Forum Shire
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sesja - Cień Angmaru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Kwi 06, 2012 9:53 pm

Cieszył się, że w końcu ruszyli. Do jego głowy przychodziły różne myśli, od troski o współtowarzyszy zaczynając, poprzez to czy nie zwiedzie ich droga, a kończąc na tym, czy coś złego na nich nie czyha na drogi końcu. Jednak myśli, myślami i nie dzielił się nimi. Jednak starał się o jakąś rozmowę z każdym, co by mieć jakieś zajęcie w trakcie podróży. Nagle jak grom z jasnego nieba spadło na nich niebezpieczeństwo. Postanowili przejść rzekę.
-Jestem gotów, jak i reszta.
Rzekł odwracając się i widząc, że linę trzyma reszta kompanii. Nic nie zwiastowało tego, co za chwilę miało się stać. Początkowo spokojnie wyglądająca rzeka, nagle przeistoczyła się w poskręcaną wirami, narowistą przeszkodę. Był zbyt daleko, by móc się cofać. Widząc porwane przez rzekę karczmarki klepnął konia, by go pogonić na brzeg, a sam pomimo braku umiejętności pływania skoczył na ratunek. Prąd rzeki kilkakrotnie go przewracał, przez co zachłysnął się elf wodą kilkakrotnie. W końcu udało mu się dotrzeć do jednej z karczmarek, którą okazała się Alera. Chwycił ją za rękę i kierował tak, by prąd rzeki uderzał w niego, a ona mogła dzięki temu swobodniej się przemieszczać. Po dłuższym zmaganiu udało im się dotrzeć od brzegu.
Na brzegu padł na kolana. Dłuższą chwilę odkasływał wodę, której obficie się opił. W końcu, kiedy nie mógł już więcej wykasłać, przewrócił się kolejno na bok i po chwili na plecy. Chcąc odpocząć zaczął uspokajać wdech i wydech. Leżał tak jeszcze chwilę, nie mając pojęcia co z jego koniem i resztą kompanii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Kwi 06, 2012 10:11 pm

*Ruszyła wesoło za resztą kompani,rozmyślając i podśpiewując wesoło.Wesoło gawędziła z Alerą,przerwał jednak tonurt rzeki,z którą dane im było się zmierzyć.Chwyciła linę i poklepała konia uspokajająco po szyi,szepcząc mu do ucha kojące słowa.Po chwili jednak woda zalała ją całą,znalazła się pod wodą.Nurkować potrafiła całkiem nieźle,gorzej było z utrzymaniem się na powierzchni.Zachłysnęła się wodą,która to boleśnie wlewała jej się do nosa.Pod wodą ujrzala przerażoną twarz drugiej karczmarki.Wychyliła twarz nad poierzchnię wody i zaczęrpnęła powietrza.Jej koń stał niewzruszony,dziewczyna spróbowała złapać się jego szyi.Po kilku próbach już dryfowała,(a raczej usiłowała nie zanurzyć się z powrotem),na wodzie.Pogoniła konia i padła na brzeg,dysząc.Spojrzała na Besidrola ,a potem na przyjaciół walczących z żywiołem.Nagle jednak o czymś sobie przypomniała.Pospiesznie przeszukała chlebaczek,i wyciągnęła z niego linę elfów.Obwiązała ją wokół pobliskiego drzewa i rzuciła przyjaciołom,w nadziei,iż to im pomoże.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sob Kwi 07, 2012 1:17 am

*Opuszczając Rivendell, tamtejszy władca zabrał z stamtąd również dobry humor, obecny od rana. Oczywiście swej broni nie zapomniał, co sprawdził jeszcze na dziedzińcu. Podczas podróży najwięcej to czasu poświęcał oglądaniu wspaniałej pogody. Był zaskoczony iż tak wcześnie, tak piękna jest. Oczywiście rozmawiał też z uczestnikami podróży, chociaż nie dużo. Raczej milczał, w spokoju obserwując a to pogodę, a to swoją ukochaną - której to bacznie pilnował. Gdy jednak dotarli do rzeki, wyraźnie spoważniał. Błogi spokój odszedł w niepamięć i powróciła pełna trzeźwość umysłu... Spokojnie, bardzo uważnie stawiał kroki w wodzie. Oczywiście prowadząc przy tym konia za uzdy. Rumak jednak był bardzo duży. Silne nogi pozwalały mu bez problemu utrzymać się w wodzie. Co więcej koń Athelosa, jak iż ten nie umiał pływać, często pomagał mu w takich momentach. Elf sprawnie i logicznie wykorzystywał jego siłę i chyżość. Zrobił to także teraz, kiedy to strumień wody zalał grupę. Nawet jeśli nie potrafił pływać, to absolutnie nie panikował. Rozstawił swoje nogi, w celu zwiększenia stabilności i oparł część swojej masy na koniu, który to nie miał problemów z utrzymaniem się w silnym nurcie. Athelos pierwsze co zrobił, jako iż radził sobie na razie z siłą rzeki, spojrzał po towarzyszach. Większości udało się już wyjść z wody i przede wszystkim Liktarei o którą to się najbardziej martwił. O dziwo tak jeszcze rzuciła linę, której to się złapał i po części za jej pomocą wydostał się na brzeg. Oczywiście bardzo pomógł mu przy tym koń, który napierał mocno na brzeg, a Athelos który trzymał go za lejce by przez niego dodatkowo ciągnięty. Siła nóg elfa również się przydała, powoli i ostrożnie kroczył po dnie... Po krótkich zmaganiach, prawie bez szwanku wyszedł z wody. Przy końcówce tylko drobna ilość wody wpadła mu do buzi. Szybko jednak pozbył się jej i od razu co następnie poczynił to doskoczył do Feandila, by pomóc mu ciągnąć za linę. Jako iż wydawało mu się iż trzymała ją jeszcze Avie... Siły już dużo może i nie miał, jednak całą jaka została i swoje zaangażowanie, włożył w to by pomóc.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sob Kwi 07, 2012 11:01 am

Półefka wsiadła na konia i swobodnie kierując wodzami, ruszyła za uczestnikami wyprawy. Wszechobecne milczenie rozpraszał drobny szelest wiatru, schłodzony przez brzmiącą nieopodal rzekę, której dodatkowo akompaniował stukot kopyt. Obserwowała nie tylko otaczającą ich przyrodę, ale również jadących przed nią kompanów; żaden z nich nie wiedział, że nie pochodziła ze Śródziemia, a ponieważ ciążyła nad nią ciągła obawa pytań, musiała nieustannie sprawiać łudzące wrażenie osoby znającej tutejszą historię, język oraz kulturę.
Nie spodziewała się, że już pierwszego dnia będą przeprawiać się przez rzekę, chociaż na mapie rzeczywiście nie było mowy o żadnym moście. Zsiadła z wierzchowca, ale znając swój brak umiejętności pływania, wolała poruszać się na koniu, niż obok niego. Związawszy się liną weszła do wody i pierwsze uczucie zimna, które przeszło przez jej wysokie obuwie, wywołało w niej dotkliwy afekt bólu. Starała się iść bardzo ostrożnie, raz po raz tracąc równowagę na ścielących dno rzeki śliskich kamieniach, a gdy zanurzali się coraz głębiej, pomimo siły z jaką trzymała uzdę swojego konia, nurt bezwładnie pchnął ją do tyłu. Avie usilnie próbowała dotknąć dna, które cały czas wymykało się jej stopom i choć ciężka kolczuga chciała porywać ją ku dołowi, to jednak natura rzeki była zbyt nieokrzesana. W końcu dusząc się nieustanie wpływającą do jej ust wodą, postanowiła dać się ponieść nurtowi Burineny i nie stawiając już oporu, swobodnie oddała swoje ciało jej kaprysom, które wyrzucało, to znów podtapiało czerwony punkt jaki widzieli uczestnicy. Tym sposobem Súle znalazł się szybciej od niej na brzegu, a nieprzyzwyczajony do przepraw wodnych był wyraźnie niespokojny.
Pomoc Athelosa okazała się nieoceniona, gdy jej ciało dryfowało wśród fal, musiało być o wiele lżejsze, niż gdyby stawała opór, dzięki czemu znalazłszy się w miejscu, gdzie woda sięgała do pasa, mogła złapać tak nieuchwytną dla niej w głębszych miejscach równowagę. Dotarłszy do brzegu, oddychała głęboko i chwiejąc się przez chwilę na nogach, którymi zdążyła zrobić jeszcze kilka kroków, osunęła się na kolana, tłukąc je przez upadek na twarde nagolenniki. Nie wydała z siebie żadnego jęknięcia bólu, unosząc wilgotne powieki, by objąć spojrzeniem uczestników, a upewniwszy się, że wszyscy znajdują się już na lądzie, ściągnęła skórzaną rękawicę i przetarła dłonią mokrą, zimną twarz.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 08, 2012 11:42 am

Kiedy drużyna poczuła pod stopami ląd, każdy z osobna starał się złapać oddech, poskładać myśli. Już na początku podróży, jeden z żywiołów, który zdawał się być po ich stronie, zaskoczył swą mocą i nieprzewidywalnością. Taka też była ich natura, bowiem twór Valarów, potrafił być równie piękny, co niszczycielski. Deficyt tlenu, zmuszał elfa do czerpania szybkich, acz płytkich oddechów. Klęcząc tuż przy brzegu, spoczął na piętach, odchylając głowę ku tyłowi. Wilgotne włosy oblepiały zmarznięte lica mężczyzny. Ruchem dłoni, odgarnął owe, składając ja na ramionach. Był kompletnie mokry. Woda nie ominęła najmniejszego zakamarku jego odzienia. Rozejrzał się wokół, szukając miejsca, gdzie mogliby doprowadzić swój ekwipunek do porządku, a co najważniejsze ogrzać się, bowiem przy tak niskich temperaturach nie trudno o przeziębienie. Trzy staje dzieliły ich od lasu, znajdującego się na północ od brodu. Podźwignął ciało, zapierając się łokciem o kolano, po czym rzekł.
- Musimy się ogrzać i to prędko. Nie obejdzie się bez paleniska.
W tym momencie przerwał, by zlustrować chylące się ku zachodowi słońce.
- Niechybnie zbliża się wieczór. Oporządzenie zajmie nam trochę czasu, a i apetyt wypadałoby załagodzić. Proponuję rozbić obozowisko na skraju lasu.
Wskazał na bór, którego brzeg porastały niskie trawy, zaś łagodnej postury drzewa liściaste, z gęstymi czapami, zdawały się być wyborną osłoną przed deszczem. Pognali konie, by osuszyły się i posiliły na pobliskiej łące. Maszerowali ramię w ramię, bowiem targające nimi drgawki, potęgował wiatr, który pod wieczór wykazywał chęć przypomnienia o sobie.
- Szczęście niezbyt nam dopisało, nie sądzicie? Jednak tereny rzek w pobliżu źródła, jak i gór, potrafią być zdradliwe, bowiem prędko topniejący śnieg w zastraszającym tempie dostarcza potokom wody. Ongiś poznałem powiedzenie, które dość często przywodzą rohańczycy: niepomyślny dzień już mija, choćbyś dostał mocno w ryja, jutro znów zaświeci słońce, lepsze czasy zwiastujące.
Powiedział chwiejnym głosem, walcząc z ogarniająca falą zimna. Twarz jednak miał radosną, zaś w oczach dojrzeć można było wiarę. Kiedy minęli kilka rzędów drzew, odpięli pochwy, z kolei z pleców zsunęli ciężkie torby. Nie zaszli zbyt daleko, ażeby korony drzew nie przysłoniły im ostatków promieni słońca, wszak drwa muszą nazbierać, a pochodnie na wilgotnych szmatach nie zatlą ognia. Osiedli w ciasnym kręgu buków, gdzie wokół rozpalonego ogniska, bez większych problemów rozłożą się promieniście, wraz z wierzchami. Feandil wyżymał linę, po czym obwiązał nią dwa pnie, tak aby konstrukcja znajdowała się nad ogniem.
- Rozwieśmy ubrania, winny szybko się osuszyć. Słońce kładzie się szybko, przeto musimy podzielić prace, aby zdążyć przed zmrokiem. Ja oporządzę ubrania i oręż, na dobitkę trzeba zebrać chrustu i drwa, przygotować posiłek, udać się na zwiad, oraz zwołać konie. Na rozeznanie udadzą się dwie osoby, acz baczcie na siebie, bowiem nie wiemy jak daleko dosięgnął cień.
Ostrzegł przyjaciół, atoli był niemal pewien, że dzień drogi od Imladris, jakiekolwiek poważniejsze zagrożenie nie spędzi im snu z powiek. W lesie panowała głucha cisza, zaś gęstwiny drzew, nie pozwalały by widzieć cokolwiek dalej niż sto metrów. Ściółka była porośnięta gęstych mchem, tedy chłód od gruntu nie będzie zanadto uciążliwy. Zsunął płaszcz, następnie spodnie, wraz z butami, zaś na końcu koszulę. Dokładnie rozpostarł je na lince, czekając aż reszta odda mu przemoczone odzienie, oraz broń. Oręż swój oparł o drzewo, aby po wykonaniu wcześniejszej czynności, zapobiec jej rdzawieniu.
__________________________________________________________________

Każdy wybiera jedną czynność, o których wspomniałem. Daje wam szeroką możliwość interpretacji, oraz rozwoju wydarzeń podczas ich wykonywania - nagroda za fajny opis wydostania się z rzeki.

Kolejka obowiązuje.

Alera zostaje wykluczona z sesji, z powodu nieusprawiedliwionej obecności od trzech dni.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."


Ostatnio zmieniony przez Fëandil Êlentáriel dnia Nie Kwi 08, 2012 3:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 08, 2012 2:28 pm

Leżał tak chwilę po wydostaniu się z rzeki. W końcu jednak podniósł się i rozejrzał wokoło. Cieszył się, że widzi wszystkich już po drugiej stronie rzeki. Chwilę martwił się o swój ekwipunek, który był pogonił razem z rumakiem. Jednak koń sam sobie wytyczył zajęcie i popasał się na polanie nieopodal. Ruszył wraz z resztą w stronę lasku wskazanego przez Feandila. Na miejscu zdjął przemoczone ubranie i rozwiesił, podobnie jak Fean. Na szczęście w ekwipunku miał co założyć na zmianę.
-Idę na zwiad sam, jak ktoś chce inny również ruszyć, to nich idzie w przeciwnym kierunku. Jeśliby coś się stało, to przynajmniej będzie wiadomo. Wtedy wróci tylko jeden zwiadowca. Pójdę w tą stroną. Wskazał palcem kierunek. -A druga osoba niech ruszy tą stroną. W ten sposób zrobimy półkole wedle obozu i spotkamy się mniej więcej w połowie drogi.
Wytłumaczył elf i wziął ze sobą krótki miecz, co by się nie obciążać i mieć lekki krok. Szedł szybko, w lesie widział jak dotąd tylko tropy zostawione przez zwierzynę. Rozpoznał ślady zostawione przez stado jeleni i kilku mniejszych zwierząt. W pewnym momencie zauważył też pojedyncze ślady, które ewidentnie były świeże i zrobione przez dwie pary butów. Ze względu na zostawione zagłębienia śladów prognozował, że mogła to być równie dobrze dwójka ludzi jak i dwójka orków. Rozejrzał się, jednak nie widział innych znaków w pobliżu śladów. Tak więc ruszył dalej, kiedy dotarł do punktu, w którym miał spotkać się z drugą osobą mającą iść na zwiad postanowił poczekać. Jedyne co wiedział, to że coś mu się nie podoba w napotkanych śladach, oraz to że za chwilę będzie zmierzchać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 08, 2012 3:13 pm

*Z ulgą ujrzała wszystkich towarzyszy na brzegu.Odwiązała linę i schowała do mokrego chlebaczka.Z ulgą zauważyła,iż lembas ,owinięty w potrójną warstwę liści mallornu i szmatek,zachował się w całości.Ziołom woda nie zaszkodziła,chlebaczek był cały.Zatrzęsła się z zimna i zrzuciła z siebie mokry płaszcz i koszulę,jednak owinęła się płaszczem.Wyjęła z torby nową koszulę i zarzuciła ją na siebie,zręcznie utrzymując płaszcz na wysokości szyi.Wycisnęła wodę z włosów i rozwiesiła mokre ubranie na pniu.Rzekła*Ja zajmę się czymś do jedzenia.Pod ręką mam lembasy...chociaż nie!Chcecie jajek?*Spojrzała na towarzyszy,byli cali przemoczeni i zziębnięci.Myślała jak wykombinować ognisko...Pozbierała nieco chrustu i kłód ,od których aż roiło się wokół i ułożyła z nich palenisko.Teraz ogień...Zaraz.Skupiła się i chwyciła jeden kosmyk włosów,ukryty za uchem.Zamknęła oczy i przeciągnęła po nim palcami.Na czubkach palcy zatańczyły wesołe płomyki,zaś kosmyk włosów stał się z powrotem kruczoczarny.Podstawiła palce pod chrust,który to zaraz stał w płomieniach.*No.To teraz patelnię,czy coś podobnego...*Doskoczyła do swoich manatków i wygrzebała z torby niewielką patelnię.Mimo przygody z rzeką humor nadal miała dobry.*To jak?Chcecie tych jajek?Athelosie,proszę cię zmień tę koszulę bo się zaziębisz!*Pogroziła elfowi patelnią i uśmiechnęła się wesoło.*Ale przygoda,czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 08, 2012 9:33 pm

Zanim ruszyli zdążyła jeszcze ściągnąć buty i wylać z nich wodę, a także zaczesać dłonią do tyłu włosy, by ich mokre kosmyki nie opadały jej na czoło. Kolana bolały ją tak samo jak ciało, ale nie było to spowodowane zmęczeniem, a raczej czymś, co przypominało silne, niespodziewane uderzenie. Zabrała ze swojego wierzchowca cały ekwipunek, stanowiący wypełnienie skórzanego worka, później z pyska wyciągnęła mu wędzidła, a ze łba wzięła wodze, które mogły mu przeszkadzać w swobodnym biegu. Zarówno bagaż jak i ona ociekały wodą, nie chciała nawet myśleć jak wygląda jej podróżne jedzenie, zawinięte w zaledwie kilka bawełnianych ściereczek. Idąc przyglądała się Feandilowi, słuchając słów, którymi najwyraźniej próbował ich pokrzepić; jego łagodna i radosna twarz nie uspokoiła, a jedynie wywołała w niej zdumienie.
-Słońce mówi wiele, mój Panie. Zbudziwszy ziemię do życia, czujemy się szczęśliwi, usypiając ją do snu, widzimy strach, jaki pozornie ukryty za dnia, kruszy w naszych oczach blask nadziei. Czasami jest jasne, innym razem czerwieni się i zachwyceni jego kolorytem zapominamy o tym, co wówczas przypomina. Komu zwiastuje ono nowy porządek, temu brakuje odwagi, by walczyć.
Usta Avie ułożyły się w delikatnym, skwapliwym uśmiechu; nie był on zimny, ale brakowało w nim również ciepła. Przyśpieszyła teraz kroku, chcąc jak najszybciej zbliżyć się do lasu, którego drzewa, stare i wielkie, wzbudzały w niej niewytłumaczalną ciekawość. Byłaby skłonna wejść tam jak najszybciej, gdyby nie inni, rozkładający właśnie obóz lub udający się na zwiad; nierozsądnym byłoby odejść bez słowa. Położyła na ziemi skórzany worek i rozsupławszy go przejrzała stan zawartości - ubrania, bandaże, jedzenie… Wszystko było mokre i nie nadawało się do użycia. Ten widok nie był dla niej zaskoczeniem, a jednak odczuła pewne zmartwienie, którego nie chciała dać po sobie poznać, dlatego szybko zamknęła torbę, rozglądając się dookoła, żeby znaleźć dla siebie jakiekolwiek zajęcie.
-Uważajcie, by nie dotknął ich ogień… Pójdę przynieść więcej drewna.
Powiedziała, gdy spostrzegła ubrania, które rozwieszali nad paleniskiem, a następnie zapuściła się w ciemny las; gdyby ktokolwiek próbował coś jej odpowiedzieć, mógł być pewny, że już go nie usłyszała. Kwaśny zapach zbutwiałych po zimie liści, nieruchome i dumnie stojące pnie, pośród których klucząc zbierała wilgotne, połamane przez wiatry lub strzaskane starością gałęzie, stały się przygasłą świątynią, która zdawała się teraz rodzić tylko trwogę, pełną dziwnych, wypełnionych mrokiem stworzeń. Tildomerel… Pamiętała doskonale głos Bergiusa, wzbił się pośród jej myśli niby ptak spłoszony, coraz bardziej odległy, chciała go sięgnąć spojrzeniem, lecz nie mogła, wtem smuga rumieńca zakreśliła wyraźny łuk na jej twarzy i nie wiedzieć kiedy, znalazła się u krańca lasu, skąd już tylko kilka kroków dzieliło ją od płomieni rozpalonego wcześniej ogniska. Światło objęło sylwetkę Avie, przez ściągnięte mięśnie twarzy wydostawało się głębokie oszołomienie, położyła drewno niedaleko paleniska, zwężone powieki pozostawiały blask ognia daleko poza oczami. Podążyła w stronę swojego skórzanego worka z ekwipunkiem i korzystając ciemności, jaką zapewniła noc, ściągnęła z siebie tunikę, kolczugę oraz nagolenniki. Chłód później pory niezauważenie dotknął jej ciała, gdy nałożyła na siebie całkiem niesuchą, bawełnianą koszulę. Przemykające wśród Księżyca chmury czasami dawały mdłe, bardzo blade światło, jednak było ono wystarczające, żeby półelfka mogła dostrzec na białej skórze, czy mocno obtłukła nogi; niewielkie, ciemne plamy świadczyły o kilku siniakach, zdobytych całkiem słusznie w imię bezmyślności. Złożyła ściągnięte wcześniej elementy wyposażenia, które sprawiały wrażenie cięższych niźli gdy leżały na niej, później wróciła do paleniska, gdzie rozłożyła koc na którym miała spać. Spodziewała się, że Feandil zaplanuje nocną straż, a ponieważ nie odczuwała senności, ani głodu, przypięła do brązowego paska swój rapier- Skwapliwość i okrywając się płaszczem, zaproponowała.
-Panie, obejmę pierwszą wartę.
Powrót do góry Go down
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 08, 2012 11:28 pm

*Szczęście jakie odczuwał widząc iż wszyscy cało wydostali się z wody, całkowicie przysłonił mu obraz tego że jest mokry. Nie martwiło go nawet to w jakim przed chwilą byli niebezpieczeństwie, liczyło się tylko to że wszyscy byli cali i przynajmniej na zdrowych wyglądali. Odpoczął chwilę, na brzegu. Wystarczyło mu ustatkowanie oddechu i chwila odpoczynku by mógł iść dalej.. Przynajmniej miał siły by dotrzeć do wspomnianego przez Feandila lasku. Przez tą drogę milczał, a podczas niej wspomagał się koniem który chyba jako jedyny był wciąż niezmordowany. Miał siły, a Athelos z nich bezlitośnie korzystał, tak jak podczas ucieczki z nurtu rzeki. Elf bardzo doceniał swego rumaka, wiele razy już mu pomógł i śmiało nazywany był przyjacielem... Kiedy to dotarli do skraju lasu i rozpalili ogień, Athelos wręcz od razu z tego skorzystał. Wywiesił swoje ubrania, a koszulę zmienił, na prośbę Liktarei której to posłał dziękczynny uśmiech. Opadł na chwilę pod drzewem, oparł plecy i starał się odzyskać jak najwięcej utraconych sił. Mimo iż ogromnie się cieszył że przygoda z rzeką skończyła się dobrze, to powróciły złe myśli. Te w których to w pełni uświadamiał sobie o wiszącej groźbie i przyszłych niebezpieczeństwach. Spojrzał wnet na swoją ukochaną zajętą robieniem jakiejś kolacji. Uśmiech jej, mimo iż piękny, to działa wręcz odwrotnie aniżeli powinien. Budził w Athelosie jeszcze większy strach, strach przed stratą jej. Wydawała się przecież tak łagodna, niewinna.. Teraz to dopiero zrozumiał że nie powinno jej tu być. Nawet jeśli poradziła sobie bardzo dobrze, to i tak martwiło go to wszystko. Zatrzymał to jednak dla siebie. Starał się nawet sprawiać wrażenie obecnie szczęśliwego...* - Pozwólcie że jako drugi wyruszę na zwiad. Muszę zebrać myśli, a najlepiej mi to idzie w samotności. *uśmiechnął się po zebranych i włożył swe już suche ubrania. Spodnie i płaszcz były już zupełnie suche. Kapot może jeszcze trochę wilgotny, jednak to mu absolutnie nie przeszkadzało. Mimo iż woda była zimna i powinna wyziębić Athelosa, to ten bardzo tego nie odczuwał. A nawet jeśli, to już pobyt blisko ogniska momentalnie przywrócił prawidłową temperaturę ciała. Poprawił broń, na plecach i ruszył nie odwracając się jeszcze nawet za siebie. O broń się nie martwił. Pochwa i ostrze wykonane było z odpowiednie materiału, które to nie dość iż szybko schło, to jeszcze nie miało szans zardzewieć. Broń ta nie na darmo została zrobiona na zamówienie. Nie trzeba było się o nią martwić. Ostrość absolutnie zawsze była tak samo ogromna, wystarczająca by spokojnie przeciąć nawet najtwardsze metale... Athelos oczywiście ruszył w kierunku wskazanym przez Besidrola. Sam inaczej by to rozplanował, jednak wolał się nie kłócić. Wolał przynajmniej na razie być bierny, jak się da tylko da. Dopóki to miał jeszcze szansę, nie chciał pokazywać, w ilu to kwestiach już nie zgadzał się z ogółem. Co więcej na razie sobie dobrze radzili. Ruszył więc chyżo w gęsty las... Po lesistym terenie poruszał się z jeszcze większą gracją. Niby cień przemykał między drzewami, nie dając o sobie znać absolutnie nikomu. Jako iż dobrze znał się na polowaniu, tropieniu i był raczej inteligentny, to od razu wyczuł iż coś jest nie tak. Dostrzegł że ślad zwierzyny, są dziwne. Prawie ich nie ma a jak już się pojawią to w dużej grupie, gęste i mocno odciśnięte. To jest świadectwem tego iż zwierzęta przed czymś uciekały lub też coś je spłoszyło. Odciski te są jednak nie dzisiejsze, a z dziś nie ma żadnych śladów, czy też nie czuje obecności jakiegokolwiek zwierza w pobliżu kilkuset metrów. To już mówiło wiele... Mówi o tym że zwierzęta wystraszyły się nie na żarty, a co za tym idzie że najpewniej ktoś ostatnimi dni przechodził tym lasem głośno hałasując i dając dowody swej obecności.. Zbieranie tych informacji zajęło mu chwilę i zauważył czekającego już Besidrola. Do niego też się zwrócił..* Orki? Stawiam na pół tuzina lub też czterech hałaśliwych.. *Było to wyraźnie pytanie. Widząc po minie przyjaciela udało mu się coś odkryć i był ciekawy czego, mając nadzieję iż ma więcej konkretów niżeli on sam.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 3:06 pm

Poprawił linę i ubrania, aby materiałów nie strawił ogień paleniska. Rozłożywszy kos, który uprzednio wyjął z bagażu, przysiadł na nim, po czym chwytając miecz, począł głaskać jego klingę osełką. Zanim napoczął ostrzyć jakikolwiek fragment, wycierał go dokładnie suchą szmatą, co by wilgoć nie zapobiegała tarciu.
- Chętnie skosztuję. Minęło już względnie dużo czasu od śniadania, nader jestem głodny.
Ustosunkował się do zapytania Liktarei, dodając.
- Jajka są całe? Jakim cudem tak delikatny przedmiot nie stłukł się, podczas naszych niedawnych perypetii?
Zapytał niemało zaskoczony, nie przerywając czynności, które wykonywał. Po dwóch kwadransach, suchy i lśniący oręż widniał oparty o konar drzewa, czekając na swoich właścicieli. Feandil zbliżył się nieco do płomienia wyciągnąwszy ku niemu ręce, pozwalając jednocześnie, by żar ogniska oplótł swym ciepłem jego dłonie. Dołożył nieco drwa, po czym powstał, aby nałożyć na siebie oporządzone ubranie. Resztę odzienia zsunął, składając obok siebie na kocu, ażeby każdy mógł odebrać co swoje. Księżyc, niczym samotny lampion, podróżował po granatowych polach, mierzwiąc kosmki nasyconych szarością obłoków. Palenisko dobrze rozświetlało krąg drzew, w którym osiedli, jednak chęć wyjrzenia dalej uniemożliwiało niezwykle gęste rozmieszczenie pni, pomiędzy które zdawał się wlewać cień. Miejsce to nie należało do bezpiecznych, aczkolwiek próba przedostania się w stronę obozowiska bliżej nieznanej istoty, z góry skazana była na niepowodzenie. Suche gałęzie przebijające ściółkę, łamały się pod najmniejszym naciskiem, zaś nisko wiszące ramiona drzew krępowały potencjalny wachlarz ruchów. Athelos z Besidrolem wrócili razem, zaś Avie dzierżyła porcję zebranego opału. Kiedy elfowie zdali mu relację, z krótkiego zwiadu, nie posępniał zbytnio, mówiąc.
- Zdaje się, że orkowie zapuszczają się w te strony na polowania. Zapewne jest to mała grupa, lub trzech, czterech zielonoskórych, którzy nie mają w zwyczaju wypełniać rozkazów. Tak daleko na południe, żaden rozsądny, o ile można tak stwierdzić, uruk bez licznej armii nie postawiłby łapy. Postępując roztropnie, wystawimy pojedynczą straż nocną. Zmieniać będziemy się co dwie godziny, aby każdy uświadczył spoczynku, jutro czeka nas długa droga. Panna Tildomerel zainauguruje czuwanie. Każdy zobowiązany jest do zbudzenia wszystkich, w przypadku potencjalnego zagrożenia.
Pouczył zebranych, czyniąc skinienie głową ku Avie. Był rad, że zgłosiła się na ochotniczkę, albowiem pierwsza warta nigdy nie cieszy się wzięciem. Spoglądając w jej oczy, po raz kolejny dostrzegł ciepły płomień, blask bijący z jej źrenic i tęczówek. Nie zamierzał pytać jej o owe wrażenie, gdyż mogło być to zaledwie złudzenie. Posilił się lembasem, jajkami przygotowanymi przez Liktareę, oraz soczystym jabłkiem. Podźwignął się na ręce, maszerując w stronę Laurefina. Z torby, mocowanej przy siodle wyjął pęk cięciw, oraz garść krótkich, niezwykle cienkich ostrzy, przypominających ogromne igły. Połowę godziny zajęło Sindarowi mocowanie owych, do giętkich gałęzi buku, w promieniu stu metrów od obozu.
- Zwykle używam ich do polowań, acz dziś mogą się przydać.
Rzekł, po czym nakrył ciało kocem, wróciwszy na swoje posłanie. Koń jego, przykucnął kładąc się obok swego pana. Wszystkich zmogło zmęczenie, co poskutkowało niezwykle szybką wędrówką w świat jawy. Jedynie kobieta, wywodząca się z rasy ludzkiej, z uwagą wpatrywała się w otaczający ich mrok, zacieśniający się niczym lina spoczywająca na gardzieli skazańca. Las zdawał się żyć wyłącznie nocą. O ile za dnia panował spokój i błoga cisza, o tyle po zmroku dało się słyszeć pohukiwanie sów, gaworzenie lisów, czy symfonie chrząszczy. Palenisko cicho trzaskało, zaś iskierki zdawały się tańczyć i skakać we wszystkie strony. Kwadrans po północy las ucichł. Do uszu Avie dobiegał wyłącznie szmer liści, które pchnięte przez wzmagający się wicher, poczęły niezwykle głośno szeleścić. Nagle gałęzie wydały z siebie pernamentny zgiełk, jedna łamiąca się po drugiej. Kakofonie szybkich oddechów, zakłócił świst cięciw Feandila, gwałtownie wypuszczających ostrza. Ziemia drżała. Coś się zbliżało.
_____________________________________________________________

Kolejka standardowo.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 3:53 pm

Długo nie czekał na drugiego zwiadowce, a na jego pytanie odpowiedział.- Może orki, może ludzie. Nie jestem pewien. I ruszyli oboje do miejsca, w którym powstawało obozowisko. W drodze nie zauważał żadnych dziwnych znaków. Szedł i rozmawiał z drugim elfem.
Na miejscu zajął się sprawdzeniem swego ekwipunku zdając uprzednio raport ze zwiadu. Poczęstował się również posiłkiem przygotowanym przez Liktareę. Ogrzewał się przy ogniu i rozmyślał o różnych sprawach.
- Obejmę wartę jako drugi. Zaoferował się elf. Nie mając teraz nic ważniejszego do zrobienia przygotował sobie zwykłe posłanie, które składało się z samego koca. Zanim udał się na spoczynek, usiadł przy ogniu i strugał kijek nożem. Później wystrugany kijek i tak znalazł się w ogniu. Sprawdził czy koń nie ucierpiał w żaden sposób przy przeprawie. Jednak okazało się że jest cały. Teraz już nakrył się kocem. - Dobrej nocy. Miejmy nadzieję, że spokojnie wypoczniemy. Rzekł i nie czekając na żadną odpowiedź położył się i niedługo po tym zasnął.
Pobudka nie mogła zwiastować nic dobrego. Wstał szybko i chwycił długi miecz w dłoń. Stając przy granicy obozu czekał aż sprawca, bądź sprawcy hałasu się objawią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 4:19 pm

*Zaśmiała się,słysząc pytanie Feandila.Pokazała mu szczelnie zamkniętą torbę,która spoczywała obok jej cennego chlebaczka.Wyjęła pudełko.W środku obłożone było grubą warstwą waty,na której spoczywało 8 jajek.*Wiedziałam,że będzie je trzeba zabezpieczyć...*Ziewnęła przeciągle i położyła się na kocu,przykrywając się nim.Do snu utuliła ją kołysanka lasu,symfonia szumu liści i gry świerszczy.Przed snem upewniła się,czy Kastiel jest przy niej.Koń położył się nieopodal,teraz spał spokojnie.Ona sama zasnęła po chwili.Nocną pobudkę przyjęła zerwaniem się na nogi.Wszyscy już byli na nogach.Chwyciła miecz w dłoń i wyjęła go z pochwy.Jej oczy wodziły po otoczeniu ,w poszukiwaniu choćby cienia wroga.Oddychała spokojnie,cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 5:46 pm

*Spojrzał i wysłuchał słów Besidrola z powagą. Uśmiechnął się jednak wymownie kiedy ten wspomniał o ludziach. Chciał wytłumaczyć co mu w tym zdaniu nie pasowało i tak też zrobił.* - Zwierzęta aż tak bardzo nie boją się ludzi, to na pewno orkowie. *pokiwał głowa i ruszył w stronę obozu, tuż za przyjacielem. Drogę która dzieliła ich od obozu, spożytkowali na rozmowę i własne rozmyślenia. Obecnie wykryte niebezpieczeństwo pomogło mu trochę zapomnieć o całokształcie zagrożenia. Zapomniał wręcz o przyszłości, na rzecz tego co im groziło teraz. Nie można porównywać grupy orków z głównym ich celem.. Tak więc był trochę spokojniejszy, a to było widać na pierwszy rzut oka. Jego towarzysze mogli dostrzec na jego ustach uśmiech, a to podczas tej podróży nie zdarzało się często... Wróciwszy do obozu, zdali raport innym. Wysłuchał słów Feandila, je też skomentował, co również nie zdarzało się często.* - Wydają się kiepscy. Zwierzęta zdołały im uciec, a to świadczy o ich niezgrabności. Zapewne nie uda im się nas zaskoczyć, a tylko tak mieliby jakiekolwiek szanse w starciu z nami. *Po krótkiej przemowie, którą to zakończył krzepiącym uśmiechem, zasiadł obok swojej ukochanej Liktarei. Złapał jej dłoń, niezwykle ciepłą oraz obdarzył czułym spojrzeniem. Nic nie musiał mówić, nawet nie chciał bo ten wzrok wyraźnie wyrażał to jak się teraz czuł a także to jak bardzo mimo wszystko ją kocha. Siedział jeszcze trochę w ten sposób, a następnie postanowił skonsumować jakąś kolację. Dokładnie to posilił się jajkami od ukochanej i dwoma sucharami wyjętymi z podróżnego prowiantu. Może nie była to wyśmienita strawa, jednak w zupełności elfowi wystarczał. Potem oczywiście złożył się spać, wcześniej informując iż jako trzeci może objąć wartę. Rozłożył się na kocu nieopodal drzewa.. Mimo iż stracił wiele sił oraz był zmęczony, ciężko było mu zasnąć. Co więcej słyszał wyraźnie dziwne zachowanie lasu, w którego to objęciach zasypiał. Dźwięki dotychczas normalne, zmieniły się. Zwierzęta w pobliżu ucichły, informując o tym że czegoś się przestraszyły. Wtedy to też Athelos sięgnął po swoją broń w pobliżu której spał. Otworzył oczy, a miecz trzymał na piersi. Niedługo jednak, bo już po chwili zerwał się na nogi. - słysząc iż pułapki Feandlia się uaktywniły. Ostrze opuściło pochwę, klinga skierowana w dół wyczekiwała przeciwnika. Nogi zaś elfa wyraźnie się ugięły, lekko przykucał jakby już zaraz miał się zerwać do skoku. Powoli oddychał i równie wolno zbliżał się do Liktarei. Chciał być blisko niej, wolał nie pozwolić jej wdać się w walkę. Przynajmniej teraz, kiedy nie było to konieczne. Wyśmienity wzrok elfa oczywiście pozwalał mu dostrzec wszystko w pobliżu, nawet ciemność wcale nie przeszkadzała, bo jak każdy wie w niej jego rasa widziała dobrze. Przenikliwe spojrzenie penetrowało okolice, spokój i gotowość pozwalało mu w każdej chwili zaatakować. Czekał tylko na pokazanie się wrogów..*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 6:44 pm

Głęboka cisza przedzierała się przez zakamarki lasu, mogłaby go w sobie utopić, gdyby nie poszepty zwierząt. Kiedy otrzymała zezwolenie na objęcie pierwszej warty, oddaliła się znacznie od obozu; sylwetka kobiety rysowała się gęstą czerwienią na tle mrocznego horyzontu, sprawiając wrażenie martwej rzeźby, albo drapieżnego ptaka wiszącego na niebie i wyczekującego cierpliwe nieuważnego ruchu gryzonia. Obserwując uważnie okolicę, czuła spokój, który coraz silniej okrywał jej umysł, zarazem zastanawiała się nad poszlakami obu zwiadowców oraz samymi uczestnikami wyprawy i obraz każdego z nich mimowolnie sporządzała: Liktarea była w tych warunkach niemalże bohaterką, jako jedyna potrafiła zmyślnie zadbać o tyle głodnych żołądków, a jej troszkę dziecinna, nawet słodka osobowość, mocno otrząsała od niepotrzebnych myśli. Słusznie martwił się o nią Athelos, który bardzo starał się ukryć swoje smutki, ich cień można było czasem zauważyć, a on jako Władca Rivendell miał w sobie coś osobliwego, nade wszystko trochę młodzieńczej, choć dojrzałej natury. Besidrol nie narzucał się i musiał być dzięki temu bardzo dobrym Namiestnikiem, a jego ochoczość oraz szybkość w działaniu, podług rozważań półelfki, będzie pewnie jeszcze wiele razy podczas ich wyprawy owocować. Feandil, którego szlachetne serce wykuto ze srebra, jak żołądź mallornu otoczony innymi drzewami - spoczywa, gdy jego łagodna łupina budzi jeszcze nadzieję, że kiedyś wykiełkuje...
Wtem szarpnęły cięciwy, których syk wraz z trzaskiem suchych gałęzi wywołały niepowtarzalny łomot; wybudzeni i zaniepokojeni uczestnicy stanęli gotowi do walki, Avie była milcząca, zdawało się nawet, że nie wykonała w tym momencie ani jednego ruchu, gdyż jej broń nadal spoczywała przy pasku. Poczuła, że krew przyśpieszyła swój bieg i bicie serca stało się bardziej nierównomierne, wśród mięśni rozchodziło się nerwowe drżenie, nie w sposób go było uspokoić. Teraz niespodziewanie spojrzała na nich i przyłożywszy palec do ust dała znak, by pod żadnym pozorem niczego nie wymawiali. Tym sposobem mogli skoncentrować się na celu, którego każdy z nich wypatrywał, chociaż nikt nie wiedział, co lub kto nadchodzi.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 8:56 pm

Umysł Feandila względnie szybko odnalazł tory, które prowadzą do głębokiej zadumy i wytchnienia. Pędzel z białego włosia począł malować marmurowe obłoki, na tle szafirowego nieboskłonu, tworząc obraz letargu, swoistego błogostanu. Głęboki oddech zdawał się rytmicznie współgrać z nieskrępowanym tempem wlewania się tlenu do płuc elfa. Pejzaż Lothlórien, niesiony łagodnym wiatrem zdawał się być jak prawdziwy, tak utopijny. Królewskie wzgórze, które zawdzięcza miano szlachetnym koroną mallornów, drzew cenniejszych, aniżeli insygnia ludzkich monarchii. Kraina emanująca szczęściem i poczuciem bezpieczeństwa, otwarta dla wędrowców, zamknięta dla istot złych czynów. Pojednana z południem, gotowa do poświęceń za Władców Gór. Cudowną imaginację przysłonił cień, który z nieokiełznaną zuchwałością, począł przykrywać płachtą mroku brzegi Nimrodel, oraz tereny Naith. Siwy dym płatał niezwykle barwną wizję życia stabilnego, tak łatwo osiągalnego. Powieki elfa powoli się rozwarły. Tuż nad sobą ujrzał Liktareę, której zazwyczaj pogodna twarz, przybrała posępną maskę. Zerwał się na nogi, w dłoni ściskając łęczysko łuku. Zwinnym ruchem, zarzucił kołczan, który spoczął bezwładnie na jego plecach. Zlustrował drużynę, widząc, iż skupiają się na jednym punkcie, tuż przed nimi. Nagle przestrzeń wypełniły kolejne świsty, mechanizmy pułapek obluzowały się, dając o sobie znać ze wszystkich stron. Pośród tych dźwięków dało się słyszeń szum, by po chwili poczuć krótki podmuch w okolicach ich ramion.
- Strzały!
Szepnął, z wyraźnym naciskiem.
- Zgaś ognisko, jesteśmy wyraźnym celem!
Zwrócił się do Besidrola wskazując ręką w stronę paleniska. Przykucnął, aby umknąć pociskom. Doczołgał się do drzewa, opierając się plecami o jego konar. Nałożywszy strzałę na łęczysko, naciągnął cięciwę, układając łuk poziomo. Nie dojrzał jednak nikogo, gdyż potencjalni agresorzy znajdowali się na tyle daleko, iż wzrok ich nie sięgał.
Zewsząd dało słyszeć odgłos przyspieszonego kroku, a także tarcie kling opuszczających pochwy. Rwetes przeszył krzyk Liktarei, którą zbłąkana strzała, na szczęście, drasnęła w ramię. Trzeba coś zrobić, pomyślał. Gałęzie najbliżej nich poczęły się rozchylać, odsłaniając tęgie sylwetki sześciu orków. Jeden z nich, który zaszedł drużynę od strony rzeki rzucił się na Athelosa, by z impetem opaść na ziemię, wraz z elfem.. Kolejna para natarła z północy, wybiegając tuż naprzeciw Besidrola. Feandil nie mógł strzelać z tak bliskiej odległości, ponieważ byłby jeszcze łatwiejszym celem dla nabiegających uruków. Wdrapał się na drzewo, objąwszy nogami gałąź znajdującą się na wysokości pięciu metrów, napiął cięciwę z całych sił, a jego łuk zaśpiewał, zaś nutą była strzała, która z łatwością przecinając powietrze ugodziła jednego z agresorów w klatkę piersiową. Celował w stronę Avie, za której plecami trójka bestii wybiegła z gęstwin, zaś jedna z nich opadła, starając się powstrzymać konwulsje, które wywołał pocisk Sindara. Łucznik nieprzyjaciół ucichł, nie chcąc godzić swych sojuszników, okazja do kontry wydawała się idealna.

___________________________________________________________________

Pamiętajcie: opisujecie ciosy, ich skutek opisuję ja (rzucam kostkami aplikując obrażenia wg waszych statystyk; to samo tyczy się uników).



_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Wto Kwi 10, 2012 9:24 pm

Sytuacji komentować nie trzeba było, gdyż każdy widział co się działo. Usłuchał Feandil i doskoczył do ogniska, które też po chwili ugasił. Będąc przy ognisku skorzystał z okazji i uzbroił się też w drugi, krótszy miecz. Kiedyś wojował z mieczem i tarczą, ale później zamienił tarczę na krótki miecz, który po części służył do celów obronnych, a dodatkowo mógł nim wyprowadzić dodatkowy cios. Kilka strzał przecięło powietrze w pobliżu elfa. Planował ukryć się przed kolejnymi za jakimś drzewem jednak nie zdążył, gdyż wybiegła mu na drogę dwójka uruków. Nie cofał się. Musiał ich zająć, by nie mogli się na resztę. Uspokoił oddech, a twarz jego przybrała bojowy wyraz. Lekki strach, którego pozbył się wraz z uderzeniem adrenaliny. Nie musiał długo czekać. Uderzyli dwójką z krzykiem rzucili się na Besidrola. Odgłos uderzenia stali o stal powstał z tego spotkania. Byli w lekkim uzbrojeniu, co świadczyło, że to najprawdopodobniej był zwiad. Nie mieli swych ciężkich tarcz, ale o broni pamiętali. Oboje uzbrojeni w miecze. Pierwszy cios sparował mieczem, a od drugiego starał się uchylić i zakończyć to krótkim ciosem kontrującym, który był wycelowany w okolice brzucha jednego z uruków. Poczuł zderzenia broni, jednak nie znał wyniku swej taktyki.
Nie wiedział co z resztą, gdyż skupiał się na własnym pojedynku. Jednak miał nadzieję szybko go zakończyć i pomóc reszcie, lub też samemu otrzymać pomoc od kogoś z kompanów. Był wyszkolonym wojownikiem i honor nie pozwoliłby mu uciec z pola walki i zostawić towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 11, 2012 9:01 am

*Krzyknęła,gdy jedna ze strzał rozcięła jej lewe ramię.Rozejrzała się i dostrzegła Athelosa,za którym już unosił miecz jeden z uruków.Elf zajęty był walką z innym orkiem.Dziewczyna zareagowała natychmiast.Szybkim ruchem wyjęła nóż z buta i cisnęła go pewnym ruchem w stronę orka.Nie patrzyła na skutek,gdyż jeden z orków rzucił się na nią z mieczem.Odskoczyła na bok,sycząc,gdy jej ramię otarło się o drzewo.Krew ciekła jej po ręce,wsiąkając w rękaw.Uniosła miecz,by sparować cios i wyprowadziła uderzenie z prawej strony,w bok uruka.Odgłosy uderzeń o siebie mieczy,stop stawianych na ekwipunku.Dosłyszała rżenie ze swojej prawej strony.Po chwili Kastiel stawał dęba i machał kopytami nad zdezorientowanym wrogiem.Korzystając z okazji uniosła miecz i wyprowadziła cios w klatkę piesiową uruka.Krew ściekała po jej ramieniu strumyczkiem,dziewczyna jednak nie czuła bólu.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 11, 2012 11:02 am

*Strzał się nie spodziewał, tak więc zdziwiony nie mógł od razu dobrze zareagować. Co więcej usłyszał krzyk swej ukochanej która to oberwała strzałą. Szybko odwrócił się doń, tak by ujrzeć jakie to obrażenia otrzymała. Nie zważył na niebezpieczeństwo, teraz pragnął tylko szczerze ujrzeć iż Liktarea jest cała i nie kona za jego plecami. Kamień spadł mu z serca, ulżyło mu ogromnie, kiedy to zobaczył że strzała zaledwie ją drasnęła. Szczęście w takiej chwili może nie było mądre, jednak ten ogromnie się ucieszył i przez to też dał się zaskoczyć urukowi nabiegającemu ze strony rzeki. Mimo iż Athelos jest bardzo szybki, to i tak nie zdążył uskoczyć. Wielka góra mięcha rzuciła się nań i przewróciła go. Elf jedyne co zdążył zrobić to tylko odchylić się lekko w lewą stronę, ta by uruk przypadkiem nie przygniótł mu prawej dłoni - w której to trzymał swoją broń i którą to miał większą szansę na dobre wyprowadzenie pchnięcia. Ze wspomnianą szybkością to mógł zrobić bez problemów. Leżący obok ork, nie mógł zareagować tak szybko jak on, a Athelos to wykorzystał. Wyjęte już wcześniej z pochwy ostrze, uniósł ku górze i krzyknął donośnie.* - Caladzie pokaż się! *czarna głownia miecza mogło by się wydać że błysnęła. Athelos mimo iż wiedział z kim walczy, bo uruków nie łatwo było ugiąć czy też przestraszyć, to spróbował tejże sztuki. Wyraź twarzy miał straszny, odzwierciadlający jego gniew. Gniew ten również okazał w swym ciosie. Sztych ostrza agresywnie i szybko poprowadził w stronę głowę lezącego obok przeciwnika. Mimo iż uderzał z całą furią, chciał niezwłocznie zabić przeciwnika choćby swą siłą - to cios wyprowadził starannie, jak zresztą zawsze. To chyba dzięki przyzwyczajeniu usztywnił rękę w przedramieniu, tak iż mimo krótkiego dystansu, mógł wyprowadzić dokładny i silny cios. Nigdy nie zawiodła go precyzja, miał nadzieję że i teraz tak nie będzie. Cios zmierzał prosto w głowę, a dokładnie celował w skroń, tak by ją przebić tym jednym pchnięciem... Wydało mu się jednak, że nawet jeśli przez niewygodną pozycję, cios zmieni trochę swoją trajektorię, to i tak przebiję głowę urukowi..*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Sro Kwi 11, 2012 11:08 am

W chwili, kiedy wszyscy rozpierzchli się w różne strony, wyciągnęła długą igłę rapiera, a ponieważ broń ta raczej nie występowała w Śródziemiu, wyglądała nadzwyczaj egzotycznie, co wkrótce miało się prawdopodobnie okazać jej wielką wadą. Avie po raz pierwszy w życiu zetknęła się z orkami, pomimo bardzo szczegółowej lektury nie spodziewała się, że ich ohyda będzie tak rzeczywista. Krzyk ranionej nieopodal elfki sprawił, że coś w jej sercu drgnęło i spadło z niewiarygodną siłą; próżno pośród takiego przerażenia było teraz szukać w ojej oczach spokoju. Zaraz potem spostrzegła konającego przed nią orka, a jednak ktoś czuwa -pomyślała i skoczyła do przodu, by zadać mu cios w gardło. Brak uzbrojenia pozwalał jej na większą swobodę ruchu, co niewątpliwe było atutem podczas walki rapierem; niestety, miała przed sobą dwóch przeciwników, a styl walki taką bronią wymuszał na niej, by zajęła się każdym z osobna. Zaatakowała pierwszego z nich dziurawiąc jego miękkie uda oraz ramiona, których nie okrywał żaden ekwipunek. Tymczasem straciła z pola widzenia drugiego przeciwnika i opierając się temu pierwszemu, pragnęła oddalić się od niego na tyle, by móc zobaczyć co dzieje się dookoła. Jednak okazało się to bardzo trudne, gdyż stworzenie dysponowało niewiarygodnymi pokładami siły, a na dodatek, nieustannie musiała uważać, żeby cofając kroki nie potknąć się o własny płaszcz, którego srebrna klamra zdawała się obluźniać i spuszczać bordowe sukno ku ziemi. Ciemność oblekała okolicę, Avie nie będąca elfem, czuła się ślepcem wśród widzących, chaos dźwięków walki niemalże nie mieścił się jej w głowie; w sercu półelfki zapadła głęboka cisza.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Kwi 12, 2012 5:23 pm

Besidrol pewnie zniwelował pierwszą próbę natarcia. Dzięki silnym ramionom, odbił zmierzającą ku niemu stal, acz na unik, który miał nastąpić w drugim tempie, nie miał wystarczająco dużo czasu. Reszta siły agresora, wraz z mieczem uderzyła w żebra elfa. Ten jednak, jakby nie przejmując się ciosem, wymierzył celne, potwornie skuteczne pchnięcie, penetrując rozrywające się wnętrzności uruka swym orężem. Klinga bezszelestnie przebiła odzienie napastnika, osadzając się w jego brzuchu po sam jelec. Przeciwnik osunął się na kolana, zaś oczy zaszły białkami. Drugi z agresorów, ponownie nadbiegł w stronę Besidrola czyniąc obszerny zamach, ewidentnie nastawiony na siłę ciosu.
Pan Imladris, znajdując się w niewygodnej pozycji, uniósł miecz, starając się zadać silny, ale i celny cios. Jako, że noga, oraz wolna ręka, obarczona była ciężarem zielonoskórego, ruchy Samathela były po części skrępowane, co skutkowało zmianą trajektorii uderzenia. Złość jednak, która prędkim zastrzykiem adrenaliny wzmocniła mięśnie elfa, przerodziła się w cięcie, które wylądowało na szyi uruka. Głowa jego upadła na ziemie, dygocząc na skrawku skóry.
Tuż po zwinnym odparciu ataku, Liktarea przypuściła kontratak, który osłabiła cięta rana, widniejąca na jej ramieniu. Mimo, iż była płytka, grot strzały zdołał zaciąć jedną z żył płynących pod skorą. Zwinnym ruchem, uniosła oburącz miecz, po czym opuściła go na klatkę uruka, niczym kat zwalniający ostrze. Uderzenie było na tyle szybkie, iż napastnik ni drgnął. Atak z łatwością rozplatał jego pierś, dzieląc skórę szramą, z której wystrzeliła krew i rozerwane mięśnie. W odwecie, mimo bolesnych ran, ork zadał uderzenie z biodra, dość zwinne, acz lekkie.
Przeciwnik, który podrygiwał bezwładnie na ziemi, starał się złapać oddech, bowiem strzała Feandila przebiła jego lewe płuco, mijając jednak serce. Ostatkiem energii, w agonii nienawiści ruszył w stronę Athelosa, mijając kobietę w bordowym płaszczu, do której doskoczyły dwie krwiożercze bestie. Avie, korzystając z niezwykłej zwinności rapiera, przerwała najważniejsze ścięgna nóg uruka. W zupełnym bezładzie, gubiąc oręż, upadł na ziemię, chwytając rękaw jej odzienia. Bestia ważyła dwukrotnie więcej, od dorosłego mężczyzny. Ostatni z agresorów, ruszył ku walczącej parze, jednak w porę dojrzał go Władca Lórien, posyłając w jego stronę dwie strzały, które chyżo pokonując kolejne metry, świsnęły nad głowami pojedynkujących. Cięciwę napiął do połowy, bowiem skrupulatniejszy ruch nie pozwoliłby na podwójny strzał. Przymykając lewą powiekę, celował w korpus orka, gdyż atak na głowę, niósł ryzyko chybienia. Gdy uniósł umięśnione łapy, w których dzierżył miecz, pociski utkwiły w bocznych partiach jego ciała, dziurawiąc żebra i okolicę miednicy. Zdezorientowany stanął, wyjąc przeraźliwie z powodu zadanego mu bólu. Tym samym Panna Tildomerel miała wystarczająco czasu, aby wyprowadzić sumienne ciosy.


_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Kojot

avatar

Nick : Déon
ID : Spoko
Ranga : Rzeźnik z Blaviken
Male Liczba postów : 379
Join date : 28/03/2012
Age : 26
Skąd : Redditch

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Czw Kwi 12, 2012 6:09 pm

*Dobrze.* Pomyślał elf, kiedy widział że jeden z napastników pada. Dopiero po chwili poczuł lekki ból na żebrach, który był i tak przytłumiony przez adrenalinę. Wokół słyszał odgłosy walki, jednak nie miał czasu by się rozglądać, by sprawdzić co z innymi i jak wygląda sytuacja. Na jego drodze stał jeszcze drugi z orków, który ewidentnie zabierał się do wykonania ciosu. Świadczyła o tym jego ręka, w której dzierżył miecz i pozycja w jakiej się ustawił ork. Wszystko świadczyło o nadchodzącym ataku. Elf nie próbował wyprzedzić orka, by ranić go zanim zdąży się zamachnąć. Postanowił na zrobienie uniku poprzez cofnięcie się wtedy, kiedy to już ork będzie odsłonięty i prawie że bezbronny. Właśnie w tym momencie Besidrol postanowił obrócić się jeszcze podchodząc do przeciwnika, przyblokować krótszym mieczem jego broń, która w tym czasie już by opadała, a długim mieczem poczęstować jego tułów.
Chciał to zakończyć szybko, by dowiedzieć się co z resztą. Chciał pomóc towarzyszom, gdyby takiej od niego teraz potrzebowali. Nie mógł też ich zawieść, przez zostanie ciężko rannym, gdyż wtedy by im tylko zawadzał. Po prostu musiał zwyciężyć i nie myślał już teraz tylko o chwale. Myślał o współtowarzyszach, których znał lepiej lub gorzej. Chciał być pomocny. Przeżyć i spełnić tą wyprawę. Poddanie się nie wchodziło nawet w grę, gdyż byłby to zbyt wielki dyshonor i pogarda.
To wszystko przemknęło po jego głowie w ciągu kilku sekund, które miał by odeprzeć i wyprowadzić atak. W ciągu tych samych kilku sekund krzyknął w pełnym gniewu głosie.
-Giń! Nic Cię nie oszczędzi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liktarea

avatar

Nick : Liktarea
ID : 134
Ranga : Mieszkanka
Female Liczba postów : 82
Join date : 28/03/2012
Skąd : Częstochowa

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Kwi 13, 2012 10:06 am

*Ona była wolna.Rozejrzała się,i dostrzegła Avie,leżącą teraz na ziemi.Decyzję podjęła w ułamku sekundy.Rzuciła się do przodu,i wymierzyła cios w plecy orka,który przewrócił dziewczynę.Nie obserwowała skutku.Teraz szukała nowego celu,by pomóc przyjaciołom.Czuła się teraz silna,pełna energi.Nie było to spowodowane zabiciem orka,lecz faktem,że może pomóc.Poczuła skok adrenaliny .Widziała sylwetki walczących elfów i orków.Feandil wymierzał celne strzały,Besidrol i Athelos dzierżyli pewnie miecze,Avie natomiast broniła się smukłym rapierem.Rudowłosa nie zważała na piekący ból w ramieniu i krew ściekającą po ręce.Kastiel rżał niespokojnie,reszta koni również wydawała się zdenerwowana,stały jednak na pastwisku.Dziewczyna dopadła swojego łuku i nałożyła strzałę na cięciwę.Wypuściła strzałę w stronę orka,który unosił miecz do zaatakowania Besidrola.Celowała w odsłoniętą pachę orka,z nadzieją,że choć trochę ułatwi zadanie przyjacielowi*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Athelos Samathel



Nick : Liathaniel Miriandill
ID : 41
Ranga : Mieszkaniec
Male Liczba postów : 34
Join date : 01/04/2012
Skąd : Lublin

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pią Kwi 13, 2012 11:07 pm

*Cios może nie poszedł po myśli Athelosa, jednak liczyło się to iż ostatecznie uruk zginął. Jedyne co musiał zrobić teraz elf to tylko zrzucić z siebie tą ogromną pokrakę. Jako iż był silny to udało mu się to bez większych problemów i zajęło niedużo czasu. Kiedy to już był wolny pragnął wreszcie wstać, a korzystając ze swych zdolności akrobatycznych uczynił to za sprawą efektownej i szybkiej sprężynki. Sztuczkę tą wykonywał wiele razy i raczej nie powinien mieć problemów z jej wykonaniem, a chodziło głownie o zaoszczędzenie czasu. Gdy już wreszcie stał rozglądnął się po swych towarzyszach. Wydawało się że reszta radzi sobie całkiem dobrze. Zauważył także uruka pełznącego w jego kierunku, postanowił go dobić, bo jak było widać już wcześniej strzała Feandila go przewróciła i mocno zraniła. Długimi i miarowymi krokami dopadł do niego. A pierwsze co uczynił to stanął jedną nogą na zagiętej klindze jego broni. Mimo iż była to silna bestia, nie miała absolutnie żadnych szans by podnieść broń. Nie z takiej pozycji, gdzie nie mógł użyć nawet cząstki swej zabójczej siły. Elf opierał się na tej nodze, co skutkowało iż na jego mieczu leżało prawie 75 kg. Chciał zakończyć szybko jego żywot. Uważał że każda, nawet najgorsza poczwara, zasługuje na szybko i godziwą śmierć. Uniósł miecz ku górze, nad jego ciałem, pod kątem takim jakby chciał swym ostrzem wskazać księżyc.* Namarië.. *syknął cicho po czym jednym ruchem nadgarstka przekręcił swe ostrze. Tak że teraz teraz głownia skierowana była w stronę pleców uruka leżącego na ziemi. Nie musiał nawet spoglądać gdzie uderza. Wcześniej wycelował w serce a teraz tylko silnym ruchem ręki w dół starał się je przebić. Stara zbroja nie powinna być problemem. Jego miecz, materiał z którego został wykonany zawsze radził sobie z metalami. A z taką cienką blachą nie powinien mieć zupełnie żadnych problemów... Chciał już to skończyć, tak by ruszyć dalej na pomoc innym.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??
Gość



PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Nie Kwi 15, 2012 9:52 am

Wrażenie, że coś ciągnie ją ku ziemi musiało trwać zaledwie przez chwilę, gdy nagle upadła, pociągnięta za rękaw własnego odzienia. Wtem na pomoc musiała przybyć Liktarea, bowiem półelfka wyraźnie poczuła, że coś obluźnia się i daje jej swobodę do wstania; siłą wyrwała kawałek koszuli z uścisku potwora, co pozwoliło na zadanie sprawnych ciosów znajdującemu się przed nią przeciwnikowi. Nieliczne, nocne obłoki przysłoniły teraz tarczę Księżyca i zgiełk potyczki zdawał się powoli milknąć. Avie nie widziała jak celne są jej cięcia, ale czuła, że ostrze broni dotyka gładkiej oraz ciemnej skóry przeciwnika, czasami zahaczając o uzbrojenie, której tak delikatna broń nie była w stanie przebić. Pojedyncze krzyki sojuszników łamały się o skowyt zabijanych wrogów; słyszała je coraz wyraźniej, opierając się myśli, że którykolwiek z nich mógłby ranić jej towarzyszy. Sądziła, że walka w otwartym polu powoli dobiega końca.
Powrót do góry Go down
Fëandil Êlentáriel

avatar

Nick : Fëandil Aldamír Cúlinde
ID : 23
Ranga : Władca Lothlórien
Male Liczba postów : 492
Join date : 22/03/2012
Age : 26
Skąd : Gniezno | Poznań

PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   Pon Kwi 16, 2012 10:35 pm

Potyczkę zwieńczył dantejski jęk uruka, którego cierpienia skrócił Athelos, wsuwając weń chłodny brzeszczot. Grunt wyłożony był stygnącym truchłem, zaś ściółka pomazana szmaragdową posoką. Feandil spostrzegłszy, iż wszyscy stoją o własnych siłach, sprawnie zeskoczył z gałęzi, po czym przyklęknął opierając się o pień drzewa. Zgiełk zarośli zdradzał położenie uciekającego łucznika, który słysząc symfonie śmierci swych kompanów, rzucił się w nieporadną dezercję. Pojął łuk, delikatnie przytulając strzałę do cięciwy, zmierzwił jej pióra palcami. Powoli przesuwając łęczysko w stronę dobiegających szmerów, zdawał się polegać jedynie na słuchu. Cichy świst oznajmił zwolnienie pocisku, który niezachwianie pocierał napotkane gałęzie. Szelest, oraz ciężkie dyszenie bestii nie ustało ani na moment, chybił. Podobnie uczynił z drugą strzałą, lecz tym razem z kołczanu pojął dłuższą, posiadającą smuklejszy, żelazny grot. Naprężył cięciwę z całych sił, by po chwili łuk zagrał dźwiękami wysokimi, niczym brzmienie najkrótszej z strun gondorskiej harfy. Kroki ucichły, w lasie zapadła głucha cisza, niemalże bratnia do tej poprzedzającej atak.
- Mniemam, że już po wszystkim.
Wycedził elf, troskliwym wzrokiem wodząc po licach druhów. Dojrzał poszarpany rękaw Avie, oraz rozcięte ramię Liktarei. Momentalnie zalała go fala przemyśleń, co było charakterystyczne dla Aldamira. Nawet w najtrudniejszych sytuacjach, wnet szukał rozwiązań i możliwych furtek, które skracały drogę do celu, bądź omijały zbędne przeszkody.
- Wszystko w porządku Panno Tildomerel? Athelosie, zajmij się naszą rudowłosą karczmarką, choć zapewne nie muszę tego Tobie przypominać.
Rzekł, reflektując się prędko, ujrzawszy zatroskaną twarz przyjaciela.
- Pozostało nam dobre pięć godzin snu, wykorzystajmy je rozważnie, bowiem podróż zmącona adrenaliną i nerwami, nie przyniesie niczego dobrego. Nawet jeżeli nie zaznacie spoczynku, ciała wasze nadrobią zgubioną energię, zaś głowy odpoczną od natłoku wydarzeń. Nie podejrzewałem, mimo prawdopodobnej obecności orków, że tej nocy padniemy ofiarą ataku. Bez wątpienia odwagi i zuchwałości, dodały im czynniki nam niewiadome, a im sprzyjające. Jedynie posiadając zaplecze, oraz przewagę liczebną, decydują się na tak śmiałe napaści.
Przerwał, obarczając bagażem Laurefina.
- Nie nocujmy jednak tutaj. Ziemia wypiła zbyt dużo krwi, natomiast truchła, niedługo poczną cuchnąć. Cofnijmy się na skraj lasu i tam doczekajmy świtu. Z samego rana wyruszymy dalej. Zbierzmy jednak trupy i ułóżmy kopiec.
Rzucił, chwytając za kark jednego z uruków, po czym wymownym wzrokiem spojrzał w stronę Besidrola i Athelosa.
- Avie i Liktarea udadzą się na obrzeża, zaś dotrzemy do nich po poświacie paleniska, które mam nadzieję, raczą rozpalić. Poprowadźcie także nasze wierzchowce.
Księżycową dotąd noc zmąciły ołowiane, acz rzadkie chmury. Nic nie zapowiadało opadów, jednak widoczność została ograniczona do zupełnego minimum. Feandil wyjął flakonik z naftą, nasączył bawełnianą szmatę, owijając nią stosowny do tego kij. Wręczył pochodnię karczmarce, która nie powinna mieć problemów z jej zatleniem. Wiatr spokojnie mierzwił zmęczone twarze podróżnych, zaś puszcza zdawała się powoli odzyskiwać typowe dla niej odgłosy.

_________________
"W Rivendell przechowywano pamięć rzeczy starożytnych, ale w Lórien żyły
one prawdziwe i na jawie. Widywano tutaj zło, słyszano o nim, znano smutki
i troski, elfy bały się zewnętrznego świata, któremu nie ufały; wilki wyły na
kresach lasów – ale cień nie padł nigdy na Lórien."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.realmadrid.pl
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sesja - Cień Angmaru   

Powrót do góry Go down
 
Sesja - Cień Angmaru
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Forum Shire :: Fabuła :: Sesje-
Skocz do: