść słowa Namiestnika do Lórien. Nie myśl, że ta sprawa mi umknęła, co więcej, podobnie ja ty widzę związek pomiędzy zaistniałymi sytuacjami.
Teraz głowę swą zwrócił w stronę Alery. Informacja o aktywności Morii, może nie była zaskakująca, acz istotna.
- Niejednokrotnie upominano krasnoludów, że kopiąc zbyt głęboko, dotrą pewnego dnia do samego Morgotha. Ci jednak, zaślepieni blaskiem mithrillu i bogactwem złóż srebra, młota nie cofnęli, wszak każdy popełnia błędy. Żadna ras do nieomylnych nie należy. Oby Stwórca dał nam siłę, ale i rozsądek, w tych trudnych czasach.
Powieki jego przytuliły się do siebie, zaś usta pozostawiły obecnych w milczeniu. Głęboki oddech, poprzedził jednak dalszą wypowiedź. Tym razem powstał, emanując zaufaniem, ciepłem, oraz dumą. Cechy te, ongiś przypisane były Eldarom, którym nawet w mroku, światło serca ukazywało drogę.
- Jak mogliście wywnioskować, z moich wcześniejszych wypowiedzi, wyruszam na północ. Zebrałem was tutaj, nie po to, by zbliżyć was do objęć śmierci, poprzez proszenie o udział w wyprawie, acz po to, by zaczerpnąć wiedzy i uświadomić zagrożenie, które zdążyliśmy już omówić.
Kąciki ust elfa zadarły się lekko ku górze, by ukazać delikatny uśmiech na jego licach.
- Jednak sam nie podołam. Wielką dumę, która charakteryzuję naszą rasę, czas odłożyć na bok i przyjąć pomoc kompanów, przyjaciół, czy nieznajomych. Jeżeli ktokolwiek z was zdecyduje się na wyprawę, niech naleje sobie wina, uraczy się strawą, sięgnie po harfę, bowiem tam, gdzie podążać będziemy, nie zaznamy ani krzty tego, czym uraczono nas tutaj.
Położył dłoń na ramieniu Athelosa.
- Chciałbym wiedzieć także, czego wam brakuje. Orężu, wierzchowca, czy odzienia? Bowiem szczodry Pan Imladris, użyczy nam kuźni, stajni, oraz płatnerza. Ostatnią kwestią jest trakt.
Na wolnym skrawku stołu rozłożyć pergamin, na którym zarysowana była mapa Ennorath.
- Musimy zadecydować, czy udamy się przez góry, czy też je ominiemy. Będąc u ich zbocz narazimy się na zauważenie i ewentualny atak.
Usiadł, by zaczekać na znak Samathela do rozpoczęcia uczty.
________________________________________________________________________

  • Możecie nadal ustosunkować się do narady.
  • Opisać zapotrzebowanie.
  • Opinia o wyborze drogi, etc.
  • Kolejka nie jest przestrzegana także w tym rozdaniu.


_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 2:45 pm

Ze spokojem wysłuchał osób przemawiających po nim. Wysłuchanie zdań innych pomogło mu zobrazować, kto jak jest nastawiony do pomysłu wyprawy. Sam nie był pewny po tych wypowiedziach w ilu ruszą, gdyż zadeklarował swoją osobę w pierwszej kolejności po Feandilu. Ponownie wysłuchał co ma do powiedzenia inicjator tego spotkania. W końcu doczekał się tego, że Feandil wskazał mapę i bez dłuższego zastanowienia wypowiedział swoje zdanie. Popierając je przy tym argumentami.
-Uważam, że powinniśmy ruszyć wokół gór. Podróżując poprzez nie stracimy więcej czasu, a kto wie czy czas tu nie będzie odgrywał głównej roli? Nikt nie jest w stanie zapewnić do czego tak naprawdę się mieszamy. Górami lepiej, gdyż bezpieczniej? Zgodzę się na drogę przez góry, ale pod jednym warunkiem. Ktoś musi znać szybką i bezpieczną drogę przez nie.
Mówił z powagą. Nie pozwalał emocjom wypłynąć na wierzch. Ponownie popił winem i postanowił odpowiedzieć na temat szczodrości Athelosa.
-Dziękuję, za propozycję. Jednak mam swój ekwipunek, który zostawiłem przy koniu. jedyne czego bym mógł potrzebować, a i zapewne nie tylko ja ale i każdy z nas będzie potrzebował. To jest suchy prowiant. Powtarzam, jeżeli zależeć ma nam na czasie, to nie będziemy mogli tracić go w tym przypadku na polowanie, lub inne rzeczy z tym związane. No chyba, że akurat będziemy popasać konie, lub sami będziemy musieli odpocząć.
Mówił w liczbie mnogiej, chociaż nie był pewny czy wszyscy obecni są zgodni i chętni na tę wędrówkę. Wziął kielich w dłoń i posmakował wina znowu. Popatrzył po reszcie i czekał na ich zdanie względem wędrówki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 2:59 pm

*Spojrzała niepewnie po zebranych.Ich wszystkich darzyła szacunkiem i sympatią.Nawet półelfkę,choć jej pochodzenie nie było dla niej ważne.Wysłuchawszy Władcy i Namiestnika,sama upiła łyk wody i odezwała się.*
-Zgadzam się z Besidrolem.Przeprawa przez góry potrwa szybciej tylko wtedy,jeśli ktoś na krótką i prostą drogę.Jednak góry są zwodnicze,kto wie czy przejścia nie przysypały głazy.Schodząc w dół czy szukając innej drogi,jedynie tracilibyśmy cenny czas.Obejście gór będzie zapewne szybsze i bezpieczniejsze.Wskazała potencjalny szlak na mapie.Tędy przeprawilibyśmy się przez rzekę i doszli do Angmaru.
*Potoczyła wzrokiem po zgromadzonych.-A jeśli chodzi o ekwipunek,ja mam wszystko.I dziękuję za propozycję,Athelosie.*Uśmiechnęła się ciepło w stronę elfa.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alera



Nick : Alera
ID : 977
Ranga : Mieszkanka
Liczba postów : 13
Join date : 30/03/2012

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 3:34 pm

Nachyliła się nad mapą i dokładnie ją przestudiowała. Angmar wydawał jej się leżeć niezmiernie daleko. Dystans dzielący Rivendell od ich celu był niemal dwa razy większy, niż droga do Lórien. Elfka mimowolnie westchnęła na myśl o długiej monotonnej wędrówce. Ale potem spojrzała na Feandila i przypomniała sobie, że on będzie podróżował razem z nią. To dodało jej otuchy i chęci do działania.
- Również muszę zgodzić się z Besidrolem i Li. Ominięcie gór może okazać się szybsze, gdyż istnieje spore ryzyko zabłądzenia. Poza tym nie wiadomo, co w górach zastaniemy. Może to być prosta i równa ścieżka pomiędzy szczytami, ale może to też być miejsce opanowane przez trolle, orków czy wargów. Ja bym nie ryzykowała. A jeśli chodzi o mój udział, to jeśli boicie się o moje zdrowie, to lepiej zakujcie mnie w łańcuchy i odeślijcie do Lórien zapakowaną w wór. W przeciwnym razie i tak dosiądę konia i pognam za wami. Sądzę, że Li myśli podobnie. - powiedziała i posłała przyjaciółce przyjazny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 03, 2012 7:38 pm

*Spokojnie podchodził do wszystkich wypowiedzi. Starał się być opanowany, mimo tego jak z każdą godziną jego niepokój rósł. Poważna mina i posępne spojrzenie obserwowało wszystkich dookoła. Ucha nadstawiał z równie ogromnym zainteresowaniem co wcześniej. Poczynając od wypowiedzi jedynej kobiety. To jednak co powiedziała troszkę go poirytowała, winiła go za błędy do których nawet nie miał szans się przyczynić. Mógł wówczas tylko, jeszcze jako bardzo młody elf obserwować poczynania ówczesnych władców. W zasadzie zrozumiał też dzięki niej, jakich to mocnych słów użył i jak w zasadzie pochopnie ocenił ludzi z południa. Mimo iż wciąż uważał że powinni przybyć, to jego żal do nich trochę zmalał.. Postanowił jednak nawiązać do jej słów, podać kilka kontrargumentów.* - Panno Avie, niestety masz rację. Rivendell nie udzieliło wtedy pomocy, przynajmniej pomocy bezpośredniej. Bo nasze miasto zawsze otwarte jest dla ludzi prawego serca, każda zmęczona czy ranna dusza odnajdzie tu spokój i pomoc. Zważ jednak proszę na okres w którym to się wtedy znaleźliśmy. Nasz założyciel, wspaniały Elrond odpłynął za morze na należyty spoczynek. A my, jego dzieci i spuścizna po nim - Mieszkańcy Rivendell i samo miasto, zostało bez odpowiedniego opiekuna.. Wtedy to my potrzebowaliśmy pomocy, nawet bardziej niżeli wy.. *widocznie to go zabolało, zarzuty te przecież były naprawdę konkretne. Spojrzał na elfkę wymownie. Wyraźnie wyglądało iż miał ochotę kontynuować tą dyskusję, pragnął by cofnęła swe słowa... Jednak szybko tego zaprzestał, tak samo jak postanowił już nie drążyć tego przykrego, przynajmniej dla niego tematu.* - Jeżeli jednak moi poprzednicy mogli uczynić cokolwiek, a tego zrobili by wam pomóc *zawahał się na chwilę, to co zaraz miał powiedzieć przychodziło mu ogromną trudnością. Nawet mimo swej tolerancji i tego że wcale nie obnosił się dumą..* To przepraszam. *skłonił nisko głowę. Naprawdę, ogromnym szacunkiem darzył rasę ludzką. Mimo iż mało jest zwolenników jego poglądów, to naprawdę chciał - pragnął wręcz by relacje miedzy elfami i ludźmi się poprawiły.* - Teraz jednak, kiedy to znów mieliśmy szanse się porozumieć. Zacząć od nowa, prócz Ciebie nie ma nikogo. Była szansa na zbudowanie więzi, wraz z nadejściem nowego wroga. Jednak jak zawsze któraś ze stron obniosła się dumą. Zaprawdę "Ostatni Sojusz", był ostatnim przymierzem elfów i ludzi.. *teraz gdy wypowiedział się na ten temat znów zasiadł. By wysłuchać innych. Przemowa ta krótka przyniosła mu jeszcze więcej smutku. Powiedział to bardzo spokojnie ale teraz naprawdę przedstawiając swoje żale. Tyle to miał nadziei przed tym spotkaniem. Pragnął bardzo tego, by tłumnie pojawili się tu przedstawiciele rasy ludzkiej, by znów połączyć siły. Tak naprawdę w tym pokładał największe nadzieje na zwycięstwo w nachodzących dniach.. Teraz smutny był czym bardziej. Opadł na krzesło po swej wypowiedzi i ukrył twarz w dłoni. Nie na długo jednak, bo już po chwili podniósł głowę. Za sprawą tego iż usłyszał kobiecy głos, głos któregoż to szczerze miał nadzieję nie usłyszeć podczas tej narady. Słuchał tych słów, przynajmniej starał się słuchać. Był już jednak bardzo zmęczony tym wszystkim, zarzutami kobiety, tym zagrożeniem i jeszcze te słowa, które to teraz słyszał... Nie wytrzymał, ponownie ukrył twarz w dłoni. Teraz, słysząc z jakim ogniem jego ukochana mówiła, nie miał nadziei na to iż uda się ją tu zatrzymać. Mimo że znów bardzo czegoś pragnął, znów było to nie osiągalne. Czuł się okropnie bezsilny, nie wiedział co począć i nawet nie starał się tego ukryć... Nawet kiedy to Feandil mówił, nie bardzo słuchał jego słów. Głowę jego wciąż mąciły myśli o tym że Liktarea wybiera się na tą wyprawę. Że grozi jej takie niebezpieczeństwo.. Dopiero ręka przyjaciela z Lorien trochę go sprowadziła na ziemię. Spojrzał na obecnych i do nich też się zwrócił. Mówił bardzo spokojnie, nawet wolniej niż wcześniej, z ogromnym jednak smutkiem w głosie.* - Moi drodzy. Oczywiście możecie korzystać z wszelakich tutejszych wygód. Proście o cokolwiek chcecie, tu w Rivendell niczego nie brakuję. A o tutejszej gościnności nie muszę chyba wspominać. Proszę też o to, byście po rozmowie dobrze się najedli. To wszystko zostało przygotowane specjalnie dla was, a w następnych dniach, na stepach czy w górach, na pewno nie dostaniecie tak wyśmienitych potraw. Smacznego! *Postarał się także uśmiechnąć. Po części się to udało, bo usta ułożyły się niby właśnie w taki sposób. Ci jednak co dobrze go znali, wiedzieli aż nazbyt dobrze że nie był to szczery uśmiech. Potem już tylko opadł na krzesło, w którym to wygodnie się rozsiadł opierając plecy o oparcie. Wzrok wbił w stół lub też w podłogę. Wyglądał niczym stary mędrzec, zmęczony życiem i natłokiem spraw. Wygląd jego zewnętrzny był adekwatny do stanu emocjonalnego - czuł się okropnie, był przybity i przede wszystkim bezradny.. Co do drogi nawet nie chciał się wypowiadać. Wydawało się zresztą iż podejmują decyzję jednogłośnie. Tak więc nie zamierzał się w to angażować, przecież jego głos nawet już by tu nic nie zmienił. Postanowił milczeć, a zmienić mogło by się to tylko wtedy gdyby ktoś poprosił go o zdanie w tej sprawie...*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 04, 2012 9:54 am

Teraz, zaledwie słysząc ostatnie zdanie wymówione przez Alerę, była pogrążona przez chwilę w kontemplacji, swobodnie wychwytując wzrokiem różnorodne barwy, które towarzyszyły leżącej przed nią obficie zastawie. Trwoga... Blade jest światło odwagi, tak często o niej wspominają, gdy przyszłość zrodziła dwa światy, w żaden sposób do siebie niepodobne. Usłyszawszy słowa skierowane w swoją stronę, otrząsnęła się z obezwładniającego tumanu myśli i skupiła uwagę na wypowiedzi Feandila. Była świadoma bezinteresowności Południa, które, jak sądziła, dopiero wkrótce miało się wybudzić i podjąć działanie, tak samo jak obecnie czyniły to Królestwa Elfów. Natomiast istotą braku reakcji szczepów ludzkich było to, że prócz śmierci Księcia Dol Amrothu, nie istniała żadna nić mogąca połączyć te odległe ziemie, wobec czego nie dostrzegając i nie odczuwając zagrożenia, potraktowali tę sprawę obojętnie. Ponownie pragnęła wstać, dać ujście słowom, jednak spojrzenie elfa nie pozwalało uczynić jej żadnego ruchu, a gdy próbował odczytać jej myśli, śmiało patrzyła mu w oczy, by mógł spostrzec blask unoszący się w jej głowie. Długo będziesz szukał pokoju, którego jasną smugę dostrzegasz na Południu; tam, pośród śniegów Ered Nimradis, korony ich Królów, odnajdziesz bezsilność, niemy płacz dzieci, które zmuszone będą tworzyć szary pochód iglic, ku snów wiecznych otchłani. Jakiej pragniesz pomocy, skoro ich dłonie nie znają rękojeści broni, a słowu „walka” pstre towarzyszą baśnie? Nie wątp w moje intencję Władco Srebrnego Królestwa, ludzie potrzebują wyraźnego znaku, by powstać. Milczała, w tym czasie Feandil rozłożył mapę, by ustalić przebieg czekającej ich drogi, czym wyraźnie zainteresowali się inni uczestnicy zgromadzenia. Jedynie Athelos zdawał się być posępny, a w jego słowach półelfka wyraźnie odczuła spowodowaną przez nią urazę, dlatego podniósłszy się zabrała głos.
-Panie, nieznane mi były powody o których wspomniałeś. Dziś stając w obliczu próby, razem musimy przyznać, że nasze rasy nie zawsze postępowały słusznie, jednak błędy istnieją po to, by móc je naprawić. Nie posiadam żadnego tytułu, który pozwoliłby mi mówić w imieniu Władców ludzi, lecz ośmielę się zrobić wszystko, by wspomóc Was w walce.
Skłoniła się z pokorą, chcąc tym samym nadać wartość wymówionej przed chwilą obietnicy i nie zajmując miejsca zwróciła się w stronę zgromadzonych, których słowa nie umknęły jej uwadze.
-Słuszne jest przekonanie, że należy ominąć góry, które nie tylko nam, ale również naszym wierzchowcom mogą przynieść wiele trudu, a ponieważ możemy oczekiwać walki, łatwiej będzie nam się poruszać w otwartym terenie.
Spoczęła nie chcąc już mówić nic więcej, bezwładnie kładąc ręce na kolanach i obserwując niezwykły kunszt z jakim wykonano każdy szczegół tego miejsca. A jednak ten przepych był dla niej męczący, pragnęła wyjść i udać się w stronę żywo płynącej Burineny, której szum zapewne było gdzieś słychać poza Pałacem. Teraz jedynie mogła sobie wyobrażać, że jest nad jej brzegiem, zatapiając dłonie w rześkiej wodzie, przy której doznać można błogiego ukojenia.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 04, 2012 11:30 pm

Obdarzył Avie subtelnym uśmiechem, po czym przejechał palcem po mapie, wskazując miejsce przeprawy przez góry.
- Wybraliście podróż okrężną. Starałem się uniknąć tej decyzji, gdyż z jednej strony okalać nas będą skarpy, zaś z drugiej rozległy teren, z którego łatwo nas wypatrzeć. W przypadku ewentualnego ataku, jedyną możliwością ucieczki, będzie rozerwanie szyków wroga. Z kolei góry, które w miejscu zaznaczenia, sięgają nie więcej niż tysiąc metrów nad poziomem morza, są alternatywną do wolniejszej, acz posiadającej element zaskoczenia trasy. Jestem obeznany w tych terenach, bowiem trzy lata temu sam wykonywałem pomiary, oraz kreśliłem mapy północnych granic Gór Mglistych. Decyzja należy jednak do większości, a więc proszę was o ostateczny głos w tej sprawie.
Obrazowo i rzetelnie wyjaśnił zebranym specyfikę terenu, oraz aspekty taktyczne podróży. Pojął karafkę z winem, napełniając kielich słodkim trunkiem. Chwilę później górna warga elfa zanurzyła się w substancji, zaś ten wychylił dwa pokaźne łyki. Myśli jego ponownie zmąciła wizja blasku Avie. Frapował go fakt dostrzeżenia w kobiecie, pochodzącej z szczepu ludzkiego, tchnienia Valarów.
Dzień zbliżał się ku końcowi. Przenikliwe promienie słońca, żegnały jego tarczę, powoli skrywającą się za czapą Rhudauru. Bezwietrzny wieczór, oraz czyste, bezchmurne niebo, zapowiadały nadejście ciepłego dnia. Był świadom, że owa pogoda, może być zwodniczym urokiem Imladris, w którym chociażby pierwszy zimowy poranek zdaje się zwiastować nadchodzącą wiosnę. Zebrani raczyli się mięsiwem, napitkiem, świeżo podanym pieczywem, oraz owocami, które co chwila donosili służący Pana Rivendell.

Kiedy obrady dobiegły końca, Athelos oprowadził gości po śnieżnobiałym korytarzu, którego ściany skrywały pięć par bogato zdobionych drzwi. Pierwszą komnatę zajął Besidrol, który uchylił wrota po prawej. Pokój dalej, jako sypialnie obrał Feandil, której wejście znajdowało się naprzeciw dwóch izb, do których udały się Alera i Avie. Pokłonił się nisko kobietom, uprzednio życząc spokojnej nocy. Athelos, wraz z Liktareą pozostali w holu, czekając, aż wszyscy rozgoszczą się w siedzibie Samathela.
Błogi czas dumania, był niczym powietrze, elf potrzebował go, aby prawidłowo funkcjonować. Uzupełnił zbiornik lampy naftą, po czym zatlił ogień. Otworzył także okno, aby rześkie powietrze rozjaśniło umysł, oraz rozpostarło ścieżki marzeń, pełniące u Pierworodnych substytut snu. Duniny, które swe najpiękniejsze pieśni komponowały pod gwieździstym sklepieniem, znakomicie współbrzmiały z szumem drzew, które mierzwił zachodni wiatr. Zdolne były do nucenia jedynie radosnych pieśni, kontrastujących z myślami Aldamira. Kiedy jesienne dni, spędzał wraz z ojcem, w Szarych Przystaniach, siedząc nad brzegami Zatoki Księżycowej, ten opowiadał mu o zamierzchłych czasach. Śródlądziem władali Quendi, granice Ardy, które ongiś spoczywają na dnie morza, strzeżone były przez potężne królestwa elfów, zaś cudowny obraz Iluvatara mącił jedynie mocarny Morgoth. Wszak przed obliczem najmroczniejszego z cieni, blask ich serc nie zanikł, atoli kolana nie zaznały dotyku ziemi. Pochody wroga, nie ograniczały się do bezmózgich uruków, licząc w setkach zastępy balrogów i smoków. Wtedy też, na Thangorodrim maszerowały hurmy wysoko uniesionych czół Edainów i Dzieci Iluvatara. Najwyższy Król Noldorów, Fingolfin, syn Finwego, siedmiokrotnie ranił samego Valara - Melkora. Ówczesne serca nie znały trwogi, strachu, nienawiści, acz do krwiobiegu dostarczały odwagi, honoru, męstwa, oraz współczucia. W potrzebie, przelałby swą krew za ludzi południa, byleby tylko sączyli jej krople, wzmacniając swego ducha, przed nadchodzącym zagrożeniem.
Przez stulone powieki elfa migotało jaskrawe światło. Postanowił przygasić nieco płomień lampy, jednak gdy podniósł się z łoża, przywitał go blask porannego słońca. Na parapecie, cicho podśpiewywał drozd, który po chwili wzbił się powietrze, by zniknąć w pobliskich lipach. Dzień był ciepły, acz bez płaszcza się nie obejdzie. Feandil nie dostrzegł ani jednej chmury, zaś wiatr wiał niezwykle delikatnie. Na ławie ujrzał półmisek z jadłem, atoli obok, torbę pełną suchego prowiantu. Nie uraczył się pokaźnym śniadaniem. Zjadł wystarczająco, by nie czuć głodu tuż po opuszczeniu Imladris. Sprawnie zbiegając po schodach, wyszedł na dziedziniec, którego kraniec zamykała solidnie zabudowana stajnia. Przed wejściem, czekali już wszyscy obecni na naradzie, co wywołało erupcję promiennego uśmiechu na twarzy elfa.

- A więc jesteście wszyscy. Niezmiernie jestem szczęśliwy, widząc was wypoczętych i chyżych, już z samego rana. Mam nadzieję, że noc spędziliście akuratnie.
Stajenny kolejno wyprowadzał wierzchowce przybyłych, zaś Ci jeden po drugim pochodzili doń, coby przywitać kompana i obciążyć go bagażem. Sam pochwycił lejce wierzchowca, którego maść zdawała się mienić złotem, zaś prosty hobbit określiłby tę barwę jako bursztynową. Koń był zadbany, wysoki, w kwiecie wieku. Sindar uczepił wokół siodła tercet skórzanych toreb, po czym przeczesał łeb przyjaciela, mówiąc,
- Na eglerio tíran hin Laurëfin. (Rad jestem Cię widzieć Złocistowłosy).
____________________________________________________________________

Wskazówki:
  • Opis narady, decyzja o wyborze drogi.
  • Strawa.
  • Spoczynek.
  • Pobudka, przegląd ekwipunku, siodłanie koni.

Kolejka nadal NIE obowiązuje.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."


Ostatnio zmieniony przez Fëandil Êlentáriel dnia Czw Kwi 05, 2012 11:35 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Kwi 05, 2012 5:50 am

Widząc, że większość uważa za słuszną trasę okrążającą góry, a Feandil chciał się upewnić o wybór. Wtedy poparł swój wybór kolejnym argumentem.
-Wybacz Feandilu, ale jak powiedziałeś. Pomiary ustalałeś trzy lata temu, a w górach w ciągu trzech lat może się zmienić wiele. Nawet nie wiadomo, czy nie osiedliło się tam jakieś życie, bądź jakoweś zło. Ja ponawiam propozycję, by droga szła wokół gór. Pomimo świadomego ryzyka.
Nie miał nic więcej do dodania na ten temat, a przynajmniej nie teraz. Teraz bez skrępowania sięgnął po strawę, by zaspokoić głód. Pił też wino, ale w takich ilościach by nie zamąciło mu w głowie. Oceniał wysoko gościnę u Athelosa. Starał się zamienić parę słów z każdym z przybyłych na ważniejszy, bądź mnie ważny temat. Padło też kilka słów o polityce z władcami ziemskimi, obecnymi tu.

Po zakończeniu spotkania i uczty skierował się wraz z resztą. Przed wejściem do wskazanej mu komnaty, pożegnał się z każdym. Zamykając za sobą drzwi nie kładł się od razu do snu. Postanowił napisać list do swego miasta i poinformować urzędników, by tymczasowo przejęli jego obowiązki. List miał zamiar wysłać z rana, zamieścił w nich różne wskazówki i to, że nie ma pojęcia, na kiedy może szacować powrót. Rozmyślając jeszcze jakiś czas postanowił w końcu udać się na spoczynek.
Po zjedzeniu śniadania, bez dłuższego ociągania się postanowił sprawdzić stan swego ekwipunku. Zbroja i jej elementy dawno nie miały znamion brudu, jedynie cienka powłoka, którą tworzył kurz zanieczyszczała ją. Przetarł wszystko i wypolerował, zawsze robił to sam. Nie potrzebował, by ktoś za niego sprawdzał jego ekwipunek. Sprawdzając go samemu, był pewniejszy jego stanu. Oba miecze, ten krótki jak i długi były w jak najlepszym stanie. Ostrość odpowiednia, a wygląd bardziej niż zadowalający. Teraz, kiedy był już pewny swego ekwipunku skierował się do stajni. Rozglądając się widział, że był pierwszy. Nawet chłopiec stajenny, dla którego zapłacił napiwek przy powierzaniu karego rumaka, jeszcze leżał i drzemał w sianie. Jednak za chwilę wstał, a reszta kompanii zbierała się przy stajni. Witał każdego i jak zauważył. Jedni byli przyzwyczajeni do porannego wstawania. Natomiast niektórzy, zapewne pospali by sobie jeszcze do południa. Okulbaczył swego konia i wskoczył na niego bez żadnego problemu. Teraz był już gotów, by ruszać w drogę. Cokolwiek by ta wędrówka miała znaczyć. Odwrócił się do kompanii.
-No to w drogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Kwi 05, 2012 12:19 pm

*Siedząc tak pogrążony w smutku, wreszcie doczekał się momentu w którym to mógł przeanalizować i dobre strony tego że ukochana Liktarea jedzie z nimi. Był pewny tego iż by za nią okropnie tęsknił, po części więc cieszył się że będzie blisko. Ciągle jednak wszystkie, takie pozytywne argumenty ograniczały się do ostatecznego niebezpieczeństwa, jakie to ją czekało w podróży. Rozmyślania jednak przerwała wypowiedz Feandila. Dawno już nie wysłuchał, całej wypowiedzi kogokolwiek. Ta jednak bardzo przykuła jego uwagę. Zawarł w niej chyba wszystko co chciał, sam chciał powiedzieć - jeśli by go spytano o drogę. Nie mniej jednak wciąż postanowił się nie odzywać. Do uczty już wcześniej zaprosił, tak więc nie musiał tego powtarzać. Gdy przyjaciel ucichł i ujrzał że wszyscy skończyli przemowy, opróżnił swój kielich z winem. Na jedzenie nie miał ochoty, podobnie jak i nie był skłonny do rozmów. Odpowiadał jednak z grzeczności na wszelakie pytania, które podczas jedzenia mu zadawano... Kiedy to już wszyscy skończyli jeść, wstał i prowadząc za sobą pokazał wszystkim komnaty. Dokładnie robiła to służba, która od razu również pytała się co przygotować im na jutrzejszą podróż. Athelos sam na pożegnanie, kiwała wszystkim głową i skłaniał się nisko. Nawet przy tym się trochę uśmiechał. Zapewne bardzo srogi humor już mu minął. Kiedy to już wszyscy weszli do swych pokoi, postanowił porozmawiać z Likatreą - ukochaną która to została i stała obok niego.* - Kochanie przepraszam. Nie powinienem Ci zakazywać wymarszu razem z nami. Jednak wiedz iż bardzo się o Ciebie martwię i bardzo Cię kocham. Nie mógłbym Cię stracić, wtedy to i moje życie nie miało by sensu... Proszę tylko o jedno, uważaj na siebie podczas podróży. Nie spuszczę z Ciebie oka, ale ty także się niepotrzebnie nie narażaj. *Po tych słowach, które to mówiła bardzo szybko, wyraźnie podszedł do nich emocjonalnie i płynęły one z głębi jego duszy. Złożył pocałunek na jej ustach. Krótki choć namiętny. Przelał w niego swoją tęsknotę, jak i strach który to go lękał przed przyszłością. Potem to już tylko przytulił, równie czule, elfkę. Po tej krótkiej rozmowie odprowadził i Liktareę do jej pokoju. Miał nadzieję iż rozumiała czemu razem nie mogą spędzić nocy. Jutro zaczynała się poważna i ciężką wyprawa. Co więcej przecież nie byli małżeństwem, jako król nie mógł sobie pozwolić na spanie z inna kobietą - która oficjalnie nie jest wcale z nim powiązana. Oczywiście bardzo ją kochał, a dał tego świadectwo pożegnalnym pocałunkiem. Pocałunkiem który to śmiało można było nazwać kwintesencją ich miłości, a włożył w niego prawie wszystkie swoje uczucia.* - Dobranoc, kocham Cię. *Po tych słowach oraz wspaniałym uśmiechu, skłonił się elfce i udał się do swej komnaty. Był bardzo zmęczony, tak więc od razu padł i zasnął na swym łóżku. Bardzo szybko także dopadł go wspaniały sens. Najpewniej zainspirowany wcześniejszymi rozmowami. Ujrzał ogromne wojsko, w którego szeregach znajdowali ludzie, krasnoludy i elfy. Rożnicę rasowe się całkowicie zacierały i niebyły istotne, a dlatego że łączyła ich jedna misja, jeden wróg - Sauron. Szybko rozpoznał iż znajdowali się oni na równinie Dagorlad. Sen ten był opisem, pokazaniem tego jaka to wspaniała bitwa tam się odegrała i miał pokazać jeszcze wspanialsze zwycięstwo. Zwycięstwo tym bardziej wspanialsze, bo wspólne...* - Dzień dobry, panie. *Elf obudził się na te słowa. Otwierając oczy ujrzał swojego sługę, którego to dzień wcześniej prosił o obudzenie jeżeli by sam miał z tym problemy. O dziwo Athelos czuł się bardzo dobrze. Mrok nie trawił już tak jego serca, przynajmniej nie tak jak jeszcze parę dni wcześniej.* - Dzień dobry, dziękuję. Proszę przyprowadź jeszcze na dziedziniec mego konia. *Obdarzył sługę dziękczynnym uśmiechem a sam wstając energicznie z łóżka zaczął ubierać swój strój na wyprawę. Wszystko było już przygotowane. Wpierw na swój tors zarzucił idealnie leżącą mithrilową koszulkę. Od razu poczuł się bezpieczniej. Czuł że może mu ona jeszcze nieraz uratować mu życie. Potem przywdział błękitną koszulę, zielone spodnie i miękkie buty do kolan. Następnie włożył swój nowy kapot. Początkowo miał włożyć swój stary, ulubiony jednak zamienił go na ten - zielony, również bez rękawów. Najwidoczniejszą zmianą były zdobienia na środku. Tym razem w tym miejscu widniał znak Rivendell - korona, a pod nią kryształ Illendena. Czuł się dumnie mogąc go nosić... Na to oczywiście płaszcz, koloru szarego. Złapał swoją torbę, wypchaną po brzegi w sprzęt i jedzenie niezbędne na podróż, po czym szybkim krokiem ruszył na dziedziniec. Wychodząc nań ujrzał wspaniała pogodę oraz przyjaciela Besidrola który to pojawił się jako pierwszy. Uścisnął mu dłoń na przywitanie oraz obdarzył go lekkim uśmiechem. Już miał i słownie go przywitać kiedy to nagle przybył służący z jego koniem. Jego wspaniały wygląd oświetlany jeszcze młodymi promieniami słońca potrafił zaprzeć dech w piersiach... Był to elfi Steed - przepiękny koń białej maści łączący w sobie niezwykły wdzięk, szybkość, wytrzymałość, długowieczność i łagodny charakter. Świetny koń bojowy i lojalny poddany. Posiadanie jednego z nich to dla elfa nie lada przywilej. Koń ten jest dużych rozmiarów, ma szlachetną głowę, o łagodnych oczach, osadzoną na delikatnej, łabędziej szyi. Choć jest dobrze umięśniony porusza się z niespotykaną gracją. Długie i zgrabne nogi zakończone są obfitymi szczotkami, równie gęstymi jak szarawa grzywy i ogony. Athelos widząc swojego pięknego przyjaciela podszedł i pogłaskał go łagodnie. Koń schylił głowę, pozwalając na to swemu panu. Aż żal był na niego ładować bagaż. Oczywiście jak zawsze wśród elfów koń był nieosiodłany. Athelos obarczył go bagażem i wsiadł na niego. Rozglądał się i wyglądał reszty przyjaciół na których czekali. Nie trwało to długo.. bo już po krótkim czasie przybyli wszyscy. Obserwował Feandila i czekał na jego znak do wyruszenia...*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Kwi 05, 2012 4:32 pm

Słysząc rozmowę na temat trasy rzekła-Besidrol ma rację,Feandilu.Cóż...Góry są zdradliwe.Lawina nas może przysypać,a przebiśniegami nie jesteśmy,nie wydostaniemy się razem z końmi,a chyba żadne z nas nie chce stracić kompana*Nie jadła zbyt wiele,głodna nie była.Pragnęła jedynie położyć się do ciepłego łóżka,nie spała bowiem już drugą noc.Widząc,jak towarzysze wchodzą już do pokoi,została w holu z Athelosem,nie wiedziała bowiem gdzie ma się udać.Spojrzała na Athelosa smutno i westchnęła ,przytulając elfa.
-Jutro ruszamy w drogę.Nie martw się o mnie.Będę ostrożna*Nie była pewna czy wogóle wrócą.Podróż była niebezpieczna.Popatrzyła w jego niebieskie oczy i znów smutno westchnęła.Przypomniały jej się wszystkie chwile spędzone razem z przyjaciółmi,kpiący uśmiech Athelosa,gdy potykała się niosąc talerze,Nanwen skaczący wokół Feandila,Besidrol,z uśmiechem pijący brendy, siedząc przy stoliku pod oknem.Alera,tłukąca talerze i szklanki,Avie,grożąca palcem Maravandesowi.Wszyscy ,nawet ona,choć znała ją tak krótko,stali się dla niej tak ważni...Pożegnała Athelosa pocałunkiem i runęła zmęczona na łóżko.Zanim jednak poszła spać,przygotowała ubranie na jutro.Weszła pod kołdrę i zasnęła niemal natychmiast.Obudziła się pełna energi i radosna.Szybko ubrała zielone spodnie,takąż tunikę i buty do połowy łydek,poprawiając sznurowanie.Włosy rozczesała i związała wstążką tak,że spływały jej po plecach z czubka głowy.Przypasała sakiewkę i krótki miecz,chlebaczek przerzuciła przez ramię i głowę,zarzuciła na ramiona płaszcz Galadhrimów.Cwyciła łuk,kołczan narzuciła szybko na siebie i wyszła z pokoju.Zamykając za sobą drzwi,niemal pobiegła w stronę dziedzińca.Odebrała od służącego swojego wierzchowca,z którym zmagał się elf.Koń,na widok elfki zarżał wesoło i szturchnął ją łbem.Zauważyła Athelosa i Besidrola,już siedzących na koniach.Sama lekko wskoczyła na koniauprzedni obarczając go pakunkami,których było niewiele,pod niedowierzającym spojrzeniem służącego,który rzekł:Nie wiem jak pani może na nim jeździć.Jest straszliwie narwany,narobił nam nie lada problemów w stajni.*Na te słowa elfka roześmiała się.*Ten koń to mój wierny druch,trzeba do niego wyczucia i specyficznego podejścia.*Teraz zwróciła się do konia*No,to ruszamy,przyjacielu.*Podkłusowała do dwóch elfów i uśmiechnęła się na powitanie.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Kwi 05, 2012 9:00 pm

Wyraziła się dosyć jasno w sprawie drogi, jaką musieli obrać w czasie podróży, dlatego nie zabrała już głosu, spokojnie czekając na zakończenie obrad. Późniejsza uczta, chociaż nie trwała długo, była podług jej zdania całkiem udana, a królewskie smakołyki, którymi mogli się raczyć, wywołały w niej jakieś szczere wspomnienia z dzieciństwa. Teraz idąc przez jasną, długą sień, odczuwała jakąś niezrozumiałą błogość, więc kiedy znalazła się przy drzwiach przeznaczonego dla niej pokoju, życzyła wszystkim bardzo szczodrze dobrze spędzonej nocy. Jednak była tam zaledwie przez chwilę i upewniwszy się, że nie ma nikogo na korytarzu, wyszła, by wrócić do pobliskiej gospody po swój ekwipunek, a także uregulować zapłatę za wynajętą przedpołudniem izbę. W drodze powrotnej zdecydowała się, żeby odbyć jeszcze krótki spacer w stronę Bruineny i chociaż bagaż trochę jej ciążył, to nie mogła tej nocy zaznać większej przyjemności. Rzeka szumiała, kiedy Avie pozostawiła rzeczy nad brzegiem i próbowała zanurzyć w niej dłonie, odniosła wrażenie, że jej poziom jest znacznie wyższy, aniżeli wydawało się jej to w przeciągu dnia. Przyjemny chłód przeszył jej ciało, gdy łagodnie głaskała żywą taflę wody, a później wróciła do Pałacu, gdzie zamknąwszy się w pustym pokoju, zasnęła spokojnie.
O świcie delikatne, zdawało się nawet, że wonne promienie światła wpadły do środka i wybudziły ją z beztroskiego snu. Avie podniosła się, zrobiła kilka powolnych kroków i sporządziwszy poranną toaletę oraz przyodziawszy wyposażenie, włącznie z bronią, której jeszcze wczoraj nie potrzebowała, udała się na dziedziniec. Stamtąd skierowała się w stronę stajni, a ponieważ nie skorzystała z pomocy stajennych, wyczyściła oraz osiodłała swojego konia, umieściwszy na nim resztę ekwipunku. Następnie udała się w miejsce, gdzie już niemalże wszyscy czekali, nieustannie trzymając swojego wierzchowca blisko siebie, za uzdę.

-Mae govannen. Oby początek drogi, był taki jak początek dnia.
Przywitała się chyląc usłużnie głowę, gdy rubinowy kaptur płaszcza zsunął się niezgrabnie z jej ramion na plecy. Sprawiała wrażenie wyciszonej, chociaż fakt, że zapomniała zjeść czegokolwiek na śniadanie, wskazywał, że spokój ten był tylko pozorny.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Kwi 06, 2012 8:36 pm

Pogoda obdarowała zachodnie rubieże Gór Mglistych wyborną, jak na początek kwietnia, aurą. Delikatny wiatr muskał lica podróżnych, porywając najmniejsze krople potu z ich skroni, uprzednio wyciśnięte przez kłujące promienie słońca. Im dalej jednak na północ, tym wiatry będą zmagać na sile, zaś nieskazitelną pogodę przysłonić mogą płachty mroźnego deszczu. Przekraczając bramę Imladris, drużyna liczyła sześc osób, solidarnie dzieląc się na trzech mężczyzn i jednakową ilość kobiet. Wszyscy swobodnie spoczęli w siodłach, rzucając ostatnie spojrzenia na mocowane bagaże. Feandil ruszył przodem, nie forsując zbytnio swego konia, co by przyzwyczaił się do dodatkowego obciążenia. Podobnie uczynili pozostali, podążając początkowo wzdłuż brodu Bruinen, którego źródło mieściło się na górotworze tuż za szczytem Caradhras. Ubity trakt, oraz nizinny teren nie pozwolił strudzić ni wierzchowców, ni ich właścicieli, co było obiecującym prognostykiem wobec dalszej wędrówki. Kiedy potok począł zaginać się na wschód, postanowili przeprawić się przezeń, szukając jednocześnie najodpowiedniejszego miejsca. Zboczyli z traktu, po czym zsiedli z koni, gdyż teren chylił się ku meandrującej rzece.
- Tędy, przeprawimy się tuż przez zakolem, gdzie potok wyraźnie zwalnia, zaś osady utworzyły swoisty próg. Na wszelki wypadek powiążmy się linami.
Z torby, którą jeszcze przed momentem oplatał sznur, zsunął owy, obwiązując w pasie siebie, jak i Złocistowłosego. Koniec podał Besidrolowi, który zdecydował się iść jako drugi. Zabezpieczenia starczyło jeszcze dla Avie, jednak po spętaniu konia nie zostało go zbyt wiele.
- Czy ktokolwiek pojął ze sobą linę? Powinna starczyć dla reszty.
Rzucił podniesionym głosem, bowiem strumień bijący o wyżłobiony bok koryta, wzburzał wodę, tworząc nie mały rwetes. W prawej dłoni dzierżył szczelnie zaciśnięte lejce, zaś w lewą asekurował linę. Ruszył powoli do przodu, zanurzając nogi w chłodnej, wręcz lodowatej wodzie. Ostrożnie, w pełnym skupieniu, badał grunt pod nogami, co by nie obsunął się i nie wpadł pociągając za sobą reszty kompanów. Łańcuch zamykał Athelos, który starannie naprężając sznur, zapobiegał obluzowaniu się uścisku, zaś miejsca przed nim zajmowały kolejno Liktarea i Alera. Ledwo co opuścili brzeg, a woda sięgała już pasa.
- Baczcie na kroki, podłoże jest kamieniste i potwornie śliskie.
Rzucił Sindar, pokonując kolejne metry rozważnym krokiem. Kiedy byli w połowie drogi, nurt przyspieszył, zaś woda przybrała, zalewając ramiona mężczyzn. Kobiety, z racji niższej postury straciły stabilny grunt dając ponieść się rzece. Linia została złamana. Feandil zaparł się, opierając plecy o konia, który niewzruszony, niczym posąg spoczywał w miejscu. Podobnie postąpił Athelos, zaś Besidrol, odruchowo pochwycił ramię Avie. W ostatniej chwili chwyciła uzdę konia, nie kontrolując ciała, którym bezwładnie rzuciła woda. Twarze obu mężczyzn zdradzały niepokój, bowiem żaden z nich nie potrafił pływać (Athelos, Besidrol). Silne jednak mieli nogi, więc póki woda nie zalała ich twarzy, gotowi byli podołać wyzwaniu. Drobne karczmarki, na tle potężnego żywiołu przypominały dwie marionetki. Głowy ich zniknęły pod wodą, jednak uprzednio dało się słyszeć zachłyśnięcie Alery. Tymczasem rudowłosa kobieta, raz po raz wynurzała usta, by zaczerpnąć powietrza, bowiem posiadła umiejętność nurkowania.
- Do przodu! Powoli!
Usłyszeli donośny głos, który w chwili potwornego wysiłku i zwątpienia, dodał im otuchy. Był to Feandil, który począł szarpać liną, oraz poganiać konia, ciągnąc za sobą resztę. To samo uczynili władcy Rivendell i Lond Daer. Panna Tildomerel dryfowała, starając się objąć konia, by przybrać pozycję, w której nie byłaby tak zależna od nurtu. Obie kobiety, które znajdowały się pod wodą walczyły w tej chwili o każdą cząstkę tlenu, który poszerzyłby ich skurczone płuca. Elentariel dotarł do brzegu, opadł na kolana, ostatkami sił pociągając linę. Lodowata woda usztywniała kończyny, błyskawicznie pochłaniała energię, oraz spłycała oddech.



____________________________________________________________________

Pamiętajcie, że:
  • Jeżeli pytam o ekwipunek, to nie posiadacie zaczarowanej torby, z której nagle wyjmujecie tarczę, czy pistolet. Można używać jedynie tego, co opisało się w zgłoszeniu do sesji, ewentualnie tego, co można było fabularnie zebrać podczas sesji.


Wskazówki:
  • opis podróży
  • opis walki z nurtem, wydostania się.
  • Besidrolu, wyciągasz Alerę.


Kolejka OBOWIĄZUJE: Feandil, Besidrol, Liktarea, Athelos, Avie, Alera.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   

Powrót do góry Go down
 
Sesja - Cień Angmaru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Forum Shire :: Fabuła :: Sesje-
Skocz do: